Nie tylko Koniuchy…
67 lat temu, 29 stycznia 1944 r., sowiecka partyzantka spacyfikowała wioskę
Koniuchy (pow. Lida, woj. nowogródzkie), położoną na południowo-wschodnim skraju
Puszczy Rudnickiej. Dziś nazwa tej miejscowości, oprócz Naliboków, stała się
symbolem martyrologii mieszkańców polskich przedwojennych Kresów. Wydawało się,
że przez lata tragedia w Koniuchach znana była tylko wąskiemu gronu kresowiaków.
Nic bardziej błędnego – okazało się bowiem, że uczestnicy zbrodni, Żydzi służący
w partyzantce sowieckiej, opisali ją w licznych wspomnieniach i pamiętnikach,
publikowanych w USA lub w Izraelu.
Niedostępność tej "literatury historycznej" sprawiała, iż nie mieliśmy pojęcia,
że bolszewiccy mordercy z czerwoną gwiazdą na czapkach przedstawili masakrę
cywilnej ludności jako "operację bojową", z udziału w której są wręcz dumni.
Przypomnijmy, jak doszło do zagłady tej kresowej wioski.
Sowiecka partyzantka na polskich Kresach, choć bardzo liczna, była tworem obcym.
Składała się z Rosjan i przedstawicieli różnych narodów Związku Sowieckiego,
którzy nie zdołali uciec wraz z Armią Czerwoną w 1941 r., tzw. okrążeńców i
wastoczników (ludzi nasłanych podczas pierwwszej okupacji sowieckiej ze
Wschodu). Zasilali ją także dezerterzy z niemieckich rosyjskojęzycznych formacji
kolaboranckich oraz spadochroniarze i uczestnicy grup rajdowych przechodzących
ze Wschodu, z głębi Białoruskiej SRS. Partyzantka sowiecka realizowała na
polskich Kresach sowieckie cele polityczne, przy nader ograniczonej akcji
antyniemieckiej. Jej działalność była swego rodzaju przedłużeniem działań
sowieckich organów bezpieczeństwa, była ukierunkowana na przygotowanie Kresów do
ponownej okupacji – tym razem już trwałej aneksji. Początkowo bolszewicy
maskowali swą antypolską działalność, jednak w drugiej połowie 1943 r. (po
zerwaniu stosunków dyplomatycznych z rządem polskim na emigracji), na wyraźny
rozkaz najwyższych władz politycznych ZSRS, podjęli jawną walkę z Armią Krajową
oraz akcje represyjne wobec całej społeczności polskiej. Według niepełnych
danych sowiecka partyzantka tylko w woj. nowogródzkim zamordowała około dwóch
tysięcy osób podejrzanych o sprzyjanie Armii Krajowej. Kolejnych kilka tysięcy
znalazło się na listach SOE – tzw. socjalno opastnowo elementu (społecznie
niepożądanego elementu), sporządzanych przez wywiad czerwonej partyzantki w celu
dokonania aresztowań po ponownym wejściu armii sowieckiej.
Czerwona partyzantka
Miejscowych w sowieckiej partyzantce było bardzo mało, jako że lata 1939-1941
ukazały ludności prawdziwe oblicze "czerwonego raju". Wyjątkiem byli Żydzi
chroniący się przed zagładą z rąk Niemców. Opowiedziawszy się po stronie
okupanta sowieckiego i współpracując z nim, zbudowali mur pomiędzy sobą a
polskimi i białoruskimi sąsiadami. Wbrew twierdzeniom niektórych publicystów i
historyków nie tworzyli oni żadnej odrębnej, samodzielnej żydowskiej
partyzantki, lecz stanowili integralną część partyzantki sowieckiej – z
dowództwem wyznaczanym przez Rosjan, komisarzami, agendami NKWD, komórkami
partii komunistycznej i Komsomołu. Grupy żydowskie nie miały praktycznie
poważniejszej wartości bojowej. W ramach brygad i oddziałów sowieckich Żydzi
wykonywali zazwyczaj zadania pomocnicze – m.in. polegające na zdobywaniu i
gromadzeniu zaopatrzenia. Ich stosunek do ludności miejscowej był dokładnie taki
sam jak stosunek całej partyzantki sowieckiej – pełni pogardy i agresji
traktowali ją jak mieszkańców terytorium podbitego i wrogiego. Stale obecni
podczas wypraw aprowizacyjnych – stanowiących w rzeczywistości brutalne rabunki,
gorliwie wysługujący się swym sowieckim protektorom jako przewodnicy i
opiniodawcy w stosunku do ludności, w uzasadniony sposób potwierdzali stereotyp
"żydokomuny".
W Puszczy Rudnickiej prócz paruset rosyjskich "okrążeńców" i spadochroniarzy
podstawowy zrąb czerwonej partyzantki stanowili Żydzi (ich liczebność była tu
szacowana na blisko 2 tys. osób przebywających w leśnych obozowiskach). Okolice
puszczy były słabo zaludnione, wioski bardzo ubogie. Wyżywienie kilku tysięcy
bolszewików przebywających w Puszczy Rudnickiej spadło na barki mieszkańców –
zabiedzonych wojną, okupacją i niemieckimi kontyngentami. Czerwoni – Rosjanie i
Żydzi, nie liczyli się z ludnością miejscową. Podczas wypraw rekwizycyjnych
rabowano dosłownie wszystko, nie tylko inwentarz, żywność i ubrania, przedmioty
wartościowe – obrączki, zegarki, ale nawet firanki i ubranka dziecięce
(wszystko, co można było zamienić na wódkę). Owe "rekwizycje" odbywały się w
atmosferze terroru, chłopów bito, poniżano, dochodziło do gwałtów na kobietach.
Stawiających opór Rosjanie i Żydzi mordowali na miejscu. Czerwoni partyzanci
określali owe wyprawy nader charakterystycznie – "bambioszki" (chodziło o to, by
chłopów "rozbombić" – rozgrabić). Początkowo miejscowi cierpliwie znosili
ekscesy bolszewickie, traktowali je jako stan przejściowy. Niekiedy
interweniowały oddziały AK – nie zawsze jednak znajdowały się w pobliżu –
musiały być w nieustannym ruchu, operowały na rozległych terenach, stale
tropione przez Niemców. Chłopi często byli zdani na własne siły. W takiej to
sytuacji znajdowali się także mieszkańcy wioski Koniuchy.
Liczby spalonych żywcem nie ustalono
W drugiej połowie 1943 r. chłopi z Koniuchów po raz pierwszy dali odpór
czerwonym bandytom – po raz pierwszy dwaj mieszkańcy chwycili za siekiery i
przepędzili grupkę przybyłą na "bambioszkę". Miejscowy wójt zwrócił się z prośbą
o pomoc do litewskiej administracji (wieś znajdowała się na terenie włączonym do
Komisariatu Litwy). Litwini odmówili jednak pomocy i nie wydali zgody na
zorganizowanie lokalnej samoobrony ("samoachowy"). Wiedzieli, że na terenie
sąsiedniego Komisariatu Białorusi ta organizacja przechodziła często pod
kontrolę polskiej AK i zaopatrywała ją w broń i amunicję. Należy odnotować, iż
niektóre źródła podają, że ostatecznie lokalne władze litewskie przekazały wsi
kilka starych karabinów. Jakkolwiek by nie było, nie zmieniło to w zasadniczy
sposób położenia mieszkańców. Chłopi, zdani na własne siły, zorganizowali
obronę. Zaczęli pełnić nocne warty, stworzyli system alarmowy. Działania te były
skuteczne tylko w przypadku mniejszych grupek bolszewickich – mieszkańcy byli
bowiem niemal bezbronni. Ich "arsenał" to kilkanaście starych strzelb oraz tzw.
obrzynów, zardzewiałych karabinów i pistoletów z ograniczonym zapasem amunicji.
