PiS może jeszcze zyskać

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia
Paulina Jarosińska

Wykluczenie z Prawa i Sprawiedliwości Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety
Jakubiak uważanych za reprezentantki liberalnego skrzydła partii to krok do
polaryzacji ugrupowania, czy może – jak sugerują politycy PO – robienie z PiS
przez Jarosława Kaczyńskiego sekty?

– Zacząłbym od sprawy, która mnie ogromnie zadziwiła. Otóż z przerażeniem
stwierdziłem, że wykluczenie z partii dwóch jej członkiń może stać się
pretekstem w mediach do wydań specjalnych na dwa czy nawet trzy dni. To jest
jakieś niepokojące zjawisko, ponieważ nagle okazuje się, że nie ma innych
ważnych wydarzeń w Polsce, że nic się nie dzieje. Stanowi to dowód na to, z jak
wielką manipulacją mamy do czynienia. Cała sprawa została od razu zręcznie
wykorzystana przeciwko prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu, kolejny już raz.
Partia polityczna kieruje się konkretnymi regułami, ma przyjęty pewien statut.
Mam wrażenie, obserwując to całe wydarzenie, że niektórzy politycy Prawa i
Sprawiedliwości zaplątani w ten cały spór zachowywali się trochę tak jak dzieci
w przedszkolu, kłócąc się, kto zaczął. W pewnym momencie zabrakło kogoś, kto
powie "dość" tej awanturze. Wypowiedzi Kluzik nie były zgrane z przyjętą linią
partii, i to jest oczywiste. Z drugiej strony musimy mieć świadomość, że w
każdej partii istnieją frakcje i różne skrzydła. To nic zaskakującego. We
wszystkich ugrupowaniach możemy mówić o nurtach bliżej szefostwa partii i tych,
które są dalej. Powstaje jednak pytanie – czy wewnętrzne podziały, czy nawet
napięcie, powinny stać się tematem medialnych dywagacji, czy działacze partii
powinni mówić o starciach wewnątrzpartyjnych w mediach? To jest zawsze ryzykowne
i prawie zawsze okazuje się niekorzystne dla wizerunku ugrupowania. Jeśli
Kluzik-Rostkowska udziela wywiadu tygodnikowi "Wprost" – który pod nowym
kierownictwem zmienił kierunek i jest już organem medialnym rządu – w którym
jednoznacznie krytykuje partię, to trudno się dziwić, że reakcja Komitetu
Politycznego jest właśnie taka.

Po decyzji o wykluczeniu posłanek bardzo pozytywnie wypowiadali się o nich
politycy Platformy. Nawet część mediów nagle zapałała do nich sympatią połączoną
ze współczuciem wobec nich jako ofiar "zamordyzmu" Kaczyńskiego.

– Te komentarze pokazują, że w ocenie ich autorów zostały wyrzucone z partii
dwie "lepsze" jej działaczki, a więc wszyscy pozostali są gorsi. Z jednej strony
cała sytuacja wygląda na destrukcyjną w kontekście wyborów samorządowych, ale z
drugiej strony, pokusiłbym się jako politolog o trochę bardziej przewrotną i
zaskakującą diagnozę. Zacznę od oczywistej sprawy, a mianowicie od tego, że
panuje taki fałszywy aksjomat w mediach: cokolwiek powie Jarosław Kaczyński –
jest źle. Cokolwiek powie Zbigniew Ziobro również jest źle. Pokazywanie
jakichkolwiek działań PiS jako negatywnych jest już tak wszechobecne, że nawet
nie dziwi. Jednocześnie, gdy wyrzucono panią Kluzik, media od razu wzięły ją w
obronę i "przytuliły się" do niej. Jednak w mojej ocenie, cała sprawa
wykluczenia działaczek może być kontrolowana. Proszę zauważyć, że z jednej
strony Prawo i Sprawiedliwość stara się w ten sposób zwrócić do elektoratu tzw.
twardego, który umacnia się przy jednoczesnej radykalizacji partii. Pokazuje tym
samym, że nie zgadza się na liberalizację programową partii. Z drugiej jednak
strony, obserwując wypowiedzi posłanek po wykluczeniu i ich dalsze zaangażowanie
w kampanię samorządową, być może okaże się, że będą one przypominały o tym, że w
wyborach samorządowych nie chodzi o partie, ale o ludzi. Po wystąpieniu z PiS
nie mówiły nic złego o partii jako takiej ani o poszczególnych kandydatach.
Krytykowały osoby, z którymi weszły w konflikt. Nie było w porządku, gdy
wyciągały na wierzch wewnętrzne spory w ugrupowaniu. Ani Kluzik, ani Jakubiak
nie zaprzestały jak dotąd kampanii wyborczej na rzecz PiS. Może dzięki temu paść
akcent na bardzo istotną kwestię – na personalny, a nie partyjny wymiar wyborów
samorządowych. Być może taki rezultat wyjdzie mimochodem, a być może jest to
posunięcie strategiczne.

Jednak prezes Jarosław Kaczyński w bardzo ostrych słowach krytykował
"liberalne skrzydło", ewidentnie skłaniając się ku bardziej konserwatywnemu.

– Oczywiście, nie wiadomo, jaki będzie efekt. Pewne jest, że w PiS dojdzie do
jeszcze niejednego przetasowania personalnego. Główna partia opozycyjna musi się
dookreślić i sprecyzować swój program, w tym celu odwołuje się do elektoratu
twardego. Jednocześnie Jarosław Kaczyński wykorzystał w pewnym sensie całą
sytuację, pomimo chwilowego szumu medialnego, na to, aby wbrew pozorom odsunąć
temat PiS trochę na bok i zwrócić uwagę na wybory samorządowe. Niezależnie od
tego, gdzie i czy w ogóle pani Kluzik pojawi się na konwencji lokalnej
kandydatów Prawa i Sprawiedliwości, media będą musiały o tym mówić, a więc uwaga
opinii publicznej skupia się na bardzo ważnej sprawie, jaką są obecnie wybory
samorządowe. Przy tej okazji PiS może zyskać. Wszyscy zastanawiają się, co
zrobią pani Kluzik i pani Jakubiak – czy będą popierać kandydatów PiS, czy nie,
jak będą się wypowiadać? Na razie ich popierają. Siłą rzeczy uwaga skieruje się
na konwencje wyborcze partii opozycyjnej. Być może wykluczenie posłanek z partii
jest pułapką. Owszem, było to spektakularne, ale wydaje mi się, że może być to
przewrotny i zręcznie przemyślany przez szefostwo PiS chwyt, który ma na celu z
jednej strony pokazać konserwatywne, silniejsze i bardziej dookreślone oblicze
partii, z drugiej uwypuklenie kampanii samorządowej. Każdy głos się liczy, a
struktury lokalne rządzą się zupełnie innymi prawami niż państwowe. Jako
politolog oceniam pewne zjawiska na zasadzie skutków, jakie mogą one przynieść.
Często okazuje się, że decyzje polityczne nie są zdeterminowane przez przypadki.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj