Demokracja dla swoich
Zachowanie Donalda Tuska i jego ministrów spowijają opary obłudy. Rząd
oburza się na merytoryczną krytykę wygłoszoną w Brukseli przez o. Tadeusza
Rydzyka CSsR, premier grzmi, a minister Radosław Sikorski śle notę dyplomatyczną
do Watykanu. W III RP Tuska działalność gospodarczą i wszelkie inne inicjatywy
mogą podejmować wszyscy, pod warunkiem że będą swoi. Katolicy, którym nie po
drodze z Platformą, nie liczą się i coraz bardziej przypominają wyjętych spod
prawa obywateli gorszej kategorii.
Donald Tusk w Brukseli zachował się jak gros komentatorów – udał, że nie
zrozumiał kontekstu wypowiedzi dyrektora Radia Maryja. W ten sposób – jak wielu
dziennikarzy i publicystów dobrze wie – każde słowa można zamienić w absurd, a
ich autora skrajnie ośmieszyć. Wypowiedź premiera wpisała się doskonale w ten
modus operandi. Rządzący chcą, aby powstało wrażenie, że założyciel Radia Maryja
zjawił się nagle w Brukseli i zaczął uskarżać się na swoją Ojczyznę, gdyż – nie
wiedzieć czemu – czuje się w niej jak w państwie totalitarnym: dyskryminowany i
wykluczany. Pałający oburzeniem europosłowie Platformy Obywatelskiej i Polskiego
Stronnictwa Ludowego wysłali na dyrektora Radia Maryja skargę do szefa
europejskich konserwatystów. Alarmowali, że o. Tadeusz Rydzyk niemal wdarł się
do unijnego parlamentu i sieje wrogą Polsce propagandę.
Fakt najważniejszy – wspomniany kontekst wypowiedzi dyrektora Radia Maryja – był
starannie pomijany.
Deptanie zasady "prawo nie działa wstecz"
Chodzi o to, że rząd PO – PSL od początku, czyli od 2007 roku, wobec inicjatyw
ojców redemptorystów, w które zaangażowany jest o. Tadeusz Rydzyk, łamie
wszelkie zasady. Chodzi m.in. o naruszenie łacińskiej normy "lex retro non agit"
– "prawo nie działa wstecz". Zasadę tę zdeptano podwójnie: w przypadku odebrania
znaczącej dotacji z unijnego projektu dla Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i
Medialnej oraz gdy decyzją rządu Tuska rozwiązano w 2007 r. umowy podpisane
wcześniej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości z Fundacją Lux Veritatis o
przyznaniu dotacji na odwierty geotermalne w Toruniu.
Przedstawiciele rządu zrobili wszystko, aby środowisko uczelni WSKSiM –
profesorowie, wykładowcy i studenci – oraz podmioty zaangażowane w projekt
toruńskiej geotermii odczuły, iż w Rzeczypospolitej na ich działania i pracę nie
ma miejsca. Że inicjatywy podejmowane przez o. Tadeusza Rydzyka czekać będzie
wykluczanie, odwoływanie, wykreślanie, uznawanie ich za niebyłe…
Obywatele gorszej kategorii
W III RP premiera Donalda Tuska działalność gospodarczą, inicjatywy,
przedsiębiorcze działania mogą podejmować wszyscy, pod warunkiem że będą swoi.
Oni mają wolność, prasę, sądy, wolność wypowiedzi. Dla nich jest prawo, rząd,
partie, ustawy, Sejm, służby, urzędy. Oni mają media, wolność sumienia i
wyznania. Jak mówi młoda prokurator, bohaterka filmu "Uwikłanie": "Oni mogą
wszystko". Bo są cywilizowani, europejscy. A zaangażowani w tak wiele inicjatyw
prowadzonych przez ojców redemptorystów? Nie liczą się, należą do grupy
osobników niewłaściwych, bardziej przypominają wyjętych spod prawa obywateli
gorszej kategorii. Nie odnaleźli się w transformacji. A przecież płacą takie
same podatki, mają takie same paszporty i dowody osobiste. Podczas wyborów
wrzucają do urn te same karty wyborcze. Oczywiście dziś nie składają
samokrytyki, nie zapewniają nikogo o tym, że żyli dotąd w błędzie, że teraz
najlepiej czują się w towarzystwie PO i tylko z tą partią jest im po drodze. Nie
dziwi zatem zdanie premiera, iż wypowiedzi dyrektora Radia Maryja wygłoszone w
Brukseli "na szczęście są tak absurdalne, że nie robią na nikim wrażenia", bo
"są traktowane bardziej jako polityczna ekstrawagancja".
Jego minister spraw zagranicznych zareagował, robiąc notkę na Twitterze o
treści: "Kościół ma zasługi dla Polski, ale Ojciec Dyrektor przekracza granice.
Zakony podlegają bezpośrednio Rzymowi. Państwo polskie zareaguje". I czym
prędzej posłał notę dyplomatyczną do Watykanu. Może służby Sikorskiego zażądają,
by o. Tadeuszowi Rydzykowi zakazać wyjazdów zagranicznych? Dawniej było prościej
– komuniści po prostu zabierali paszport.
W kraju piętrzą się niezałatwione problemy i wciąż dochodzą nowe. Metoda na
udawanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, dotąd się sprawdzała.
Służyła dobrze władzy w chwilach najtrudniejszych: gdy zamykano stocznie,
wybuchła afera hazardowa, po katastrofie smoleńskiej, gdy ludzie gromadzili się
przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu, podczas powodzi, gdy dowiadywaliśmy się
o aferach związanych z budową dróg i chaosem na kolei, podczas zamykania
stadionów czy ostatnio w ciemnościach egipskich na Dworcu Centralnym w
Warszawie. Według tygodnika "The Economist" jesteśmy na 48. miejscu w rankingu
państw pod względem rozwoju demokracji. Tu prześcigają nas nawet kraje Afryki i
Azji. Więcej demokracji jest w takich państwach jak: Timor Wschodni, Tobago,
Botswana. Propaganda sukcesu naprawdę działa. Jak długo jeszcze?
Dr Hanna Karp
Autorka jest medioznawcą, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i
Medialnej.