Kilka razy oddane na oślep, w nocnych ciemnościach strzały przepędzały jednak
amatorów "bambioszek". Koniuchy nie były jedyną wioską, której mieszkańcy sami
zorganizowali się w obronie życia i mienia. Podobne samoobrony powstały w kilku
wsiach na obrzeżu Puszczy Rudnickiej. W innych powołano konspiracyjne placówki
Armii Krajowej, również chroniące ludnośc przed nieproszonymi nocnymi "gośćmi".
Dowództwo czerwonej partyzantki w Puszczy Rudnickiej potraktowało tę sytuację
jako jawny bunt przeciwko "władzy sowieckiej". Koniuchy zostały wybrane do
wymierzenia "kary", która miała zastraszyć innych. 29 stycznia 1944 r. wieś
została zaatakowana przez bolszewików z oddziału "Smiert´ okupantam" (śmierć
okupantom) dowodzonego przez Konstantego Rodionowa "Smirnowa". Tak przebieg
wydarzeń opisuje jeden z meldunków struktur Polskiego Państwa Podziemnego:
"W ostatnich dniach stycznia [1944 r.] wieś Koniuchy została otoczona przez
bandę żydowsko-bolszewicką w sile około 2 tys[ięcy] [zawyżone]. Po otoczeniu
wieś podpalono. Do uciekających mieszkańców strzelano. Ujętych, tak dorosłych,
jak i dzieci, żywcem rzucano do ognia. Wynik: 34 zabitych, 14 rannych, ilości
osób spalonych żywcem nie ustalono. Z 50 budynków pozostało tylko 4".
Dowództwo sowieckiej partyzantki z Puszczy Rudnickiej potraktowało "akcję" w
Koniuchach jako olbrzymi sukces i wysłało do Moskwy triumfalny meldunek.
Wszystkich zastrzelono
Masakra wsi, jak już wspomniano, została opisana przez licznych pamiętnikarzy
żydowskich. Osiągnęli oni szczyty zakłamania i absurdu. Na przykład żydowski
partyzant Gelpern opisał pacyfikację Koniuchów jako… uderzenie na niemiecki
garnizon, który po zaciętej walce został zniszczony (we wsi nie było nie tylko
ani jednego Niemca, ale nawet litewskiego policjanta)!
Z kolei Chaim Lazar potwierdzał pacyfikacyjny charakter "operacji", ale
przedstawił Koniuchy jako ufortyfikowaną twierdzę bronioną przez silną, świetnie
uzbrojoną załogę. Świadomie kłamał także na temat przyczyn "akcji" bolszewików.
Napisał m.in.:
"(…) Od pewnego czasu wiedziano, że wieś Koniuchy jest gniazdem band i centrum
antypartyzanckich intryg. Jej mieszkańcy znani z niegodziwości organizowali
okoliczną ludność, rozprowadzając broń uzyskaną od Niemców i prowadząc akcję
przeciw partyzantom. Wieś była dobrze ufortyfikowana, każdy dom miał pozycję
strategiczną i okopany był rowami obronnymi. Po obu stronach były wieżyczki
obserwacyjne. Właśnie to miejsce wybrano, aby przeprowadzić akcję zastraszającą.
Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów uzbrojonych w najlepszą broń
ruszyło ku wsi. Było pomiędzy nimi 50 Żydów pod dowództwem Yakowa Prennera. O
północy znaleźli się w sąsiedztwie wsi. Rozkazano nie zostawiać przy życiu
nikogo, łącznie z inwentarzem, a zabudowania spalić. Zaraz po północy we wsi
redukowano liczbę wart, ponieważ sądzono, że partyzanci nie zaatakują tak późno
– nie zdążyliby wrócić do lasu przed świtem. Nie wyobrażano sobie, że partyzanci
mogliby wrócić do lasu za dnia jako zwycięzcy.
Tuż przed świtem wieś została otoczona. (…) Przygotowanymi zawczasu
pochodniami partyzanci zapalili domy i zabudowania. Słychać było huk eksplozji z
wielu domów. Półnadzy ludzie skakali z okien próbując uciekać – tych dosięgły
kule. Wielu skoczyło do rzeki, tych też zastrzelono. Akcja zakończyła się
wkrótce. 60 domów zostało zniszczonych, z 300 mieszkańców nie uratował się nikt
(…)".
