Nie ma przyszłości bez wychowania
Z ks. Markiem Dziewieckim, duszpasterzem i psychologiem, rozmawia Sławomir
Jagodziński
To, co się dzieje wokół znaku krzyża w Polsce, nie pozostaje bez znaczenia
dla formacji dzieci i młodzieży. W jaki sposób katecheci, duszpasterze powinni
wyjaśniać swoim uczniom, czym jest prawo do obecności symboli religijnych w
przestrzeni publicznej?
– W obecnej sytuacji precyzyjne i pogłębione wyjaśnianie wychowankom istoty
wolności religijnej oraz sensu krzyża stanowi – podobnie jak w czasach komunizmu
– jeden z istotniejszych wymiarów chrześcijańskiego wychowania. Trzeba wyjaśniać
nastolatkom, że ludzie przewrotni – uznający siebie za postępowych i
tolerancyjnych! – interpretują obecnie wolność religijną jako wolność promowania
ateizmu i życzliwość wobec wszystkich religii oprócz… chrześcijaństwa. Raczej
nikt w naszym kraju (w Europie także) nie odważyłby się zakazać komukolwiek
publicznego przyznawania się do judaizmu, islamu, buddyzmu czy ateizmu. Dla
partii lewicowych jedynym "zagrożeniem" dla świeckości państwa jest
chrześcijaństwo, czyli religia, która opowiada o niesłychanej historii miłości
Boga do człowieka i w której jedynym kryterium zbawienia jest miłość bliźniego.
Gdy precyzyjnie ukazujemy ten fakt młodzieży, to większość nastolatków staje się
zdolna do samodzielnego demaskowania przewrotności tych, którym podoba się
wszystko z wyjątkiem chrześcijańskiej miłości.
To samo dotyczy szacunku dla znaku krzyża…
– Pogłębione wyjaśnianie młodemu pokoleniu sensu krzyża to nie mniej ważne
zadanie dla księży i katechetów świeckich, a także rodziców i wszystkich
wychowawców chrześcijańskich. Przed Chrystusem krzyż był znakiem haniebnej formy
kary śmierci i brutalności pogan. Po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa krzyż
stał się znakiem miłości Boga do człowieka oraz symbolem nowych relacji
międzyludzkich opartych na przebaczeniu, miłości, wierności i szacunku. Krzyż to
znak patrzenia wertykalnego, czyli patrzenia z miłością w górę, w stronę Boga,
który nas rozumie, kocha i uczy kochać. Ale to także znak patrzenia
horyzontalnego, czyli patrzenia na ludzi, którzy żyją obok nas i których od Boga
uczymy się kochać także wtedy, gdy oni jeszcze nie kochają, a nawet wtedy, gdy
robią wszystko, aby nas do miłości zniechęcić.
W sierpniu mieliśmy okazję zobaczyć dwa obrazy młodzieży – z jednej strony
młodzi pielgrzymujący na Jasną Górę, a z drugiej ci, którzy w tym samym czasie
przychodzili pod Pałac Prezydencki po to, by kpić z krzyża, z modlących się tam
ludzi oraz z ofiar katastrofy smoleńskiej. Jak rozumieć to zjawisko?
– Po pierwsze, warto sobie uświadamiać, że ci inni to w skali społeczeństwa
nieznaczna mniejszość, ale mniejszość uznawana przez laickie media za ludzi
"postępowych i oświeconych". Stąd wyraźne – i życzliwe! – nagłaśnianie ich
obecności pod Pałacem Prezydenckim. Po drugie, pamiętajmy o tym, że krzyż zawsze
pozostanie znakiem sprzeciwu dla tych, którzy gardzą innymi ludźmi. "Ich losem –
zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić. To ci,
których dążenia są przyziemne" (Flp 3, 18-19). Tacy ludzie zmieniają jedynie
metody walki z Bogiem i człowiekiem. Komuniści mordowali albo bili tych, którzy
bronili krzyża i godności człowieka. Tak działo się nawet jeszcze dwadzieścia
kilka lat temu, a symbolem tej formy prześladowań stał się błogosławiony ks.
Jerzy Popiełuszko. Obecnie przeciwnicy szacunku do Boga i do człowieka zmienili
metody walki: przemoc fizyczną zastąpili przemocą ideologiczną, poprawnością
polityczną, szyderczą postawą wobec chrześcijan.
Z drugiej strony w sierpniu widzieliśmy inną młodzież, podejmującą wielodniowy
trud kilkusetkilometrowego marszu i rekolekcji w drodze. To przedstawiciele
zdecydowanej większości młodego pokolenia Polaków. Ponieważ jednak ci młodzi
ludzie przyznają się do jedynej religii, z której obecnie w Polsce i w Europie
można bezkarnie kpić, to "postępowe" media próbują ignorować ich świadectwo albo
ukazywać ich jako fanatyczną grupkę religijnych ekstremistów.
Warto przypominać nastolatkom, że to, co dzieje się przed Pałacem Prezydenckim,
wynika bezpośrednio z faktu, że ludzie sprawujący władzę w naszym kraju usiłują
zrobić wszystko, by społeczeństwo jak najszybciej zapomniało o ofiarach tragedii
spod Smoleńska, do której by nie doszło, gdyby rządy polski i rosyjski nie
zakpiły sobie z przygotowania podróży oraz z przyjęcia samolotu, na którego
pokładzie znalazła się elita polskiego społeczeństwa.
Już po wyborach prezydenckich politycy partii rządzącej zaczęli narzekać,
jakoby "kler" przeszkadzał w kampanii wyborczej, wtrącając się do polityki. Czy
coraz bardziej bezpardonowe słowa wobec biskupów, kapłanów ze strony ludzi
sprawujących władzę można odczytywać jako znak dobrze zaplanowanej walki z
Kościołem?
– Politycy raczej nie robią niczego przypadkowo, ale kierują się scenariuszami,
które na ich potrzeby przygotowują sztaby specjalistów. Kościół przeszkadza
przede wszystkim tym, którzy stosują podwójne standardy w życiu społecznym i
którzy chcą ukryć swoje prawdziwe zamiary, tym, którzy nie pozwalają podjąć
choćby dyskusji o karze śmierci dla morderców, ale chętnie promują karę śmierci
dla niewinnych dzieci w fazie rozwoju prenatalnego czy dla osób starszych, które
potrzebują opieki ze strony swoich bliskich oraz instytucji społecznych. Jest on
niewygodny dla tych, którzy kpią z wiernego małżeństwa i z trwałej, szczęśliwej
rodziny, a jednocześnie próbują ukazywać jako ideał postawę ludzi kierujących
się orientacją seksualną, a nie miłością, tworzących związki niepłodne. Jest on
również przeszkodą dla tych, którzy chcą zastąpić wychowanie promowaniem
rozwiązłości seksualnej czy bezmyślności pod pozorem edukacji seksualnej,
tudzież w oparciu o ideologiczne mity o istnieniu wychowania bezstresowego i
spontanicznej samorealizacji. To wszystko warto wyjaśniać młodym ludziom, by
uczyć ich myśleć realistycznie, kochać mądrze i pracować solidnie. Dobrą
przyszłość mają przed sobą ci, którzy naśladują Chrystusa, a nie ci, którzy kpią
z Niego i z Jego wyznawców.
Dziękuję za rozmowę.
Z ks. Markiem Dziewieckim, duszpasterzem i psychologiem, rozmawia Sławomir
Jagodziński
To, co się dzieje wokół znaku krzyża w Polsce, nie pozostaje bez znaczenia
dla formacji dzieci i młodzieży. W jaki sposób katecheci, duszpasterze powinni
wyjaśniać swoim uczniom, czym jest prawo do obecności symboli religijnych w
przestrzeni publicznej?
– W obecnej sytuacji precyzyjne i pogłębione wyjaśnianie wychowankom istoty
wolności religijnej oraz sensu krzyża stanowi – podobnie jak w czasach komunizmu
– jeden z istotniejszych wymiarów chrześcijańskiego wychowania. Trzeba wyjaśniać
nastolatkom, że ludzie przewrotni – uznający siebie za postępowych i
tolerancyjnych! – interpretują obecnie wolność religijną jako wolność promowania
ateizmu i życzliwość wobec wszystkich religii oprócz… chrześcijaństwa. Raczej
nikt w naszym kraju (w Europie także) nie odważyłby się zakazać komukolwiek
publicznego przyznawania się do judaizmu, islamu, buddyzmu czy ateizmu. Dla
partii lewicowych jedynym "zagrożeniem" dla świeckości państwa jest
chrześcijaństwo, czyli religia, która opowiada o niesłychanej historii miłości
Boga do człowieka i w której jedynym kryterium zbawienia jest miłość bliźniego.
Gdy precyzyjnie ukazujemy ten fakt młodzieży, to większość nastolatków staje się
zdolna do samodzielnego demaskowania przewrotności tych, którym podoba się
wszystko z wyjątkiem chrześcijańskiej miłości.
To samo dotyczy szacunku dla znaku krzyża…
– Pogłębione wyjaśnianie młodemu pokoleniu sensu krzyża to nie mniej ważne
zadanie dla księży i katechetów świeckich, a także rodziców i wszystkich
wychowawców chrześcijańskich. Przed Chrystusem krzyż był znakiem haniebnej formy
kary śmierci i brutalności pogan. Po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa krzyż
stał się znakiem miłości Boga do człowieka oraz symbolem nowych relacji
międzyludzkich opartych na przebaczeniu, miłości, wierności i szacunku. Krzyż to
znak patrzenia wertykalnego, czyli patrzenia z miłością w górę, w stronę Boga,
który nas rozumie, kocha i uczy kochać. Ale to także znak patrzenia
horyzontalnego, czyli patrzenia na ludzi, którzy żyją obok nas i których od Boga
uczymy się kochać także wtedy, gdy oni jeszcze nie kochają, a nawet wtedy, gdy
robią wszystko, aby nas do miłości zniechęcić.
W sierpniu mieliśmy okazję zobaczyć dwa obrazy młodzieży – z jednej strony
młodzi pielgrzymujący na Jasną Górę, a z drugiej ci, którzy w tym samym czasie
przychodzili pod Pałac Prezydencki po to, by kpić z krzyża, z modlących się tam
ludzi oraz z ofiar katastrofy smoleńskiej. Jak rozumieć to zjawisko?
– Po pierwsze, warto sobie uświadamiać, że ci inni to w skali społeczeństwa
nieznaczna mniejszość, ale mniejszość uznawana przez laickie media za ludzi
"postępowych i oświeconych". Stąd wyraźne – i życzliwe! – nagłaśnianie ich
obecności pod Pałacem Prezydenckim. Po drugie, pamiętajmy o tym, że krzyż zawsze
pozostanie znakiem sprzeciwu dla tych, którzy gardzą innymi ludźmi. "Ich losem –
zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić. To ci,
których dążenia są przyziemne" (Flp 3, 18-19). Tacy ludzie zmieniają jedynie
metody walki z Bogiem i człowiekiem. Komuniści mordowali albo bili tych, którzy
bronili krzyża i godności człowieka. Tak działo się nawet jeszcze dwadzieścia
kilka lat temu, a symbolem tej formy prześladowań stał się błogosławiony ks.
Jerzy Popiełuszko. Obecnie przeciwnicy szacunku do Boga i do człowieka zmienili
metody walki: przemoc fizyczną zastąpili przemocą ideologiczną, poprawnością
polityczną, szyderczą postawą wobec chrześcijan.
Z drugiej strony w sierpniu widzieliśmy inną młodzież, podejmującą wielodniowy
trud kilkusetkilometrowego marszu i rekolekcji w drodze. To przedstawiciele
zdecydowanej większości młodego pokolenia Polaków. Ponieważ jednak ci młodzi
ludzie przyznają się do jedynej religii, z której obecnie w Polsce i w Europie
można bezkarnie kpić, to "postępowe" media próbują ignorować ich świadectwo albo
ukazywać ich jako fanatyczną grupkę religijnych ekstremistów.
Warto przypominać nastolatkom, że to, co dzieje się przed Pałacem Prezydenckim,
wynika bezpośrednio z faktu, że ludzie sprawujący władzę w naszym kraju usiłują
zrobić wszystko, by społeczeństwo jak najszybciej zapomniało o ofiarach tragedii
spod Smoleńska, do której by nie doszło, gdyby rządy polski i rosyjski nie
zakpiły sobie z przygotowania podróży oraz z przyjęcia samolotu, na którego
pokładzie znalazła się elita polskiego społeczeństwa.
Już po wyborach prezydenckich politycy partii rządzącej zaczęli narzekać,
jakoby "kler" przeszkadzał w kampanii wyborczej, wtrącając się do polityki. Czy
coraz bardziej bezpardonowe słowa wobec biskupów, kapłanów ze strony ludzi
sprawujących władzę można odczytywać jako znak dobrze zaplanowanej walki z
Kościołem?
– Politycy raczej nie robią niczego przypadkowo, ale kierują się scenariuszami,
które na ich potrzeby przygotowują sztaby specjalistów. Kościół przeszkadza
przede wszystkim tym, którzy stosują podwójne standardy w życiu społecznym i
którzy chcą ukryć swoje prawdziwe zamiary, tym, którzy nie pozwalają podjąć
choćby dyskusji o karze śmierci dla morderców, ale chętnie promują karę śmierci
dla niewinnych dzieci w fazie rozwoju prenatalnego czy dla osób starszych, które
potrzebują opieki ze strony swoich bliskich oraz instytucji społecznych. Jest on
niewygodny dla tych, którzy kpią z wiernego małżeństwa i z trwałej, szczęśliwej
rodziny, a jednocześnie próbują ukazywać jako ideał postawę ludzi kierujących
się orientacją seksualną, a nie miłością, tworzących związki niepłodne. Jest on
również przeszkodą dla tych, którzy chcą zastąpić wychowanie promowaniem
rozwiązłości seksualnej czy bezmyślności pod pozorem edukacji seksualnej,
tudzież w oparciu o ideologiczne mity o istnieniu wychowania bezstresowego i
spontanicznej samorealizacji. To wszystko warto wyjaśniać młodym ludziom, by
uczyć ich myśleć realistycznie, kochać mądrze i pracować solidnie. Dobrą
przyszłość mają przed sobą ci, którzy naśladują Chrystusa, a nie ci, którzy kpią
z Niego i z Jego wyznawców.
Dziękuję za rozmowę.
