Infrastruktura w zapaści
Nie udała się trzecia już próba PiS odwołania przez Sejm Cezarego
Grabarczyka ze stanowiska ministra infrastruktury. Ale czy dzięki tym zabiegom
udało się chociaż w części zwrócić uwagę opinii publicznej na prawdziwy stan
infrastruktury w Polsce? Także nie. Groteskowa debata w Sejmie ograniczyła się
do prezentacji zdjęć z budowy autostrad oraz lakonicznych informacji o kolei. Tu
zaniedbania rządu wydają się najbardziej zauważalne, tylko nie wiadomo, do
jakiego stopnia, nie mamy bowiem żadnych wiarygodnych informacji o rządowych
planach i ich realizacji. Czy rzeczywiście wybudowano przez 4 lata rządów
Platformy Obywatelskiej i PSL 220 kilometrów autostrad, czy może jeszcze mniej?
A jaka jest techniczna jakość tych inwestycji? Kiedy pierwsze remonty?
Nic też nie wiemy o prawdziwych przyczynach zapaści na polskich kolejach.
Pasażerów denerwuje niepunktualność kolei, stan wagonów itd., ale niewielu wie,
że ten ogólny chaos organizacyjny rząd wywołał swoimi błędnymi pseudoliberalnymi
koncepcjami restrukturyzacji kolei, czyli komercjalizacji, a więc prywatyzacji.
Nie brakuje głosów, że jest to przygotowanie pod sprzedaż polskich kolei
Deutsche Bahn, która realizuje odmienną koncepcję rozwoju, nie dzieli się na
konkurujące ze sobą firmy kolejowe, ale konsoliduje i systematycznie się
wzmacnia.
Obrona Cezarego Grabarczyka przez rząd tylko z pozoru sprawia wrażenie
bezradnej, gdy usprawiedliwiając ministra, przywołuje błędy popełnione przez
poprzedni rząd i ogromną pracę polegającą na ich usuwaniu. To element wyborczej
strategii, aby tam, gdzie jeszcze można, zwalić winę na poprzedników,
równocześnie przyznając, że nie wszystko, co zaplanowano, zostało zrealizowane,
stąd "Polska w budowie", ale wszystko jest na dobrej drodze, ergo głosujcie
dalej na nas. To nowe hasło jest rozwinięciem poprzedniego, równie pokrętnego:
"Nie róbmy polityki, budujmy mosty, drogi".
Omnipaństwo, jakie zbudowała Platforma Obywatelska, brak kontroli władzy przez
media, negowanie i marginalizowanie znaczenia opozycji w demokratycznym państwie
i wreszcie przyporządkowanie polityki propagandzie, uniemożliwia obiektywną
ocenę stanu szeroko rozumianej infrastruktury w Polsce. A ta po 4 latach rządów
Donalda Tuska mogła się tylko pogorszyć. Szukając spektakularnych sukcesów w
budowie nowych dróg i autostrad, zapomniano o drogach budowanych jeszcze za
Gierka, rozjeżdżanych teraz doszczętnie przez tiry. Jeszcze bardziej zaniedbane
dziedziny infrastruktury to gospodarka wodna i melioracja. Władza przyzwyczaiła
się do roli wrażliwego na nieszczęścia darczyńcy, ale żadne, nawet największe
zapomogi nie zabezpieczą ludzi przed kolejną wodą, jeśli nie będzie się
realizowało niezwykle kosztownych inwestycji w gospodarce wodnej. Gdzie są
zapowiadane zbiorniki retencyjne i nowe wały przeciwpowodziowe? Nie próbowano
nawet zmienić idiotycznych przepisów prawnych, w myśl których brzegi tej samej
rzeki należą do różnych samorządów, a koryto (oczywiście rzeki) do państwa. To
samo dotyczy kilkudziesięcioletnich zaniedbań w energetyce. Sieci przesyłowe i
polskie elektrownie są tak przestarzałe, że już nieefektywne. Jak kraj ma się
rozwijać bez energetyki? Potrzebne są tu miliardowe inwestycje. Podobnie jest ze
stanem gospodarki komunalnej. Raport NIK informuje, że prawie połowa gmin nie
monitoruje stanu technicznego budynków, których ogromna liczba zagraża wręcz
życiu lokatorów. W ocenie stanu infrastruktury znamienne jest to, że wieloletnie
zaniedbania dotyczą tych dziedzin, za które odpowiedzialne jest państwo. Ono zaś
stara się przerzucić odpowiedzialność na coraz bardziej zadłużające się
samorządy. Polska wciąż oczekuje na dobrego gospodarza.
Wojciech Reszczyński
