Prognoza przyszła z Tweru
Z płk. Anatolijem Murawiowem, kierownikiem ruchu lotniczego lotniska
Smoleńsk Siewiernyj, rozmawia Piotr Falkowski
Dzień dobry, telefonuję z Warszawy, z gazety "Nasz Dziennik".
– Ale o co chodzi? Ja już wszystko powiedziałem. Czego wy ode mnie chcecie?
Był Pan na lotnisku 10 kwietnia 2010 roku?
– Tak. Pracowałem jako kontroler lotniska wojskowego.
Jak długo jest Pan kontrolerem lotów?
– Najpierw pracowałem jako pilot, a teraz tu dorabiam od listopada 2009 roku.
Wcześniej 31 lat byłem pilotem. Latałem na bombowcach Tu-22, a ostatnie pięć lat
na An-26. To też taki nieduży wojskowy samolot.
Na czym polega Pana praca?
– Wojskowy kontroler lotniska zajmuje się sprawami składania raportów, wniosków,
przyjmowania zgłoszeń, wysyłania oświadczeń i zezwoleń w ruchu w przestrzeni
powietrznej. Ja informuję o wzbiciu się w powietrze, o wylądowaniu. Mnie wtedy
Moskwa przekazała, że samolot o numerze 101 wyleciał z Warszawy, a ja
przekazałem raport o tym swojemu kierownictwu, że samolot wyleciał o tej i o
tej. Jeśli by nie zdarzyło się to wielkie nieszczęście, to ja bym poinformował,
że samolot wylądował o tej i o tej godzinie – o godzinie 10.43. Zameldowałbym
Moskwie i tyle. Nic więcej nie robię.
Pańska praca miała więc na celu przekazywanie informacji pomiędzy
Smoleńskiem, Warszawą i Moskwą?
– Tak, właśnie tak! I nic więcej.
Z kim jeszcze utrzymywał Pan łączność?
– Z naszym pułkiem w mieście Twer. Stamtąd otrzymujemy prognozy pogody. Stamtąd,
dlatego że nasza służba meteorologiczna jest taka słaba. Praktycznie nic nie
mamy. Ja pytań nie dostaję, dostaję taką mapę meteo. Prognozę pogody sporządza
się w Twerze. A potem uzgadnia się, precyzuje z nami. W zasadzie to oni w Twerze
są nadrzędni nad nami, mają służbę meteo, nanoszą prognozę na mapę, a my tu
tylko robimy korekty, gdy coś pójdzie nie tak. Jakaś siła wyższa…
Z jakimi jednostkami w Moskwie miał Pan łączność?
– Przede wszystkim z centrum we Wnukowie o kryptonimie "Konwektor" i Działem
Łączności Wojskowego Lotnictwa Transportowego "Logika" w Moskwie.
Był Pan tego dnia na wieży "Korsarz"?
– Nie.
A czy poza pułkownikiem Plusninem, Wiktorem Ryżenką, pułkownikiem
Kranokutskim i majorem Łubancewem ktoś jeszcze był na wieży?
– Nie, tylko oni. Tam na pewno nikogo więcej nie było i nie miało prawa być. To
była grupa kierownicza.
Czyli byli tylko ci, których wymieniłem?
– Tak, tak, tak, tak! No, mogli być jeszcze technicy z obsługi, którzy włączali
aparaturę. Ja tam nie byłem.
A jak jest rejestrowana ich praca? Może jest kamera?
– Tego nie wiem na pewno. Wiem, że tam nagrywają na magnetofon. Wewnątrz. Jak w
samolocie.
Czy uważa Pan, że Siewiernyj nadaje się do przyjmowania samolotów z
delegacjami państwowymi najwyższej rangi?
– Lotnisko nadaje się do przyjmowania takich samolotów, o które pan pyta, ale
przy odpowiednich warunkach! Jeśli warunki się nadają, jeśli są normalne, zwykłe
warunki pogodowe. No bo, sami wiecie, normalnych środków nie mamy… Ja już
wszystko powiedziałem! Dziękuję. Do widzenia.
W takim razie dziękuję… [Rozmówca nagle się rozłączył].
Współpraca Ewa Rzeczycka-Surma
