Wywiad dał sobie wykraść plany

Po informacjach o wykradzionych planach budowy nowej siedziby niemieckiego
wywiadu w Niemczech wybuchł skandal. Politycy żądają śledztwa i wskazania
winnych zaniedbań. Ale są też eksperci z zakresu spraw wewnętrznych i wywiadu,
którzy twierdzą, że zrabowane plany wcale nie były ściśle tajne. To tłumaczenie
nikogo jednak nie uspokaja.

Monachijski tygodnik "Focus" ujawnił, że niemieckiemu wywiadowi (Bundesnachrichtendienst
– BND) skradziono ściśle tajne plany budowy i wyposażenia nowo powstającej
centrali w Berlinie. Według dziennikarzy, szczegółowe projekty budowlane
najnowocześniejszej w Europie centrali wywiadu zostały skradzione już rok temu,
ale do tej pory trzymano ten fakt w tajemnicy. Plany zawierały m.in. takie
szczegóły, jak: przeznaczenie poszczególnych pomieszczeń, grubość poszczególnych
ścian czy rozmieszczenie wyjść ewakuacyjnych i punktów kontrolnych.
Wybuchł skandal, bo po pierwsze – wyciek tych informacji kompromituje niemiecki
wywiad, a po drugie – zmusza do wstrzymania budowy lub zmiany planów, na które
wydano do tej pory grube miliony euro. Rzecznik prasowy rządu Steffen Seibert
poinformował, że sprawę już bada ją komisja śledcza, powołana w piątek przez BND,
a także Federalny Urząd Ochrony Konstytucji i Federalny Urząd Bezpieczeństwa
Technologii Informacyjnych. Zdaniem rzecznika, w tej chwili jeszcze nie można
stwierdzić ani jak ważne dokumenty zginęły, ani jakie to pociągnie za sobą
konsekwencje.
Przewodniczący parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych Wolfgang Bosbach (CDU)
zażądał od kanclerz Merkel wyjaśnień. – Dwie sprawy muszą zostać wyjaśnione
przez rząd, mianowicie: czy bezpieczeństwo niemieckiego wywiadu zostało poprzez
tę kradzież zachwiane oraz czy teraz konieczna jest zmiana planów i przebudowa
obiektu, a w tym przypadku, ile to będzie kosztowało – domaga się Bosbach.
Część ekspertów do spraw wewnętrznych i wywiadu twierdzi, że media niepotrzebnie
zrobiły z tego faktu sensację, bo plany, które wyciekły, bynajmniej nie były
zakwalifikowane jako ściśle tajne. Wolfgang Wiegand oraz Michael Hartmann z
parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych także przekonują, że skradzione
projekty nie miały aż tak dużego znaczenia dla bezpieczeństwa pastwa i wywiadu.
"Przy tak szeroko zakrojonej budowie zrozumiałe jest, że część planów
przekazywana jest podwykonawcom" – stwierdził w jednym z wywiadów Hartmann,
który jest zarazem członkiem komisji do spraw kontroli służb specjalnych w
Bundestagu. Jego zdaniem, naiwnością wykazali się ci, którzy stworzyli teorię
spiskową, jakoby plany budowy centrali BND zostały w jakiś tajemniczy sposób
wykradzione jak na filmie o agencie Bondzie. Z kolei Wolfgang Wiegand, owszem,
przyznaje, że sytuacja, gdy następuje przeciek tego typu planów, jest
nieprzyjemna, ale w jego opinii, nie musi to oznaczać całkowitej przebudowy
obiektu. – Na lotniskach także znane są miejsca, gdzie stoją punkty kontrolne.
Najważniejsze, aby nikt niepowołany przez nie się nie przedostał – stwierdził
polityk.
 

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj