Rocznica Biesłanu

W Biesłanie obchodzono wczoraj siódmą rocznicę ataku czeczeńskich
terrorystów na miejscową szkołę. Podczas próby odbicia zakładników przez
rosyjskie siły specjalne zginęły 334 osoby, w tym 186 dzieci.

W sali gimnastycznej szkoły nr 1, gdzie terroryści przez trzy dni przetrzymywali
zakładników, a obecnie wiszą fotografie ofiar, złożono wieńce i kwiaty, zapalono
znicze. W uroczystości żałobnej poświęconej pamięci ofiar tamtej tragedii
uczestniczyło wczoraj około 3 tys. osób, wśród nich ci, którzy przeżyli atak,
oraz bliscy zabitych. O godz. 9.15 (czasu moskiewskiego), kiedy uzbrojeni
terroryści wtargnęli do budynku podczas ceremonii rozpoczęcia roku szkolnego,
rozległy się dzwony. Pamięć ofiar uczcili m.in. głowa republiki Osetii
Północnej-Alanii Tejmuraz Mamsurow, minister transportu Rosji Igor Lewitin oraz
prawosławny arcybiskup władykaukaski i machaczkalski Zosim.
1 września 2004 roku czeczeńscy rebelianci, domagający się wycofania wojsk
rosyjskich z Czeczenii, wzięli ponad 1100 zakładników, głównie uczniów. Po dwóch
dniach, 3 września, rosyjskie siły specjalne zajęły budynek szturmem. Zakończył
się on masakrą zakładników: zginęły wówczas 334 osoby, a 810 odniosło rany. Do
zorganizowania ataku przyznał się Szamil Basajew, radykalny czeczeński dowódca
polowy, który był przez władze Rosji uważany za terrorystę numer jeden. Sam
Basajew zginął w 2006 roku w wyniku eksplozji ciężarówki z materiałami
wybuchowymi na terytorium Inguszetii.
Siedem lat po tragedii mieszkańcy Biesłanu wyrażają żal, że nie została ona w
pełni wyjaśniona i wciąż nie są zbadane wszystkie okoliczności dramatu, w tym
przebieg interwencji sił bezpieczeństwa. Dochodzenie w sprawie Biesłanu nadal
trwa. Jak dotąd do odpowiedzialności karnej pociągnięto tylko jedną osobę –
Nurpaszę Kułajewa, jedynego schwytanego uczestnika ataku. Skazano go na
dożywocie. Nikt spośród przedstawicieli władz, zarówno lokalnych, jak i
federalnych, nie został uznany za współodpowiedzialnego za śmierć zakładników.
Komisja parlamentarna, która przez ponad dwa lata wyjaśniała okoliczności
zdarzenia, w grudniu 2006 roku oczyściła resorty siłowe z odpowiedzialności za
tragiczne skutki źle przeprowadzonej akcji uwalniania zakładników. Według
komisji, to terroryści, a nie szturmujący szkołę, spowodowali eksplozję w
budynku. Inaczej uważają działaczki stowarzyszenia "Matki Biesłanu",
skupiającego rodziny poszkodowanych. Twierdzą, że do tragedii doprowadziły
przede wszystkim zaniedbania ze strony władz. Wśród winnych wymieniają m.in.
ówczesnego prezydenta Rosji Władimira Putina. Oceniają także, iż władze nie
troszczą się w stopniu wystarczającym o poszkodowanych. Najbardziej
zdeterminowana część rodziców i bliskich ofiar, zrzeszona w innej organizacji,
komitecie "Głos Biesłanu", w lipcu 2007 roku złożyła skargę na Rosję do
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
 

Piotr Falkowski, PAP

drukuj