Wolność od lęku

W przypomnianej dziś przypowieści, bardzo krótkiej i nieskomplikowanej,
nie ma analizy życiowego dorobku dwóch głównych jej bohaterów ani szczegółowego
bilansu zasług i porażek. Zarysowana zostaje jedna prosta sytuacja: żyli obok
siebie dwaj ludzie, być może widywali się z daleka, ale orbity ich światów
przecinały się na śmietniku. Nie mieli ze sobą nic wspólnego, choć bardzo się
nawzajem potrzebowali. Po śmierci "znajomi z widzenia" spotkali się po drugiej
stronie życia, przy czym radykalnie zmienił się ich status bytowania. On jest
przedmiotem dialogu, jaki zostaje zaaranżowany.

Analizując Chrystusową opowieść, można dojść do wniosku, że tak naprawdę jej
bohaterami nie są ani bogacz, ani Łazarz. W centrum stoi skamieniałe ludzkie
"ja". W zarysowanym w przypowieści, bardzo jaskrawym kontekście, bogaty człowiek
został potępiony za obojętność. Wszystko inne było konsekwencją tego jednego
wyboru. Został ukarany za pogardę, jaką okazał człowiekowi w potrzebie.
Nie ma tu nic ze znanej nam doskonale z historii ponurej ideologii odpłaty,
gdzie uciskani stawali się uciskającymi, stokroć okrutniejszymi niż ci, których
przed momentem potępili. Ewangelia – jak chcieliby niektórzy – to nie bajka ku
pokrzepieniu serc dla tych, którym się nie udało osiągnąć szczęścia za życia, a
którzy będą mogli "nadrobić" straty po śmierci. Gdyby tak było, niewiele
różniłaby się od wspomnianej wyżej utopii. Tu chodzi o coś zupełnie innego:
Jezus pokazuje wartość i godność osoby ludzkiej, które nie mogą być bezkarnie
naruszane – niezależnie od tego, czy sygnują je bogactwo, bisior czy łachmany
nędzarza i zapach śmietnika. Przypomina, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za
kształt prawdy o człowieku. Jej zakwestionowanie, podporządkowanie jakiejkolwiek
ideologii, zepchnięcie na margines zawsze kończy się nieszczęściem. Wielokrotnie
dane nam było w historii naszej Ojczyzny tego doświadczyć.
Dzisiejsze upomnienie zawarte w Liturgii Słowa to bardzo czytelna przestroga dla
ludzi, którzy kierują się w życiu zasadą: "Co mnie (on, ona, ono) obchodzi?!".
Świat telewizji, multimediów sprawia, że bardziej niż kiedykolwiek wcześniej
mamy tendencję do zamykania się w swoich własnych orbitach. Nie interesuje nas
los sąsiadów, znajomych. "Niech sobie radzą sami! Niech im państwo pomoże! Nich
idą do Caritas!…". Moneta dana kilka razy w roku przy okazji takiej lub innej
akcji charytatywnej nie rozwiązuje problemu. Chodzi o coś więcej – używając słów
Jana Pawła II – o wyobraźnię miłosierdzia. O to, by pokonać w sobie lęk. Dopiero
wtedy zostaną zasypane przepaście.
 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj