Uderzenie w autorytet Kościoła

Z ks. prof. Romanem Dzwonkowskim SAC, socjologiem, specjalistą w zakresie
historii Kościoła na Wschodzie, rozmawia Małgorzata Bochenek

Ukaranie przez władze państwowe ks. prałata płk. Sławomira Żarskiego za treść
wygłoszonego 11 listopada kazania odsłoniło nowe oblicze rzeczywistości, w
której żyjemy. Jak wielkie zagrożenie niesie ze sobą pokusa ingerencji władzy w
sprawy Kościoła?

– Zagrożenie jest niewątpliwe. W dyskusji na ten temat już ktoś wspomniał, że
przypomina to czasy cezaropapizmu i józefinizmu w monarchii habsburskiej za
panowania Marii Teresy i cesarza Józefa II, kiedy władza państwowa usiłowała
regulować życie religijne, a nawet decydować o tym, o czym i jak księża i
biskupi mają nauczać. Tak było także w PRL, kiedy nie wolno było ogłaszać
pewnych encyklik papieskich czy dokumentów soborowych. Musiały być drukowane za
granicą. Taka ingerencja jest bardzo skutecznym sposobem niszczenia autorytetu
moralnego Kościoła, bo fałszuje jego misję.

W jaki sposób Kościół powinien przeciwstawiać się takim tendencjom?
– Po pierwsze, trzeba stale pamiętać o zasadniczej misji Kościoła wyznaczonej mu
przez jego Założyciela, to znaczy o nauczaniu i przypominaniu zasad moralnych
wyrażonych w Dekalogu i Ewangelii. W niej jest mowa o tym, by oddać cezarowi, co
cesarskie, a Bogu, co Boskie. W moralnej ocenie działań ludzi, także w
dziedzinie polityki, Kościół ma i musi mieć absolutną niezależność. To jego
misja i służba ludzkości: wskazywanie jasnych zasad i kryteriów oceny moralnej
tych działań. One są warunkiem ładu i pokoju społecznego, więc potrzeba jasnego
stanowiska. Wczoraj obchodziliśmy wspomnienie św. Ambrożego, biskupa Mediolanu,
żyjącego pod koniec IV wieku. Gdy cesarz Teodozjusz Wielki nakazał wymordować w
Tesalonice 7 tys. osób, św. Ambroży wezwał go do publicznej pokuty za tę
zbrodnię i wyznaczył mu pokutę w postaci zamknięcia przed nim drzwi świątyni.
Cesarz ją przyjął. To przykład niezależności Kościoła w sprawach dotyczących
zasad moralnych. Pamiętamy również o "non possumus" ks. kard. Stefana
Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, który powiedział zdecydowane "nie" wobec
dążeń władz PRL do podporządkowania sobie Kościoła.

Skrytykowanie przez prezydenta RP kazania ks. płk. Sławomira Żarskiego,
administratora Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, to chęć narzucenia tego,
jaką treść winny mieć homilie w polskich kościołach?

– Tak. Tym bardziej jest to rażące, że w tym kazaniu nie było mowy o jakichś
osobach. Stanowiło to przypomnienie groźnych społecznie i moralnie zjawisk
występujących w Polsce, wszystkim znanych i poruszanych w prasie katolickiej czy
innej. Ma to jednak jeszcze inny wydźwięk. Służy to de facto onieśmielaniu czy
zastraszaniu innych duchownych, by nie wypowiadali podobnych ocen moralnych
dotyczących polskiej rzeczywistości, obecnej władzy.

Czy nie mamy do czynienia z pewną analogią do czasów komunistycznych?
– Analogia taka rzeczywiście się nasuwa. Wówczas władza chciała zastraszyć
kapłanów, aby nie poruszali pewnych spraw i problemów ważnych dla społeczeństwa
i kraju, a niewygodnych dla władzy. Księża za przypominanie tego, że aborcja
jest ciężkim grzechem, byli karani. Analogia zatem istnieje.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj