Polska poligrafia w opałach

Polska jest chyba jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym politycy w
jawny sposób działają przeciw interesom własnych przedsiębiorców. Brak sprzeciwu
polskiego rządu wobec wprowadzenia przez Komisję Europejską wyższych ceł na
importowany z Chin papier powlekany godzi w interesy polskiej branży
poligraficznej. W głosowaniu nad ich wprowadzeniem Polska wstrzymała się od
głosu, dając tym samym zielone światło dla szkodliwego protekcjonizmu.

Polska branża poligraficzna to jeden z dynamicznie rozwijających się sektorów
gospodarki. Na rynku funkcjonuje blisko 8,5 tys. firm, a cały sektor wraz z
firmami kooperującymi daje pracę 100 tys. ludzi. To przeważnie małe
przedsiębiorstwa, 80 proc. z nich zatrudnia mniej niż 50 osób. Jesteśmy siódmym
rynkiem poligraficznym w Europie. Branża przynosi 2,1 mld euro przychodów
rocznie i jest wyceniana na przeszło 10 mld złotych.
Polska jest cenionym wykonawcą druku offsetowego. W naszym kraju drukuje się
wiele zachodnich magazynów, ponieważ rodzimi przedsiębiorcy znani są z dobrej
jakości usług i konkurencyjnych cen. Eksport zajmuje ważną pozycję w strukturach
przychodów firm poligraficznych. Niestety, pozostawienie Polski przez własny
rząd w roli ofiary wojny handlowej wypowiedzianej Chinom przez Komisję
Europejską i zachodnich producentów papieru może poważnie osłabić kondycję tej
branży.

Rozgrywki grupy CEPIFINE
W Polsce nie produkuje się papieru kredowego, więc przedsiębiorcy muszą kupować
surowiec za granicą. Ostatnie lata to wzrost importu taniego papieru z krajów
azjatyckich, będącego alternatywą dla drogiego odpowiednika z krajów
zachodnioeuropejskich. Azjaci w ostatnich latach zainwestowali w supernowoczesne
technologie pozwalające produkować znacznie więcej niż europejska konkurencja.
Nic więc dziwnego, że zachodnioeuropejskie lobby postanowiło wykorzystać swoje
wpływy polityczne w Komisji Europejskiej do zamknięcia rynku wschodniego po to,
by zmusić lokalne firmy do zaopatrywania się w surowiec na miejscu, ale po
znacznie zawyżonych cenach. Dlatego też w maju br. Komisja Europejska
wprowadziła cła zaporowe na import papieru kredowego z Chin.
Od samego początku przeciwko takiemu protekcjonizmowi protestowała branża
drukarska. 25 listopada ubiegłego roku Polska Izba Druku (PID) wysłała do
Ministerstwa Gospodarki obszerny list przestrzegający przed angażowaniem się
naszego kraju w podniesienie ceł na importowany papier powlekany. "Powstanie
tego problemu zawdzięczamy producentom przedmiotowych papierów zebranych w
grupie CEPIFINE, którą tworzą Burgo Group, Scheufelen, Lecta i Saapi. Te
europejskie firmy są głównymi rozgrywającymi na europejskim rynku papierów
powlekanych i one też wniosły skargę do Komisji Europejskiej, co było
poprzedzone szeroko prowadzoną akcją lobbingową (…) Polska Izba Druku będzie
śledzić poczynania naszego rządu w tej sprawie" – czytamy w piśmie.
Niestety, politycy pozostali głusi na postulaty przedsiębiorców. W głosowaniu
nad wprowadzeniem nowych ceł Polska wstrzymała się od głosu, dając tym samym
zielone światło dla szkodliwego protekcjonizmu.

Ceny papieru w górę
Warto w tym miejscu zauważyć, że przeciw cłom głosowały nawet państwa
posiadające własny przemysł papierniczy, takie jak Finlandia i Szwecja.
Polscy drukarze nie kryli rozżalenia. W rozmowie, którą przeprowadziłem kilka
tygodni temu z prezesem PID, wskazywał on na ignorowanie przez urzędników
interesów branży i polityczny charakter podejmowania decyzji w UE.
Jakie mogą być konsekwencje wprowadzenia ceł zaporowych na import papieru z
Azji? Drukarze spodziewają się najgorszego, a więc podwyżek cen papieru. Od
wielu lat na światowych rynkach rosną ceny surowców do produkcji tego towaru:
ścieru drzewnego, celulozy czy makulatury. Zahamowanie importu może mieć tylko
jeden skutek – dalszy wzrost kosztów. Niewykluczone, że polska branża
poligraficzna straci na konkurencyjności i zostanie pozbawiona nowych zamówień.
W ten sposób dynamiczny rozwój tego sektora rynku może zostać wyhamowany.
Rodzime firmy będą zmuszane do zaopatrywania się w dyktujących ceny firmach
zrzeszonych w grupie CEPIFINE. Wiele przedsiębiorstw zapewne nie wytrzyma tej
presji i zbankrutuje, a tysiące pracowników straci pracę.

Produkcja poligraficzna na… Wschód
Jest jeszcze jeden aspekt, który działa na niekorzyść branży. W chwili gdy UE
debatowała nad wyhamowaniem importu, cła importowe obniżyła… Rosja. Część
przedsiębiorców ma więc uzasadnione obawy, że produkcja poligraficzna zostanie
przeniesiona z naszego kraju na Wschód, gdzie koszty produkcji będą znacznie
tańsze. Już teraz w Rosji, na Ukrainie czy Białorusi drukowane są także polskie
książki. Należy także przypomnieć, że od maja obowiązuje wyższa, 5-procentowa
stawka VAT na sprzedaż książek w naszym kraju, co przyczyni się z pewnością do
spadku popytu na książki i pogorszenia się i tak zatrważających wskaźników
czytelnictwa.
Wybitny, pochodzący ze Lwowa, austriacki ekonomista Ludwig von Mises mawiał, że
protekcjonizm jest filozofią wojny. Niestety, w wojnie handlowej z Chinami
przegrywają interesy polskich przedsiębiorców. Krajowi politycy, zwłaszcza w
aspekcie polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, powinni powiadomić opinię
publiczną, jakimi argumentami kierowali się, nie próbując zablokować tych
niekorzystnych przepisów dla naszych obywateli.
Na absurd zakrawa też fakt, że zakazuje się importu z Chin papieru, który w II
w. przed Chrystusem wynaleźli właśnie… Chińczycy.

 

Dr Tomasz Teluk

drukuj