Mama i tata

Wszystko, co uczyniliście
jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25,
40)

Dzień Świętości Życia przypada w Kanadzie w Dniu Ojca,
który obchodzony jest w tym kraju 20 czerwca. Wymowa łączności tych
dwóch świąt jest bardzo czytelna. Ojciec to dawca życia, odpowiedzialny
za jego powstanie, żywiciel i wychowawca, głowa rodziny. W niczym nie
umniejsza to roli matki – noszącej dziecko pod sercem do czasu porodu,
karmiącej je i troskliwie doglądającej, zawsze myślącej o potrzebach
dziecka, pełnej poświęcenia. Matka to nie to samo co ojciec, i
odwrotnie.
Wobec tych najoczywistszych praw natury zadziwia skłonność
niektórych środowisk do odwracania porządku rzeczy. Na przykład cała
dyskusja o „prawach” osób homoseksualnych do adopcji dzieci jest
oderwana od rzeczywistości.
W tym przypadku racjonalna argumentacja,
mająca na względzie dobro dzieci i porządek naturalny, jest
podporządkowana pożądliwości i posiadaniu za wszelką cenę „potomstwa”
przez osoby nieprzystosowane do ojcostwa i macierzyństwa. Nie każdy jest
przecież zdolny do rodzicielstwa – bądź fizycznie, bądź z innych
względów.
W naszej Ojczyźnie trwa dyskusja na temat zapłodnienia
pozaustrojowego. Polacy dzielą się, jak reszta świata, na zwolenników i
przeciwników tej „procedury”, a linia podziału staje się coraz
wyraźniejsza. To wbrew pozorom pozytywne zjawisko, gdyż w kwestii życia
trudno mówić o jakimkolwiek kompromisie. Można albo żyć, albo nie, stan
pośredni nie występuje.
Wszelkie próby „pożenienia” stanowisk, tak
„aby i wilk był syty, i owca cała”, są niemożliwe, gdy chodzi o kwestię
życia. Głośna ostatnio sprawa refundacji programu in vitro to zamiar
wciągnięcia całego społeczeństwa, wbrew woli sporej jego części, w
obszar współodpowiedzialności. Polacy zapłacili już wysoką cenę za lata
obowiązywania ustawy, wskutek której w latach 1956-1993 pozbawiono życia
wiele milionów dzieci w łonach matek. Efekty owych „usług” do dziś
odczuwamy i zawsze będziemy odczuwać. Tych ludzi nikt nie zastąpi. W
perspektywie mamy płacić za in vitro, kolejne zabijanie, tylko bardziej
nowoczesne. Za życie jednego trzeba będzie oddać kilka istnień.
W
Polsce w instytucjach wychowawczych czeka kilkadziesiąt tysięcy dzieci –
sierot biologicznych i społecznych. Nie mają ojców ani matek, tęsknią
za miłością, za domem rodzinnym, chcą kogoś nazywać mamą i tatą. Dzieci
opuszczające te placówki często mają ogromne problemy życiowe wynikające
z braku zaangażowania emocjonalnego i bliskich relacji z opiekunami. Co
się z nami stało? Gdzie podziała się zwykła ludzka solidarność?
Patrzymy, a nie widzimy, słuchamy, a nie słyszymy.

Hanna
Wujkowska


drukuj