Zaszkodziła mi bierność Wojtunika

Z Tomaszem Kaczmarkiem, byłym funkcjonariuszem Centralnego Biura
Antykorupcyjnego, kandydatem w wyborach do Sejmu ze świętokrzyskiej listy Prawa
i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jeszcze wiosną wypierał się Pan startu w wyborach. Co spowodowało zmianę
decyzji?

– Startu w wyborach nigdy się nie wypierałem. Natomiast zawsze podkreślałem, że
jeżeli otrzymam poważną propozycję wejścia do świata polityki, to ją rozważę.
Tak też się stało, dlatego podjąłem decyzję o kandydowaniu do Sejmu z
województwa świętokrzyskiego.

Dlaczego z list Prawa i Sprawiedliwości?
– Program PiS jest mi bardzo bliski. Wcześniej głosowałem na to ugrupowanie. Są
dla mnie wiarygodni. Miałem okazję przekonać się o tym niejako na własnej
skórze. Byłem funkcjonariuszem CBA w czasach rządów premiera Jarosława
Kaczyńskiego i wiem, że to uczciwi i rzetelni politycy. Chcą realnie walczyć z
korupcją, nie stosując dla nikogo taryfy ulgowej. A ja równość wobec prawa
stawiam na pierwszym miejscu.

Zamierza Pan wstąpić w szeregi partii Jarosława Kaczyńskiego?
– Nie wykluczam takiej możliwości.

Jest Pan osobą znaną głównie dzięki sprawie rozpracowania afery korupcyjnej
związanej z byłą posłanką Platformy Beatą Sawicką, ale to chyba za mało, by
zostać posłem. Czym ma Pan zamiar przekonać do siebie wyborców?

– Zadał pan to pytanie tak, jakby praca agenta pod przykryciem, działającego w
środowisku osób z najwyższych szczebli władzy, była zadaniem dla praktykanta. A
jest dokładnie odwrotnie. I nie mówię tylko o sobie, ale również o innych
funkcjonariuszach pod przykryciem, którzy wykonywali zadania w CBA. Przez 15 lat
pracowałem na rzecz bezpieczeństwa Polski. Przeszedłem wszystkie szczeble
policyjnej kariery, by dojść do tych najwyższych – pracy w CBŚ i CBA. Walczyłem
z mafią narkotykową, handlującą kobietami, gangami złodziei samochodowych.
Proszę mi wierzyć, iż m.in. dzięki mojej pracy wielu przestępców
rozprowadzających narkotyki pod szkołami trafiło za kratki. To wymierne
osiągnięcie. Dodam jeszcze, że z mafią narkotykową walczyłem również w
województwie świętokrzyskim, z którego dziś kandyduję.
Dlatego właśnie mam bogate doświadczenie i wiedzę zarówno na temat służb
specjalnych, jak i z zakresu bezpieczeństwa. Specjaliści mojej rangi w innych
krajach są bezcenni. Ja zostałem zmuszony do odejścia z CBA, bo naruszyłem
interesy środowiska politycznego Donalda Tuska. Mimo to nadal chcę służyć mojej
Ojczyźnie, tak jak to robiłem przez całe dorosłe życie. Jeśli wyborcy udzielą mi
poparcia, będę walczył z korupcją i działał na rzecz poprawy bezpieczeństwa jako
poseł Rzeczypospolitej.

Co to znaczy być profesjonalistą w zawodzie, który Pan wykonywał?
– Od funkcjonariusza pod przykryciem wymaga się wszechstronnej wiedzy na temat
działania grup przestępczych oraz zasad przenikania w te środowiska. Taką wiedzę
zdobywa się latami – podczas realnej pracy i podczas mnóstwa różnorodnych
szkoleń. Niezbędne są także predyspozycje psychiczne, a ponadto całkowite
oddanie sprawie. Są momenty, gdy przykrywkowiec pracuje cały czas, musi umieć
dostosowywać się do przestępców, których rozpracowuje. To niezwykle trudne.
Dlatego na całym świecie funkcjonariusze pod przykryciem uznawani są za elitę
służb. Proszę mi wierzyć, że polscy przykrywkowcy – a znam ich wielu – naprawdę
pracują dla dobra swojej Ojczyzny, a nie dla pieniędzy, bo dużych pensji nie
dostają. Wiem, iż w dzisiejszym świecie patriotyzm nie jest w modzie, ale ja w
pracy narażałem swoje zdrowie, a niekiedy i życie, bo wierzyłem, że mój trud nie
pójdzie na marne. Wierzę, że kolejny raz przyda się Polsce.

Często używa Pan terminu "przykrywkowiec" …
– Po części już wyjaśniłem to pytanie. Przykrywkowiec to funkcjonariusz policji
lub innych służb, który wnika w świat przestępczy, by zbierać dowody na łamanie
prawa. Posłużę się przykładem handlarzy narkotykami. Przykrywkowiec udaje, że
jest takim przestępcą jak oni. Zdobywa ich zaufanie. Ale nie robi tego na własną
rękę – ściśle współpracuje z zespołem policjantów, który go wspiera. Jego celem
jest doprowadzenie do sytuacji, w której bandyci zostaną przyłapani na gorącym
uczynku, na przestępstwie. Zdobywa także inne dowody potwierdzające ich
kryminalną działalność.

Część mediów przypięła Panu łatkę bezdusznego playboya.
– Tomasz Kaczmarek jest osobą bezkompromisową w walce z przestępczością. Proszę
uwierzyć, że trudno mi kolejny raz odnosić się do bzdur kolportowanych przez
tzw. główne media. Proszę zwrócić uwagę, iż tym opowieściom przeczy nawet raport
z prac komisji ds. nacisków pod kierownictwem posła Andrzeja Czumy. Zapewniam,
że nie mam zamiaru udawać. Będę się starał pokazać swoje prawdziwe oblicze.
Planuję mnóstwo spotkań. W wielu już zresztą uczestniczyłem i widzę, że mimo tej
potężnej czarnej propagandy ludzie widzą we mnie uczciwego, porządnego
człowieka. To bardzo krzepiące. Zamierzam pokazywać się moim wyborcom takim,
jakim naprawdę jestem na co dzień, ze swoim podejściem do Ojczyzny, do pracy i w
ogóle do życia.

Zdekonspirowany odszedł Pan z CBA. Czuje się Pan pokrzywdzony?
– W tej chwili nie myślę już o własnej krzywdzie, ale o tym, jak zapobiec takim
sytuacjom w przyszłości. Jaki mechanizm należy zastosować, by zapewnić
bezpieczeństwo wszystkim funkcjonariuszom pracującym pod przykryciem. Prawdę
mówiąc, pierwszy raz spotkałem się z sytuacją – przy czym chcę podkreślić, że
wiele lat pracowałem w różnego rodzaju służbach, w pionach operacyjnych – kiedy
media ujawniają tajnego agenta, narażając na szwank jego życie i zdrowie. Jest
to dla mnie nie do pojęcia. Proszę pamiętać, iż ci odważni i ofiarni ludzie
pracują z prawdziwymi bandytami. W tej sytuacji nie mogą czuć się pozostawieni
samym sobie, pozbawieni ochrony państwa. Dekonspirowanie tajnych agentów jest
działaniem na szkodę swojego kraju. Jeżeli wyborcy powierzą mi mandat poselski,
będę walczył o bezpieczeństwo policjantów.

Ma Pan do kogoś szczególne pretensje o to, że został Pan zdekonspirowany?
– Moje zdjęcie prasie udostępnili ludzie z bliskiego kręgu Aleksandra
Kwaśniewskiego. To dość symboliczna i wiele mówiąca informacja – osoba z
otoczenia byłego prezydenta ujawnia dane funkcjonariusza pod przykryciem,
działając tym samym na niekorzyść Polski. Nasuwa się pytanie o jakość tej byłej
głowy państwa. Ale pozostawię to bez komentarza. Za skandaliczne uznaję
zachowanie obecnego szefa CBA Pawła Wojtunika, który swoją biernością wydał
niemą zgodę na takie praktyki. Nie żądał wyciągnięcia konsekwencji wobec tych
dziennikarzy, którzy ujawnili mój wizerunek i wszystkie dane, łącznie z
informacjami o moich rodzicach. To skandal i w mojej ocenie przynajmniej ogromna
nieodpowiedzialność.

Ile lat Pan pracował pod przykryciem?
– Osiem lat. Dzięki m.in. mojej pracy wielu groźnych przestępców – ludzi bez
skrupułów – trafiło za kratki m.in. za handel narkotykami, ale również za udział
w poważnych aferach korupcyjnych. Jedni odsiadują wyroki, inni już wyszli z
więzienia. Nietrudno się domyślić, że przynajmniej niektórzy z nich chcieliby
się na mnie zemścić. Media dały im taką możliwość, ułatwiły zadanie: pokazały,
jak wyglądam, gdzie mieszkam.

Chciałby Pan wrócić do służby, gdyby taka okazja się nadarzyła?
– Polsce można służyć na różne sposoby. Zapewniam, że będę robił wszystko, by
ludzie czuli, że mieszkają w kraju bezpiecznym: wolnym od korupcji, handlarzy
narkotykami.

Mówi się o Panu – jeden z najmłodszych emerytów w Polsce.
– Tak samo można powiedzieć o wielu policjantach i żołnierzach, którzy odchodzą
ze służby po 15 latach pracy. Jestem młodym człowiekiem, ale przypominam, iż to
nie ja zrezygnowałem z pracy w CBA, tylko zostałem zmuszony do odejścia.

Poseł Beata Kempa, doceniając Pańskie doświadczenie, twierdzi, że wraz z
Antonim Macierewiczem i Mariuszem Kamińskim mógłby Pan stworzyć zespół ekspertów
od służb specjalnych.

– Poseł Kempa wymieniła mnie wśród ludzi, których szanuję i bardzo cenię.
Mariusza Kamińskiego poznałem w CBA jako człowieka wielkiej uczciwości i
rzetelności. Antoni Macierewicz to osoba niezwykle odważna. Jego działania na
rzecz wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej uznaję za kluczowe dla
przyszłości Polski. Myślę, że to, w jaki sposób obecna władza i rząd traktują
podległe sobie służby, jest karygodne. Wierzę, że wkrótce będzie to można
zmienić.

Czym chciałby się Pan zająć po ewentualnym zdobyciu mandatu posła?
– Może nieskromnie to zabrzmi, ale wiedza, jaką posiadam w zakresie
bezpieczeństwa, służb specjalnych czy policji, jest naprawdę bardzo duża.
Dlatego chciałbym wnieść swój wkład na polu działania tych instytucji oraz
pomagać funkcjonariuszom służb i policjantom. Nie chcę być parlamentarzystą,
który wmawia swoim wyborcom, że jest specjalistą od wszystkiego. Będę zajmował
się tym, na czym się znam – skoncentruję się na zagadnieniach z zakresu
bezpieczeństwa państwa. Chciałbym zaangażować się również w wyjaśnianie tragedii
z 10 kwietnia 2010 roku.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj