Pożegnanie Ojca
W czwartek, w południe, w Trzebini pod Krakowem będziemy żegnali Księdza
Profesora Tadeusza Stycznia. Wielu z nas uważało go za swojego drugiego ojca, a
wielu innych jeszcze nie wie, że także ich zrodził ten Salwatorianin. To duchowe
ojcowanie, wpisane w powołanie zakonne, zrealizowane zostało także w ramach
uniwersyteckiej pracy dydaktyczno-naukowej w dziedzinie etyki. Czemuż innemu
winna służyć ta dyscyplina niż "rodzeniu człowieka w człowieku"? Skoro jednak
jest ona nauką praktyczną – czyli ukierunkowaną na wspomożenie samego siebie i
innych w rozwoju moralnym – to nic dziwnego, że Ksiądz Profesor uprawiał swoją
etykę nie tylko w sali wykładowej KUL (również na wielu innych, także
zagranicznych uczelniach), lecz także na współczesnych nam areopagach, wzorem
wielkich klasycznych etyków: Sokratesa, Platona i Arystotelesa. W każdej z tych
dziedzin Ksiądz Profesor promieniował ojcostwem.
Świadomi są tego pewnie wszyscy, którzy spotkali się z nim na dłużej czy krócej,
a których zaskakiwał nade wszystko szacunkiem dla każdego człowieka. Jakże żyć
inaczej, skoro aż sam Bóg zachciał być jego Ojcem?
To pielęgnowanie zdolności rozpoznania tkwiącego w każdym człowieku jego
niepowtarzalnego dobra zrodziło szacunek – jak sam ks. Styczeń wielokrotnie
opowiadał – dla spotkanego podczas studiów w Krakowie ks. doc. Karola Wojtyły.
To spotkanie poprowadziło na dalsze studia na KUL, gdzie wykładał mistrz, i
zaowocowało pracą naukową u boku przyszłego Papieża i przejęciem po nim
kierownictwa nad Katedrą Etyki. Po latach jego nauczyciel tak ocenił ową pracę w
liście, skierowanym na uroczystość 70. urodzin Księdza Profesora: "Jesteś,
Tadeuszu, znakomitym etykiem". Kto nie pragnąłby takiego świadectwa wartości
własnej pracy naukowej?
Na wykładach z etyki – którym wiernie towarzyszyłem od 1975 roku aż do końca –
Ksiądz Profesor zaskakiwał, urzekał i pociągał swoją pasją i zdumieniem wobec
wielkości człowieka, czego teoretycznym wyrazem był budowany w tych latach krok
po kroku system personalistycznej etyki. Jej inspiracją była refleksja nad
jednym z rozdziałów pierwszego tomu "Katolickiej etyki wychowawczej" ojca Jacka
Woronieckiego OP oraz dokonana już praca Karola Wojtyły, pokazująca w sposób
konkretny, jak na płaszczyźnie etyki seksualnej należy połączyć osiągnięcia
etyki klasycznej z wglądami dokonanymi w etyce nowożytnej i współczesnej.
Personalistyczna etyka – swoista dla lubelskiego środowiska etycznego – to
teoria dobra moralnego pojawiającego się na drodze uszanowania ponadrzeczowej i
ponadinstrumentalnej wartości każdego człowieka.
Nie tylko trudno jest zachowywać szacunek dla każdego człowieka, ale również
trudno jest o tym wymaganiu w niektórych dziedzinach nawet mówić. Trudna jest ta
mowa zwłaszcza wtedy, kiedy schodzi do życiowego konkretu, z którym nam
współcześni nie chcą sobie dobrze radzić. Ksiądz Profesor nie wahał się nazywać
po imieniu najbardziej dzisiaj zagrożonego i najbardziej bezbronnego bliźniego w
osobie człowieka przed narodzeniem. Jeden z etapów swojej pracy naukowej
poświęcił temu problemowi: problemowi świętości życia dziecka przed narodzeniem.
Radykalna zmiana na początku lat 90. nie tylko w polskim prawie, lecz także w
świadomości społecznej względem szacunku dla życia dzieci poczętych, to zasługa
w zasadniczej mierze Księdza Profesora. Nie tylko był ekspertem sejmowym w tej
kwestii, lecz także codziennie tym żył i gotów był wszystko odłożyć, aby służyć
dobrą radą i pomocą. Każdy z polskich obrońców życia może o tym zaświadczyć. To
zatem prawdziwy ojciec tych, którzy bez jego nieustannej pracy i ofiary z
pewnością by się nie narodzili.
Warto też pamiętać, że ks. Tadeusz Styczeń nie zechciał przyjąć Krzyża
Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego właśnie
dlatego, że ten prezydent popierał mordowanie dzieci poczętych w majestacie
prawa. To świadectwo ma szczególną wymowę dla świata nauki w czasie kultu
zaszczytów i tytułów.
I wreszcie, wspaniały finał tego ojcowskiego życia. Po latach obdarowywania
swojego sługi wybitnymi zdolnościami intelektualnymi, w tym wyjątkowo
przenikliwym umysłem oraz genialną pamięcią, Pan Bóg obdarował go zamiast
lektury Kanta i pisania własnych tekstów szpitalnym zapomnieniem i milczeniem.
Ileż to jednak razy słyszeliśmy od Księdza Profesora na wykładach, że "poznajemy
poprzez przeciwieństwa" (per opposita cognoscitur)? Cóż bardziej objawiłoby nam
ojcowską dłoń niż ta ostatnia długa samotność?
Marek Czachorowski
