Ta ofiara nie była daremna

Z senatorem Piotrem Łukaszem Andrzejewskim, prawnikiem
konstytucjonalistą, przewodniczącym pozarządowej organizacji Polski Komitet
Norymberga II, rozmawia Adam Kruczek

Po tragedii pod Katyniem i po reakcji strony rosyjskiej na to
wydarzenie pojawiły się opinie, że oto mamy do czynienia z przełomem w
stosunkach rosyjsko-polskich, w tym dotyczącym zbrodni katyńskiej. Pan od lat
uczestniczy w ujawnianiu prawdy o Katyniu, czy dziś jest Pan w tej kwestii
optymistą?

– To wydarzenie musi zaważyć na stosunku Rosji do
przeszłości sprzed 70 lat w ramach prowadzonej przez to państwo polityki
historycznej. Warto pamiętać, że jeszcze w stanowisku Ministerstwa Spraw
Zagranicznych Rosji z września 1999 r. znajdowały się szokujące stwierdzenia
negujące agresję ZSRS na Polskę 17 września 1939 r., wskazujące, że nie znajduje
ona potwierdzenia w dokumentach międzynarodowych! Nie tak dawno na terenie
parlamentu rosyjskiego rozpowszechniano książki wracające do dwuznaczności w
sprawie odpowiedzialności za zbrodnię katyńską. Jeszcze na uroczystości z 7
kwietnia 2010 r. w oświadczeniu premiera Władimira Putina, nieskontrowanym
zresztą przez stronę polską, padło stwierdzenie, że w Katyniu są najpierw liczne
ofiary rosyjskie totalitaryzmu stalinowskiego, są też oficerowie polscy, ale
również rozstrzeliwani przez Niemców Rosjanie, w tym czerwonoarmiści. Ten trzeci
element został zrównany z dwoma poprzednimi, co może uzasadniać tezę o
rosyjskich wątpliwościach, czy to jednak nie Niemcy, którzy też tam popełniali
zbrodnie, zabili polskich oficerów. Teraz pojawiły się przesłanki niejako
zmuszające do tego, aby w ramach wzajemnych stosunków rosyjsko-polskich spojrzeć
od nowa na „szydło”, które wychodzi z worka tak jawnie, iż już nie można
powiedzieć, że nie ma problemu albo że jest on tak dwuznaczny, iż wraz z innymi
historycznymi zaszłościami powinien odejść do lamusa historii. Wydaje się, że
mamy w tej chwili dobry klimat dla sprawdzenia Rosjan, w jakim zakresie ich
postawa to tylko polityczny manifest obliczony na doraźny skutek, a w jaki –
rzeczywista chęć rozwiązania tej dychotomii w traktowaniu przeszłości w ramach
historycznej prawdy przez dzisiejszą Rosję i dzisiejszą Polskę.

Decyzję Sądu Najwyższego w Moskwie o ponownym rozpatrzeniu skargi
stowarzyszenia Memoriał na utajnienie uzasadnienia umorzenia śledztwa w sprawie
zbrodni katyńskiej można uznać za zwiastun poprawy w tym zakresie?

Przede wszystkim jest to przykład bardzo sprawnej, realizowanej także za pomocą
sądów, bieżącej polityki Rosji. Przecież ten werdykt niczego nie przesądza.
Śledztwo może być wznowione i może się toczyć przez następne 20 lat z
niewiadomym skutkiem. Może częściowo będzie odtajnione. To jest taka gra wokół
wizerunku, jaki chce mieć obecnie Rosja w świecie i w stosunkach z Polską. Ale
oczywiście sam werdykt sądu oceniam pozytywnie. I myślę, że jest to jeden z tych
faktów, który by nie zaistniał bez tragedii pasażerów prezydenckiego samolotu w
drodze do Katynia, czyli tragedii katyńskiej nr 2.

Jak można sprawdzić rzeczywiste intencje władz rosyjskich w sprawie
zbrodni katyńskiej?

– Najbliższa przyszłość pokaże, czy za tymi
deklaracjami pójdą czyny. Rosjanie powinni otworzyć archiwa, pokazać
dokumentację, nie zasłaniać się i nie dozować tego, co w zasadzie powinno być w
pełni dostępne dla polskich instytucji badających historię oraz organów
ścigania. Mówię tu nie tylko o dokumentach dotyczących Katynia, Charkowa i
Miednoje, ale tego, o co występował Komitet Norymberga II ustami śp. Wojciecha
Ziembińskiego, Jacka Trznadla, Adama Macedońskiego i moimi już od września 1993
roku. Postulowaliśmy wtedy, aby śledztwem polskim objąć ogół zbrodni
popełnionych na Narodzie Polskim przez stalinowsko-sowiecką Rosję. Przypomnę, bo
nieczęsto się o tym mówi, że Stalin planował wielką czystkę etniczną, której
jednym z elementów była zbrodnia katyńska. Rosyjski plan ludobójczy, dokonywany
czynem ciągłym, zaczyna się od czystki w 1938 roku, kiedy to zamordowano co
najmniej 110 tys. osób pochodzenia polskiego, a stosunek Rosji sowieckiej do
Polaków był taki, jak Rzeszy Niemieckiej do Żydów, choć oczywiście wtedy jeszcze
„rozwiązanie ostateczne” się nie pojawiło. Również po mordzie katyńskim, wtedy
kiedy Sowieci zostali zaatakowani w 1941 r. przez sojusznicze Niemcy
hitlerowskie, doszło do wyniszczenia elity polskiej osadzonej w bolszewickich
więzieniach. Dzisiaj usiłuje się ograniczyć zakres zbrodni państwa sowieckiego
na Narodzie Polskim. To droga zacierania śladów.

Dlaczego tak ważne jest otwarcie sowieckich archiwów? Czy prawda o
zbrodni katyńskiej wymaga jeszcze odsłonięcia?

– To jest warunek
rozwiązania problemów, które nas dzielą, i tym samym stworzenia dla naszych
narodów autentycznych podstaw życia w prawdzie. My prawdę katyńską znamy, nie
musimy jej odsłaniać. Była to zbrodnia ludobójstwa, zbrodnia wojenna na
niewinnych ludziach, naruszenie prawa międzynarodowego w najbardziej drastycznej
formie. Rosja sowiecka wypełniła wszystko to, co zarzucano Niemcom hitlerowskim
w procesie norymberskim. Jest tylko problem zinwentaryzowania skutków tego
ludobójstwa. Śledztwo katyńskie podjęte przez IPN, zresztą wychodzące ze
słusznych założeń, ma wystarczający zasób materiałów, które udało się zgromadzić
rządowi londyńskiemu, i materiałów niemieckich, które w zakresie faktograficznym
w większości odpowiadają rzeczywistości, oraz materiałów amerykańskich – wyników
pracy Komisji Maddena Kongresu Stanów Zjednoczonych. Nie wiem, dlaczego ciągle
mówimy o jakimś wyświetleniu prawdy katyńskiej. Prawda jest wystarczająco znana
i udokumentowana. Istnieją jedynie problemy z uznaniem tej prawdy oraz z
wyspecyfikowaniem i udostępnieniem materiałów, które tej prawdzie służą, a które
znajdują się w utajnionych rosyjskich archiwach. Oczywiście, niespełnionym dotąd
postulatem pozostaje rozszerzenie obecnie prowadzonego śledztwa albo podjęcie
osobnego na poplecznictwo zbrodni w postaci kłamstwa katyńskiego, analogicznie
do kłamstwa oświęcimskiego.

Co stoi temu na przeszkodzie?
– Uwikłana jest w to
ogromna liczba osób żyjących w Polsce. Polska przez dziesięciolecia z inicjatywy
Rosji była poplecznikiem tej zbrodni. Oczywiście, przede wszystkim sama Rosja do
sławnego wystąpienia Borysa Jelcyna była takim poplecznikiem. W zasadzie cała
poprawność polityczna, która do dziś mocno ogranicza mówienie pełnym głosem o
sowieckich zbrodniach na Polakach, jest w pewnym sensie poplecznictwem dla tych
zbrodni.

Można spotkać się z opinią, że to polskie prawo uniemożliwia
skuteczne ściganie sprawców zbrodni katyńskiej.

– Już od dłuższego
czasu występuję wobec kolejnych ministrów sprawiedliwości III RP jako senator i
jako przewodniczący Polskiego Komitetu Norymberga II z inicjatywą, aby kodeks
postępowania karnego uzupełnić o możliwość prowadzenia procesu przeciwko
nieobecnemu oskarżonemu. Mamy taką instytucję w kodeksie karnym w sprawach o
przestępstwa karno-skarbowe, więc to nie nowość w systemie prawa polskiego.
Niestety, ta inicjatywa nie jest realizowana. Ja ją ponowię, bo zarówno jeśli
chodzi np. o pana Mazura, domniemanego zleceniodawcę zabójstwa Marka Papały, jak
i nieustalonych sprawców zbrodni katyńskiej, można byłoby prowadzić
postępowanie. Pozwoliłoby to również kontynuować akt oskarżenia rosyjskiego z
Norymbergi w sprawie tej zbrodni, tym razem kierując je nie przeciwko
zbrodniarzom hitlerowskim, ale zbrodniarzom stalinowskim.

Jak Pan ocenia zaangażowanie państwa polskiego po 1989 r. w
rozwiązanie problemu zbrodni na Polakach popełnionych przez Rosję
sowiecką?
– Moje doświadczenia są dość gorzkie, gdyż byłem naocznym
świadkiem tego, jak Polska po 1989 r. prawdę tę wielokrotnie składała jako
ofiarę na ołtarzu poprawności stosunków z Rosją. Przypomnę, że co prawda w 1993
r. wszczęto polskie śledztwo katyńskie, rozszerzone następnie staraniem Komitetu
Norymberga II na wszystkie sowieckie zbrodnie popełnione na Narodzie Polskim,
ale zostało ono po cichu umorzone przez ministra SLD Jerzego Jaskiernię. Później
wielokrotnie interweniowałem w tej sprawie u ministrów sprawiedliwości kolejnych
ekip rządowych. Za każdym razem spotykałem się z pozytywną oceną merytoryczną,
ale z zawstydzającym stwierdzeniem, że jest to decyzja tak dalece rzutująca na
wzajemne stosunki między Polską a Rosją, że musi w jakimś sensie być zgodna z
tym, co robi Rosja. Pamiętam, że gdy swego czasu interweniowałem u ministra
Stefana Śnieżki, usłyszałem: „No dobrze, dobrze, ale najpierw spróbujmy uzyskać
co się da z rosyjskich dokumentów”. Dopiero gdy prof. Leon Kieres, jako prezes
IPN, usłyszał w Moskwie, że nic nie dostanie, a rosyjskie śledztwo jest
umorzone, ośmielił się wszcząć ponownie polskie śledztwo. Mam wrażenie, bo po
cichu to zrobiono, że decyzja nastąpiła po konsultacjach związanych z
poprawnością polityczną w stosunkach polsko-rosyjskich. Wcześniej, po cofającym
dochodzenie do prawdy stanowisku ministerstwa spraw zagranicznych Rosji z 1999
r., o którym już wspomniałem, zorganizowaliśmy w Senacie konferencję na temat
likwidacji skutków zmowy Hitler-Stalin. Tam powstała koncepcja powołania
międzynarodowej komisji do zbadania zakresu i charakteru zbrodni popełnionych na
Narodzie Polskim. Zaangażowało się w to wiele znanych osobistości i wydawało
się, że inicjatywa szła w dobrym kierunku, ale zabrakło woli politycznej po
stronie polskiej. Tej dobrej woli brak do dziś. Innym zaniedbaniem III
Rzeczypospolitej jest zlekceważenie wysiłków Kongresu Stanów Zjednoczonych w
ujawnieniu zbrodni katyńskiej. Zwykła przyzwoitość w stosunkach
polsko-amerykańskich wymaga tego, by ustosunkować się inaczej niż Bolesław
Bierut do przygotowanego wielkim nakładem sił i środków tzw. raportu Maddena.
Mimo że mamy te materiały, do dziś polski rząd nie podziękował rządowi i
Kongresowi amerykańskiemu i dopiero teraz usiłuje się je tłumaczyć.

Czy nie sądzi Pan, że tak symboliczna katastrofa, w której niejako w
drodze po prawdę katyńską zginęli kolejni wybitni Polacy, spowoduje nadrobienie
tych zaniedbań?

– Wydaje mi się, że ta ofiara nie była daremna. Po
pierwsze, nastąpiło przebudzenie polskiego społeczeństwa, po drugie, wreszcie
doszło do pewnego przywołania do porządku naszych elit. Stało się jasne, że nie
wystarczy tylko mówić o prawdzie, ale trzeba jej dochodzić w kategoriach
sprawiedliwości, środkami pozytywistycznymi, takimi, które przewiduje polski
system prawny i prawo międzynarodowe. Dziś sytuacja do tego dojrzała.
Przeegzaminujmy Rosję putinowską z deklarowanej dobrej woli w zakresie
współdziałania na tym polu. Zapraszam do Komitetu Norymberga II nie tylko
Władimira Bukowskiego, ale i kolegów z Memoriału, byle tylko nie zaczęli ginąć w
niewyjaśnionych okolicznościach, jak np. pani Anna Politkowska. Trzeba zadbać o
to, aby liczba ofiar kłamstwa katyńskiego i zbrodni ludobójstwa popełnionej na
Narodzie Polskim przez Rosję sowiecką dalej się nie mnożyła.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj