To był człowiek wielkiej odwagi
Z ks. bp. dr. Edwardem Frankowskim z Sandomierza, biskupem "Solidarności",
rozmawia Bogusław Rąpała
Ksiądz Biskup przyjaźnił się i współpracował z księdzem prałatem Henrykiem
Jankowskim. W jakich okolicznościach zaczęła się ta znajomość?
– Księdza Jankowskiego znałem od początku jego zaangażowania w duszpasterstwo
ludzi pracy. W tym samym czasie trwałem na posterunku jako proboszcz w Stalowej
Woli, gdzie również tworzyliśmy warunki dla powstania "Solidarności". Kolebką
tego ruchu była Stocznia Gdańska, a ja mogłem korzystać z doświadczeń księdza
prałata. To właśnie do niego zawiozłem dokumenty, żeby zarejestrować
"Solidarność" Huty Stalowa Wola. Spotykaliśmy się na rekolekcjach duszpasterzy
ludzi pracy, na uroczystościach solidarnościowych, bywałem w jego domu, gdzie
mnie zapraszał i bardzo serdecznie przyjmował, zaopatrywał mnie w cenną
literaturę i pomagał, gdy byłem chory.
Jakim człowiekiem był ksiądz prałat?
– Jego osoba budziła wielki szacunek u mnie i u innych, którzy go znali,
zwłaszcza u ludzi najbiedniejszych, którym najwięcej pomagał. Wiem z opowiadań i
relacji osób, z którymi spotykałem się w Gdańsku, i nie tylko, że wiele szpitali
i żłobków otrzymywało od niego pomoc, którą upraszał u osób zamożnych w kraju i
za granicą. Sam żył bardzo skromnie i oszczędnie, a w końcowym etapie życia –
jak słyszałem – brakowało mu nawet środków na utrzymanie siebie i na lekarstwa.
Posiadał wiele odznaczeń, ale nie otrzymywał ich od polskich władz. Bardziej był
ceniony przez innych niż przez swoich. Tak mocno wpisał się w powstanie i dzieje
"Solidarności", że historycy zawsze będą wiązać ten ruch społeczny i związek
zawodowy z jego osobą. Warto pamiętać o jego wielkiej przyjaźni z błogosławionym
księdzem Jerzym Popiełuszką. Razem rozpoczęli pielgrzymowanie ludzi pracy na
Jasną Górę.
Stoczniowcy mówią o księdzu prałacie Jankowskim: "Był naszym opiekunem
duchowym". Na czym polegała ta opieka?
– Słowa, jakie kierował do ludzi pracy podczas swoich kazań, były bardzo
odważne. Ksiądz Jankowski doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Polacy w
momentach przełomowych, historycznych i w trudnych doświadczeniach szukają
wsparcia w Kościele. 17 sierpnia 1980 r. ksiądz Jankowski odprawił Mszę św. przy
bramie Stoczni Gdańskiej dla tysięcy modlących się robotników. Ta Msza św.
umocniła ich stan ducha i przygotowała na trudną drogę wiodącą do pertraktacji z
ówczesnymi władzami komunistycznymi. Gdy przybył do stoczni, spowiadał w
samochodzie. To były wielkie rekolekcje. Robotnicy wyrzucali legitymacje
partyjne i przystępowali do spowiedzi. On tym wszystkim żył, to go wewnętrznie
ubogacało i przejmowało. Gdy trzeba było przyjść ludziom z pomocą, to
natychmiast przychodził. Wiemy, że w ślady stoczniowców z Gdańska poszli potem
pracownicy innych zakładów z całej Polski. To była prawdziwa solidarność.
Wielkie znaczenie dla ludzi pracy miały też Msze św. za Ojczyznę w kościele
św. Brygidy i homilie księdza prałata…
– Kazania księdza Jankowskiego dotyczyły zagadnień mających swoje źródło w
polskim życiu społecznym. Wzywał władze do rachunku sumienia, do dbałości o
kulturę polityczną oraz okazywania szacunku należnego Narodowi Polskiemu i jego
historii. Wzywał rządzących do rzetelności i prawdomówności. W nas zaś wyrabiał
przekonanie, że Bóg, Honor i Ojczyzna to podstawowe wartości, które należy
szanować i według nich żyć. On znał realia środowisk pracowniczych, nie tylko
tych w Gdańsku, ale i w całej Polsce. Miał odwagę oceniać elity polityczne,
które nie zdawały egzaminu i się kompromitowały. Ksiądz Jankowski zawsze
podkreślał, że Kościół w Polsce nigdy nie był Kościołem milczącym. Zawsze bronił
żywotnych interesów Narodu, szczególnie wtedy gdy były one zagrożone. Tę samą
opinię wyrażali ksiądz kardynał Stefan Wyszyński, ksiądz arcybiskup Ignacy
Tokarczuk z Przemyśla i wielu innych biskupów oraz kapłanów.
Po upadku systemu komunistycznego ksiądz prałat nie zmienił się, pozostał
wierny swoim ideom. Jednak wielu dawnych przyjaciół go opuściło, media zaczęły
go atakować…
– Dużo złego spotkało ks. Jankowskiego przede wszystkim ze strony tych środków
przekazu, które fałszują rzeczywistość i traktują ją wybiórczo. Również jego
wizerunek w tych mediach został zakłamany i był daleki od prawdy. Niestety,
wielu ludzi bezrefleksyjnie za prawdziwe uznaje to, co widzi i słyszy w
telewizji. Mimo że był atakowany i ośmieszany, stanowił wzór dla wielu księży,
którzy byli mu wdzięczni za to, że on miał odwagę iść do przodu, nie oglądając
się na to, czy będzie chwalony, czy tępiony. Robił to, co mu mówiło sumienie. W
czasach walki o prawa pracownicze zawsze szukał rozwiązań pokojowych. Chciał,
żeby problemy były rozwiązywane skutecznie, uczciwie i trwale, ale bez przelewu
krwi i niepotrzebnych cierpień.
Całe swoje życie poświęcił wdrażaniu w życie wszystkich Polaków zasad
katolickiej nauki społecznej. On był na te sprawy uwrażliwiony i miał doskonałe
rozeznanie. Mam nadzieję, że po śmierci księdza prałata Henryka Jankowskiego
powstanie dzieło o nim, prawdziwa biografia, napisana przez historyków,
socjologów i katolickich humanistów.
Dziękuję za rozmowę.