Ocaleni mieszkańcy Koniuchów, pozbawieni środków do życia, ulegli rozproszeniu.
Władze sowieckie tropiły ich przez długie lata jako "polskich faszystów" i
"współpracowników niemieckiego okupanta".
Kresy w ogniu
Miejscowości takich jak Koniuchy było na ziemi Mickiewicza wiele. 24 kwietnia
1943 r. sowiecka brygada im. Żukowa spaliła część miasteczka Derewno w pow.
Stołpce (zniszczeniu uległy 92 domy). 8 maja 1943 Brygada im. Stalina
spacyfikowała miasteczko Naliboki, mordując 129 zamieszkałych tam Polaków
("operacja" odbyła się z udziałem czerwonej grupy żydowskiej). Wczesną jesienią
1943 r., po zlikwidowaniu oddziału AK ppor. Antoniego Burzyńskiego "Kmicica"
(zabito 80 akowców), bolszewicy podczas "oczyszczania" terenu zamordowali
kilkudziesięciu chłopów należących do siatki terenowej AK lub podejrzanych o jej
wspieranie. Podobnie było po zlikwidowaniu Batalionu Stołpeckiego AK w grudniu
1943 r. – zabito kilkadziesiąt osób spośród mieszkańców puszczańskich wiosek (i
znów "czerwoni" Żydzi w akcji). 26 lutego 1944 r. sowiecka brygada "Wpieriod" i
oddział im. Czapajewa uderzyły na polskie wsie: Izabelin, Kaczewo, Babińsk i
Ługomowicze; miejscowości te zostały spalone, zginęło kilkudziesięciu
mieszkańców (w obronie pacyfikowanych osad wystąpiły placówki AK, które stoczyły
krwawą walkę z bolszewikami). 5 marca 1944 r. pododdziały sowieckiej Brygady im.
Kirowa (m.in. oddział im. Ordżonikidze – znów Żydzi) spacyfikowały chutory i
osady w rejonie Dokudowa, których mieszkańcy zostali oskarżeni o sprzyjanie
polskiej partyzantce (zginęło 47 osób, głównie z rodzin, których synowie służyli
w AK). W nocy z 8 na 9 kwietnia 1944 r. bolszewicy zniszczyli polską wieś
Szczepki w pow. Stołpce (spalono żywcem kilkudziesięciu mieszkańców). Wieśniacy
podejrzani o związek z polskim ruchem niepodległościowym ginęli z rąk Sowietów
także w Kulu i Kulczycach (pow. Stołpce). 14 maja 1944 r. podczas napadu na
oddziały AK, kwaterujące w miejscowości Kamień (pow. Stołpce), oddziały
sowieckie spaliły 80 proc. wspomnianej miejscowości i wymordowały ponad 20
mieszkańców (w czasie obrony 21 żołnierzy 78. pp AK zostało zabitych, wielu
odniosło rany). 13 czerwca 1944 r. sowieckie brygady partyzanckie spacyfikowały
położone nad Niemnem białoruskie wioski – Kupisk Lubczański, Kupisk Pierwszy i
Kupisk Kazionny. "Operację" przeprowadzono pod pretekstem rozprawy z
dziesięcioosobowym punktem białoruskiej samoachowy (samoobrony) ochraniającym
most, spalono blisko 500 gospodarstw i zabito nieustaloną liczbę mieszkańców (do
białoruskich wieśniaków, w tym kobiet i dzieci – bolszewicy strzelali jak do
kaczek).
Tę listę zbrodni można by długo mnożyć. Powinniśmy pamiętać o naszych poległych
– zwłaszcza teraz, gdy przeróżne "autorytety" próbują sprawić, byśmy zapomnieli,
kto w tamtych latach był bohaterem walki o Polskę, a kto zdrajcą i zbrodniarzem.
Kazimierz Krajewski
Autor jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej
IPN w Warszawie.
