Imperialne ambicje Rosji są oczywiste

Z prof. Tadeuszem Smoleniem, rosjoznawcą z Uniwersytetu Jagiellońskiego,
rozmawia Piotr Falkowski

Czy politycy mówiący o przełomie w relacjach polsko-rosyjskich mają rację?
– Wizyta prezydenta Federacji Rosyjskiej to istotny fakt, ale o znaczeniu
bardziej symbolicznym niż faktycznym. Jest to trzecia oficjalna wizyta
prezydenta Rosji w Polsce. W 1993 r. był u nas Borys Jelcyn, a w 2002 r.
Władimir Putin. Zauważmy, że w rezultacie tamtych wizyt nic się nie zmieniło, a
one także miały być przełomowe. Może jedynie ta pierwsza miała takie znaczenie,
że Jelcyn przywiózł pewne dokumenty związane z Katyniem. Nawiasem mówiąc, odtąd
żadnych naprawdę interesujących historyków nowych materiałów w tej sprawie nie
odtajniono. Ale poza tym nic z tych wizyt nie wynikało. Tym razem także miał być
przełom, tak mówiła i strona polska, i jeszcze dobitniej strona rosyjska. Odbyły
się oczywiście rozmowy na wiele szczegółowych tematów, tym bardziej że w
delegacjach obu stron było wielu ministrów, podpisano kilka umów, które i tak
miały być podpisane. Byli również rosyjscy biznesmeni, dla których inwestycje w
Polsce, a szczególnie prywatyzacja Lotosu, to prawdziwa gratka. Kontakty
gospodarcze między nami istnieją. Sam znam kilku polskich przedsiębiorców,
którzy próbują robić w Rosji interesy, i to nawet z powodzeniem. Ale to średni
szczebel biznesu, któremu nie potrzeba dodatkowych porozumień politycznych. Te
są konieczne dla projektów naprawdę ogromnych, związanych np. z rurociągami.

Jakie możliwości daje nam współpraca z Rosją, do której tak zachęca jej
prezydent?

– Rynek rosyjski jest ogromny i niezwykle chłonny. Ale poziom rosyjskiej
gospodarki jest raczej marny. To jest kraj, który opiera swoją siłę ekonomiczną
na surowcach i ich eksporcie. Jeśli chodzi natomiast o własne technologie, to –
poza sektorem zbrojeniowym – Rosja właściwie nie ma niczego do zaoferowania nie
tylko Polsce, ale i Unii Europejskiej, i całemu światu.

Jak jednak można podpisywać porozumienia handlowe, o wymianie młodzieży,
tworzyć centra dialogu itd., skoro w tak podstawowej sprawie, jaką jest śledztwo
smoleńskie, nie ma po stronie rosyjskiej woli prawdziwej współpracy?

– Śledztwo jest dwutorowe. Z jednej strony dochodzenie MAK, a z drugiej –
rosyjska prokuratura. Dla nas, Polaków, sprawa smoleńska jest niesłychanie
istotna, chcielibyśmy, aby została ona naprawdę wyjaśniona. Nie chcę się
wypowiadać autorytatywnie, ale jest obawa, że jeżeli nie weźmiemy śledztwa w
swoje ręce, to nic z niego nie wyjdzie, a prokuratura rosyjska rozmyje
odpowiedzialność, szczególnie jeśli chodzi o takie kwestie, jak przygotowanie
lotniska i praca kontrolerów ruchu, którzy sprowadzali ten samolot, czyli
kwestie leżące po stronie Rosjan – niektóre bardzo tajemnicze. Łatwym pretekstem
może się okazać odmienność procedur śledczych pomiędzy kodeksami postępowania
karnego u nas i w Rosji.

Rosja rozwija się, modernizuje, czy to rosnące w siłę państwo może nam
zagrozić?

– Imperialne ambicje Rosji są oczywiste. Po krótkim okresie zaraz po rozpadzie
ZSRS, kiedy mieliśmy do czynienia z pewnym załamaniem, Rosja zaczęła porządkować
swoje sprawy. Chodziło o to, jaki kształt polityczny ma mieć Rosja. Była walka
pomiędzy prezydentem a parlamentem o to, jaki będzie system rządów w państwie.
Kształtowały się również relacje w życiu gospodarczym. Ten proces zakończył się
podczas pierwszej kadencji Putina. Odtąd w Rosji zaczynają pojawiać się ambicje
zewnętrzne. Jedyne co nas broni przed nieograniczonym ich rozszerzeniem to fakt,
że Moskwa utraciła pewne atuty, które posiadał Związek Sowiecki. Najważniejszy z
nich to Ukraina, której niepodległość jak na razie, pomimo dojścia do władzy
prorosyjskiej ekipy, nie jest jeszcze zagrożona. Gdyby Rosji udało się przejąć
Ukrainę, nic jej już nie zatrzyma.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj