Nieczynny elektorat
Wydawało się, że katastrofa smoleńska, która poruszyła cały Naród,
będzie czynnikiem wpływającym na mobilizację elektoratu. Mimo iż
frekwencja w pierwszej turze była wyższa o 5 procent aniżeli w pierwszej
turze wyborów prezydenckich w 2005 r., nie może być uznana za
zadowalającą.
Obecna mobilizacja elektoratu wypada blado w
porównaniu z pierwszą i jedyną turą wyborów prezydenckich roku 2000,
kiedy wyniosła ponad 61 proc., i pierwszą turą z roku 1995 – kiedy
wyniosła prawie 65 procent.
Oczywiście wpływ na frekwencję wyborczą,
jak i sam wynik wyborów na terytorium całego kraju lub tylko niektórych z
jego regionów mogą mieć wydarzenia nadzwyczajne. W tym roku mamy do
czynienia z wystąpieniem obydwu typów zjawisk niemalże równocześnie,
mowa oczywiście o katastrofie pod Smoleńskiem i klęsce powodzi. Ich
wpływ na wynik wyborów będziemy mogli poznać dopiero po szczegółowych
badaniach, zaś oddziaływanie na frekwencję wyborczą widzimy już dzisiaj.
Pole dla Trybunału Konstytucyjnego
Specyficzna
sytuacja, w jakiej znalazło się państwo polskie po 10 kwietnia br.,
powoduje, że należy się zastanowić nad poszerzeniem kompetencji
Trybunału Konstytucyjnego, którego orzeczenia posiadające charakter
ostateczny mogłyby doraźnie regulować niedomówione lub nieuregulowane
Ustawą Zasadniczą sytuacje nadzwyczajne. Tak jak to miało miejsce przed
referendum akcesyjnym z roku 2003 roku, kiedy to wyrok Trybunału
Konstytucyjnego potwierdził możliwość przeprowadzenia dwudniowego
referendum oraz publikowanie w trakcie jego trwania informacji o
wysokości frekwencji wyborczej, od której uzależniona jest ważność
referendum. Teza ta znajduje swe kolejne uzasadnienie w nadzwyczajnej
sytuacji, jaka zaistniała na terenie kilku województw w następstwie
katastrofalnej powodzi. Jak bowiem wprowadzenie stanu klęski, w wyniku
którego wybory prezydenckie mogłyby się odbyć dopiero jesienią, miałoby
się do artykułu 128 Konstytucji nakazującego rozpisanie wyborów w
sytuacji zaistniałej po 10 kwietnia w terminie 60 dni od ich
zarządzenia, które musiało nastąpić w tym wypadku najpóźniej w 14. dniu
od śmierci prezydenta?
Uprawnienia a frekwencja
Specyfika
wyborów prezydenckich w Polsce po 1989 roku uwarunkowana jest kilkoma
podstawowymi czynnikami. Po pierwsze, trybem wyboru głowy państwa w
wyborach powszechnych bezpośrednich. Niektórzy obserwatorzy sceny
politycznej uważają, że plebiscytowy charakter wyborów prezydenckich
negatywnie wpływa na funkcjonowanie państwa i systemu politycznego. Z
drugiej strony należy podkreślić, że w minionym dwudziestoleciu – w tym
roku przypada bowiem rocznica pierwszych demokratycznych wyborów w
Polsce, którymi były wybory prezydenckie roku 1990 – stały się one
ważnym elementem życia politycznego i społecznego, co wyraża się w
wyższej frekwencji wyborczej aniżeli w wyborach parlamentarnych.
Wybór
prezydenta w wyborach powszechnych, nadający temu urzędowi wysoką
legitymację społeczną, jest niewspółmierny do uprawnień głowy państwa
określonych w Ustawie Zasadniczej. Być może także małe uprawnienia
prezydenta przekładają się na mniejsze zainteresowanie wyborców
wyborami. Prezydent posiada możliwość wystąpienia z samodzielną
inicjatywą ustawodawczą w zakresie polityki wewnętrznej. Przysługuje mu
instytucja weta wobec ustaw uchwalonych przez parlament. Oczywiście
znacznie większe uprawnienia prezydent ma w ramach prowadzenia polityki
zagranicznej, szczególnie w momencie, kiedy występuje jako strażnik
suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i
niepodzielności jego terytorium.
Frekwencja w Polsce z reguły jest
większa w dużych ośrodkach miejskich, a mniejsza na terenach wiejskich –
oczywiście od tej reguły zawsze znajdziemy wyjątki. Jednakże
uwarunkowanie to jest z pewnością czynnikiem wpływającym na ostateczny
wynik wyborów. Na terytorium Rzeczypospolitej kolejną ważną determinantą
są wyraźne różnice w preferencjach wyborczych o charakterze
terytorialnym. I tak z reguły Mazowsze i centralna Polska oraz
województwa wschodnie i południowe – poza ośrodkami miejskimi – głosują
na ugrupowania konserwatywne, ludowe i narodowe, zaś w województwach
zachodnich i na Pomorzu oraz Warmii większym poparciem cieszą się partie
liberalne, a w przypadku rejonów popegeerowskich i mniejszych miast –
partie populistyczne i lewicowe. W przypadku małych ośrodków miejskich
poparcie dla partii lewicowych jest wysokie w skali całego kraju. Z
perspektywy tych zależności niska frekwencja wyborcza w województwach
wschodnich i południowych z pewnością wpłynęła na słaby wynik Jarosława
Kaczyńskiego, zaś duża frekwencja w dużych ośrodkach miejskich była
okolicznością wzmacniającą pozycję Bronisława Komorowskiego.
Wotum
nieufności?
Frekwencja wyborcza stanowi jeden z
najważniejszych czynników wpływających na legitymizację tak systemu
politycznego, jak i władzy sprawowanej przez partie czy koalicje
rządowe. Dlatego też w ostatnich latach ustawodawca podejmował liczne
działania zmierzające do jej zwiększenia. Pojawiały się i pojawiają
między innymi różne propozycje zmierzające do osiągnięcia jak najwyższej
partycypacji społeczeństwa w życiu politycznym państwa. I tak
zamierzano – opierając się na doświadczeniach państw Europy Zachodniej i
Stanów Zjednoczonych – wprowadzić głosowanie drogą internetową,
przedłużyć głosowanie do dwóch dni lub też co bardziej radykalni
politycy zastanawiali się nad możliwością wprowadzenia przymusu
wyborczego. Przykładem propozycji, która po wielu sporach znalazła swe
odzwierciedlenie w prawie wyborczym, jest głosowanie przez pełnomocnika,
które zostało wprowadzone po raz pierwszy przy obecnych wyborach
prezydenckich.
Z tej perspektywy niezrozumiała wydaje się praktyka
uzależniająca możliwość oddania głosu w wyborach prezydenckich przez
osoby posiadające obywatelstwo polskie, a na stałe mieszkające za
granicą, od posiadania ważnego paszportu. Należy bowiem się zastanowić,
czy sam fakt posiadania paszportu nie stanowi o obywatelstwie, a jego
ważność powinna być w tym przypadku sprawą wtórną.
Dr Maciej
Wojtacki
Autor jest politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole
Kultury Społecznej i Medialnej.
