Żegnano go jak bohatera
– Jesteśmy skazani na śmierć, ale ta śmierć nie jest rzeczą przypadkową.
Natomiast śmierć w służbie jest najwyższą nagrodą – powiedział podczas Mszy
Świętej pogrzebowej w intencji kpt. Józefa Ponikiewskiego ks. bp Zdzisław
Fortuniak, biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej. Na uroczystości żałobne
do niewielkiego Oporowa k. Leszna przybyły rzesze wiernych z całej Polski.
Pogrzeb przerodził się w manifestację patriotyczną.
– Pogrzeb kpt. Józefa Ponikiewskiego odbył się z niebywałą jak na tego typu
uroczystości oprawą. Wszyscy byliśmy głęboko wzruszeni – powiedział Tadeusz
Jeziorowski, dyrektor Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego, współorganizator wraz z
rodziną Ponikiewskich pogrzebu kpt. Józefa Ponikiewskiego. Kampanię honorową
wystawił 69. Leszczyński Pułk Przeciwlotniczy, który oddał na cmentarzu salwę
honorową. Obecna była delegacja Marynarki Wojennej z kapitanem Waldemarem
Koczwarą z 8. Flotylli ze Świnoujścia, a także dowódca ORP "Grom" kpt. marynarki
Sebastian Kała. W imieniu Instytutu Pamięci Narodowej kapitana Ponikiewskiego
pożegnał dr Andrzej Drogoń, dyrektor oddziału IPN w Katowicach. W swoim
wystąpieniu przed złożeniem trumny do rodzinnego grobowca podkreślił wagę jego
służby wojskowej. Drogoń powiedział także, że musimy pamiętać o wszystkich
naszych poległych, rozsianych po całym świecie. Podczas pogrzebu do grobowca
złożona została urna z ziemią z prochami matki kpt. Józefa Ponikiewskiego,
przywiezionymi z jej grobu w Anglii. Uroczystości zakończyła "Rota" odśpiewana
przez dzieci z Zespołu Szkół w Belęcinie, który nosi imię kpt. Józefa
Ponikiewskiego.
Piotr Czartoryski-Sziler
****************
Józef Ponikiewski urodził się listopada 1916 Brylewie powiecie leszczyńskim syn
Hipolita Ponikiewskiego, właściciela Brylewa Elżbiety Kęszyckich. 1927 podchorążych
Toruniu. dziewięć lat wstąpił wyższej szkoły Gdyni, 1938 mianowany podporucznikiem. maju przydzielono go służby grom jako iii oficera artylerii. 30 sierpnia 1939 r. wraz z dwoma innymi niszczycielami jego okręt opuścił
Gdynię popłynął do Anglii, biorąc udział działaniach wodach brytyjskich i morzu północnym. 3 marca 1940 roku został dowódcą 2. plutonu batalionie szkolnym marynarki wojennej
Coetquidan we Francji, a miesiąc później rozpoczął służbę na okręcie-bazie orp
Gdynia , który stacjonował w Anglii.
W następnym roku został awansowany do stopnia porucznika i wyznaczono go na
adiutanta gen. Władysława Sikorskiego, z którym zginął 4 lipca 1943 roku w
katastrofie gibraltarskiej. Józef Ponikiewski został pochowany na cmentarzu
Lotników Polskich w Newark k. Londynu i pośmiertnie odznaczony Srebrnym Krzyżem
Zasługi i Medalem Morskim. W ubiegłym tygodniu jego szczątki oraz gen. Tadeusza
Klimeckiego, a także płk. Andrzeja Mareckiego, zostały ekshumowane, a następnie
z honorami wojskowymi przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Tam
przeprowadzono sekcję zwłok i tomografię komputerową. Wnioskował o to IPN, który
bada okoliczności katastrofy nad Gibraltarem.
PCz
Polska bandera nad trumną kapitana Ponikiewskiego
Z Tadeuszem Jeziorowskim, dyrektorem Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego,
współorganizatorem wraz z rodziną Ponikiewskich pogrzebu kpt. Józefa
Ponikiewskiego w Oporowie, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Pogrzeb kpt. Józefa Ponikiewskiego ma szczególne, symboliczne znaczenie nie
tylko dla Oporowa.
– Tak, bo to jest jego powrót do Ojczyzny. To człowiek, który oddał swoje życie
na służbie Rzeczypospolitej, przy boku Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych
gen. Władysława Sikorskiego, którego był adiutantem. Dla oficera pełniącego
funkcję adiutanta jest to śmierć symboliczna. Adiutant jest bowiem tym
żołnierzem, który jest zawsze przy swoim dowódcy. Tak również było w przypadku
adiutanta Naczelnego Wodza, on go nigdy nie opuszczał, był zawsze do jego
dyspozycji. Było trzech adiutantów trzech rodzajów sił zbrojnych, Ponikiewski
pełnił funkcję adiutanta z ramienia Marynarki Wojennej. Oddanie przez niego
życia to spełnienie służby do końca, jej kwintesencja. Do dziś nie wiemy, w
jakich okolicznościach doszło do katastrofy liberatora, którym leciał z gen.
Sikorskim. Można mówić, że to była przypadkowa śmierć. Powrót jego szczątków do
Ojczyzny to jednak dopełnienie tej legendy o adiutancie, który zawsze czuwał
przy swoim wodzu.
Dlaczego Józef Ponikiewski wybrał akurat Marynarkę Wojenną?
– Jak powstało nowe, odrodzone państwo polskie, marynarka była oczkiem w głowie.
Dla Ponikiewskiego oczywistością było, że chciał służyć tam, gdzie było
najpiękniejsze wojsko, a za takie uważano odrodzoną po wiekach marynarkę polską.
Zgłosił się więc na ochotnika do odradzanej marynarki na obczyźnie we Francji,
był również oficerem wachtowym na torpedowcu, pełnił swoje funkcje w batalionie
szkolnym marynarki. Gdy awansował do stopnia porucznika, skierowano go na
adiutanta gen. Władysława Sikorskiego. Był wychowany w rodzinie ziemiańskiej o
tradycjach polskich. To stary ród, wywodzący się z Trzasków, który od dawna
zamieszkiwał te ziemie.
Na pogrzebie nie zabrakło delegacji Marynarki Wojennej.
– Tak, przyjechał sam dowódca ORP "Grom" kpt. Marynarki Wojennej Sebastian Kała.
Bardzo ucieszyła mnie jego obecność, bo miała wymiar symboliczny. Na ORP "Grom"
bowiem Ponikiewski odbył podróż do Anglii. Okręt ten wraz z ORP "Błyskawica"
wypłynął z portu w przeddzień wybuchu wojny, 30 sierpnia 1939 roku. Było więc
dla nas najważniejsze, by kpt. Ponikiewski był żegnany przez wojsko, które
poczuwa się do więzi ze starszymi kolegami poległymi na służbie i żeby na jego
trumnie była bandera Rzeczypospolitej. Podczas pogrzebu kpt. Józefa
Ponikiewskiego dokonano również symbolicznego pochówku jego matki, Elżbiety z
Kęszyckich. Była to piękna postać. Więziona w Ravensbruck opiekowała się
przebywającymi z nią w obozie kobietami. W latach 70. XX wieku wyjechała do
Londynu, gdzie zmarła. Jej ostatnią wolą było, żeby spocząć razem z synem. Urna
z ziemią z jej prochami zebranymi z jej grobu w Anglii została więc wstawiona
wczoraj do kaplicy grobowej Ponikiewskich znajdującej się przy kościele
parafialnym w Oporowie.
Dziękuję za rozmowę.
