Prorok królestwa ducha
Twórczość literacka Karola Wojtyły i Jana Pawła II doczekała się ogromnej
już liczby, często znakomitych, książek i opracowań, ale przecież wciąż
pozostaje w jakimś sensie fenomenem zagadkowym, nieodkrytym i niedocenionym,
który nie wszedł na dobre do kanonu literatury narodowej.
Stało się tak z co najmniej kilku powodów. Jednym z nich na pewno jest to, że
tak naprawdę możemy z tym dziełem obcować dopiero od roku 1980, kiedy to
opublikowano po raz pierwszy teksty literackie Karola Wojtyły. Wcześniej
pozostawały one rozproszone na łamach prasy katolickiej, w której Autor
publikował, głównie w "Tygodniku Powszechnym" i "Znaku". Do tego utwory te
pisane były pod pseudonimami, a nawet – jak w przypadku literackiego debiutu,
czyli "Pieśni o Bogu ukrytym", ogłoszonej w 1946 r. w "Głosie Karmelu" – nie
były podpisane w ogóle! Zresztą na prośbę samego Autora, w którego twórczości
zwraca uwagę niechęć do eksponowania samego siebie, brak artystycznego
egocentryzmu, ostentacyjnego eksploatowania swojej biografii, słowem – swego
rodzaju wstyd uczuć. Z pewnością owo skrywanie się Autora pod pseudonimami, wraz
z faktem, że jego teksty pojawiały się w PRL w prasie katolickiej, a więc często
lekceważonej przez oficjalną krytykę literacką, nie ułatwiało tej twórczości
drogi do czytelników.
Nawet w momencie pierwszego wydania dorobku literackiego Karola Wojtyły
dysponowaliśmy i tak niepełnym jeszcze jego obrazem, o czym się przekonaliśmy,
gdy w roku 1996 opublikowano pierwsze fragmenty "Renesansowego psałterza",
poematu niezwykle ciekawego i ważnego, który Karol Wojtyła pisał w latach
1938-1939. Te młodzieńcze wiersze niczym klamrą domknął w roku 2002 napisany już
przez Jana Pawła II "Tryptyk rzymski". Od tego momentu dopiero znaliśmy całość
dorobku literackiego Karola Wojtyły, dopiero wtedy mogliśmy zobaczyć jej
właściwe rozmiary i zrozumieć jej rozwój oraz specyfikę i miejsce w literaturze
polskiej XX wieku.
Bogactwo rodzajów
i gatunków literackich
Gdy sięgamy do tej twórczości dzisiaj, uderza najpierw nie tyle jej ilościowa
(od tej strony jest to twórczość relatywnie skromna), ile rodzajowa
różnorodność. Znajdziemy tu wiersze, poematy, dramaty, krytykę literacką oraz –
oczywiście – homiletykę. Także w obrębie poszczególnych rodzajów zaskakuje
czytelnika rozmaitość gatunków uprawianych przez Karola Wojtyłę, który jako
poeta pisywał na przykład pieśni, psalmy, sonety, poetyckie listy, rapsody,
hymny, treny, a jako dramatopisarz sięgał do tradycji tragedii antycznej,
średniowiecznego misterium, romantycznego i młodopolskiego dramatu poetyckiego.
Z jednej strony widać od razu, jak mocno była to twórczość zakorzeniona w
szeroko rozumianej tradycji literackiej, z drugiej, jak często i jak swobodnie –
trochę wzorując się na romantykach – Karol Wojtyła przekraczał granice dzielące
gatunki i rodzaje literackie. Na przykład dramat "Brat naszego Boga" to zdaniem
samego Autora "studium", "Przed sklepem jubilera" jest – jak głosi podtytuł –
"medytacją o sakramencie małżeństwa przechodzącą chwilami w dramat", a jeden z
wierszy… "powieścią o duszy idącej".
Wrażliwość
na piękno natury
Ciekawą, nie dość chyba dostrzeżoną, cechą twórczości literackiej Karola Wojtyły
są też jej malarskość i muzyczność. Zauważa, jak często wracają tu opisy
arcydzieł sztuki, chociażby opisy fresków Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej
w "Tryptyku rzymskim", a wcześniej Wawelu w wierszach młodzieńczych. Jak
wrażliwy jest Karol Wojtyła na piękno architektury.
Jest to też pisarstwo wrażliwe na zmysłową urodę świata, zwłaszcza natury. Jako
przykład może posłużyć, jakby wzięty z malarstwa impresjonistycznego, fragmencik
z "Pieśni o blasku wody":
Ta studnia otwiera w twym wzroku tylko migot liści
i łuską odbitej zieleni zasnuwa miękko twą twarz
tam – w głębi.
Nieco dalej, w tym samym utworze, jest też sugestywna migawka ze współczesnego
miasta:
Kamienie po świeżym deszczu przejrzyste – lśnią
W stopach przechodniów nieznacznie uniesione.
Równie ważne są walory muzyczne utworów literackich Karola Wojtyły, który
przecież nie przypadkiem zatytułował jedną z części "Renesansowego psałterza" –
"Mousike", "Balladzie wawelskich arkad" dał podtytuł "poemat symfoniczny", a
gdzie indziej nawiązywał np. do poloneza. Swoista symfoniczność, a raczej
wielogłosowość łącząca się z tendencją do przełamywania granic dzielących sztukę
na pewno decyduje o tym, iż twórczość Karola Wojtyły zdaje się realizować
marzenia artystów o syntezie sztuk. Ale też wpisane jest tu przekonanie, iż to,
co niektórzy określają mianem "demuzykalizacji" świata, kryzysu będącego efektem
zwątpienia w jego Boską harmonię, jest tylko złudzeniem nowoczesnych, którzy nie
umieją dostrzec ładu rzeczywistości, dzieła Boga-Artysty. "O Muzyko – Melodio –
Muzyko!/ Ty wszechwładna! Harmonio wszechbytu!", czytamy w "Renesansowym
psałterzu". Dlatego nie ma w tym pisarstwie rozpaczy, jest zachwyt, gniew,
pasja, ekstaza, ale nigdy rozpacz i zwątpienie!
Nie są to dzisiaj oczywiste rozpoznania, co w konsekwencji stawia przed
czytelnikiem wysokie wymagania i oczekuje od niego specjalnej wrażliwości, ale
też wiedzy. To ostatnie dlatego, że jest to literatura silnie tkwiąca w tradycji
kultury polskiej i europejskiej zarazem, podejmująca z tą tradycją rozmowę.
Karol Wojtyła podkreśla piękno tradycji, buduje na jej fundamentach własne
dzieło, ale nie w charakterystycznym dla wielu nowoczesnych pisarzy geście
negacji, często podszytym szyderczą parodią, ale w poczuciu wdzięczności
dziejowej i odpowiedzialności za dziedzictwo, którego jest się kontynuatorem i
za los wspólnoty, której artysta jest częścią.
Twórcza władza artysty nad światem
To zresztą ciekawe i chyba ważne: pamiętamy Jana Pawła II jako kogoś obdarzonego
wielkim poczuciem humoru, dowcipnego, lubiącego żartować. W jego twórczości
literackiej właściwie nie ma komizmu – jest powaga, a nawet patos. Przypomina
się "List do artystów" zaczynający się do słów: "Nikt nie potrafi lepiej
zrozumieć niż wy, artyści, genialni twórcy piękna, czym był ów pathos, z jakim
Bóg u świtu stworzenia przyglądał się dziełu swoich rąk". A dalej słowa
podkreślające, że artysta posiada ważną misję, bo "w "twórczości artystycznej"
człowiek bardziej niż w jakikolwiek inny sposób objawia się jako "obraz Boży" i
wypełnia to zadanie, przede wszystkim kształtując wspaniałą "materię" własnego
człowieczeństwa, a z kolei także sprawując twórczą władzę nad otaczającym go
światem".
Przypomina się też słynny, młodzieńczy list do Mieczysława Kotlarczyka pisany w
roku 1939. Bardzo surowo oceniał wtedy Karol Wojtyła twórczość pisarzy II RP:
"import, szmonces, komedia głupawa a sprośna i wszystko takie nie-nasze,
nie-polskie, nie-słowiańskie, nie-Chrystusowe i nie-Boże".
Od początku do końca literatura, a szerzej sztuka była więc dla Karola Wojtyły
czymś ważnym i poważnym, czymś, co każe artyście stawiać pytania o sprawy
najistotniejsze, a więc o sens naszego życia, o Boga, historię i Naród. W samym
artyście widział on kogoś w rodzaju proroka, profety, ale i zarazem pokornego
sługi bliźniego i spraw, które od sztuki są ważniejsze, choć cel zasadniczy jest
ten sam – kształtowanie siebie, praca nad sobą, a czasem zgoda na to, by Bóg
pracował w nas. Jak choćby w młodzieńczej "Mousike", gdzie Bóg "kuje młodość,
jak żelazo kowal", a sam poeta woła: "Weź mnie, Kowalu pod młot i kuj!".
U Karola Wojtyły problematyka artysty jest zresztą bardzo ważna. Adam
Chmielowski z dramatu "Brat naszego Boga" porzuci malarstwo na rzecz pomocy
ubogim, a właściwie na rzecz służby Bogu. Taki artysta jest właściwie
robotnikiem, przypominającym bohaterów niezwykłego poematu "Kamieniołom".
"Dłonie są krajobrazem serca", "przez pracę dojrzewa człowiek", napisze tam
poeta, w duchu Cypriana K. Norwida i trochę Stanisława Brzozowskiego, a w swej
afirmacji dojrzewania i dojrzałości wbrew jakby Witoldowi Gombrowiczowi…
Stąd ów bunt młodego Karola Wojtyły przeciw starszym odeń pisarzom, którzy tej
powagi sztuki nie rozumieli, którzy – jego zdaniem – rozmieniali ją na drobne,
odrywając od tego, co istotne. Tak było zresztą dla wielu jego rówieśników z
pokolenia 1920 r., urodzonych i wychowanych w niepodległej Polsce, Krzysztofa K.
Baczyńskiego, Tadeusza Gajcego, Andrzeja Trzebińskiego, Leona Z. Stroińskiego, z
którymi go sporo łączyło. W 1939 r. pisał zresztą o swoich rówieśnikach: "My,
pokolenie najmłodsze, mamy wiarę Polona, co sodalisem Maryjnym był, a
szkaplerzem jak puklerzem krył piersi swoje. Polskość łacińska w oparciu o
chrystianizm jest siłą ogromną, królestwem ducha, ideą godną ukochania
najwyższego".
Stąd Polska i Naród są tak mocno obecne w pisarstwie Karola Wojtyły i jego
pokolenia. Przekonaniu o wadze i sile tego związku pozostał on zresztą wierny do
końca. W "Liście do artystów" Jana Pawła II pojawiają się przecież słowa, że
"istnieje pewna etyka czy wręcz "duchowość" służby artystycznej, która ma swój
udział w życiu i w odrodzeniu każdego narodu".
W tradycji romantycznych wieszczów
Wiele łączyło go też z pisarstwem romantycznych wieszczów, Stanisława
Wyspiańskiego, Jana Kasprowicza, a zwłaszcza wspomnianego Norwida. "W nich jest
linia wielkiej poezji polskiej – pisał w czasie II wojny – pieśń nie
przebrzmiała, która naród jak w owym Genezis z ducha mocą wypracy i ofiary ku
górze prowadziła i ku wyzwoleniu".
Norwidowski jest też na pewno intelektualizm czy też filozoficzność twórczości
Karola Wojtyły, jej medytacyjny charakter. Bohater tych utworów to przede
wszystkim człowiek myślący, ktoś rozważający nieustannie nad tajemnicą swego
duchowego powołania i może całą tę twórczość można by nazwać opowieścią o duszy
idącej ku Bogu. Bardzo wiele tu zresztą pytań, wątpliwości, paradoksów. Często
wynikają one z przekonania o słabości języka, który nie jest w stanie wyrazić
istoty dylematów i zagadek, przed jakimi staje człowiek przed Bogiem. Stąd
dramatyczna i dialogiczna struktura tej twórczości, stąd powracające w niej w
rozmaitych wariacjach obrazy i słowa. Na przykład wody, która jest żywiołem
najlepiej chyba oddającym sposób rozumienia przez Autora "Hioba" doświadczenia
świata, człowieka i Boga. Intryguje Karola Wojtyłę wieczny r u c h oraz b l a s
k wody, jej dialektyka ś w i a t ł a i m r o k u, skrywającej się pod płynną
powierzchnią g ł ę b i oraz twardości d n a, a wreszcie przejrzystości oraz
czystości ź r ó d ł a, do którego płynie się z trudem, pod prąd, opierając się
fali. "Człowiek ima się światła oburącz jak wioślarz, który prowadzi łódź",
czytamy w poemacie "Wigilia wielkanocna 1966", w "Tryptyku rzymskim" znane
słowa: "Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd".
Z Norwidem łączyła też Karola Wojtyłę specyficzna wizja historii i Narodu,
dzisiaj szczególnie intrygująca, inspirująca, ale też na tle zlaicyzowanej i
zdenacjonalizowanej kultury europejskiej naszych czasów wyjątkowa, a przez to
specyficznie rewolucyjna i "skandaliczna". Zakłada ona, iż w centrum dziejów
tkwią Kościół, tajemnica Krzyża i cierpienie Chrystusa. One tłumaczą niewątpliwy
sens historii, ponoszonych w jej trakcie ofiar jednostek i narodów. Historia u
Karola Wojtyły, zauważał to m.in. Krzysztof Dybciak, staje się więc przestrzenią
osiągania celów metafizycznych. Mowa tu o "liturgii dziejów", które stają się
drogą ku świętości. O pierwszym mówi chociażby napisany w czasie wojny dramat
"Hiob", a drugim – "Jeremiasz" czy późniejszy poemat "Myśląc Ojczyzna". W tym
ostatnim utworze Ojczyzna jest skarbem, który chce się pomnażać, przestrzenią,
którą się poszerza w człowieku, zbiorowym czuwaniem na przyjście Chrystusa, a
wreszcie warunkiem wolności. W "Bracie naszego Boga" Albert Chmielowski odrzuca
tych, którzy wzywają go do poparcia rewolucji, mówiąc, iż wybrał większą
wolność, wolność zrodzoną z Miłości, której znakiem jest Krzyż,
"przekształcający upadek człowieka w dobro, a jego niewolę w wolność".
Piękne i trudne, nieprawdaż? Jak cała twórczość Karola Wojtyły i Jana Pawła II.
Dr hab. Maciej Urbanowski
Autor jest historykiem literatury polskiej, krytykiem literackim,
pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktorem dwumiesięcznika "Arcana",
autorem wielu książek, m.in. "Człowiek z głębszego podziemia. Życie i twórczość
Jana Emila Skiwskiego", "Prawą stroną literatury polskiej. Szkice i portrety".
