Akcja ratownicza trwała 10 minut
Z Tomaszem Hypkim, sekretarzem Krajowej Rady Lotnictwa, rozmawia
Paweł Tunia
Na podstawie dotychczasowej wiedzy można ustalić, czy samolot Tu-154M
z polską delegacją na pokładzie rozpadł się już w powietrzu, czy dopiero na
ziemi?
– Najprawdopodobniej momentem, który doprowadził do
katastrofy, było uderzenie lewym skrzydłem o drzewo i prawdopodobne uszkodzenie,
a nawet odłamanie tego skrzydła, bo jego fragment leżał dużo wcześniej niż
reszta konstrukcji. Mogło to spowodować obrót na plecy całego samolotu, który
uderzył w ziemię, będąc już kołami do góry, stąd koła są w niezłym stanie, a
kadłub, co widać na zdjęciach, został zmiażdżony w sposób zupełnie
nieprawdopodobny.
Syreny zawyły o 8.56, ale jeden z dziennikarzy wiedział o katastrofie
16 minut wcześniej. Jak ważne dla ustalenia przyczyn tragedii są te różnice
czasowe?
– Spekulacje co do czasu nie mają znaczenia. Byłoby to
ważne, gdyby do wypadku doszło w jakiejś puszczy, z dala od ludzi, natomiast
tutaj świadków wydarzenia było wielu, a czy mieli lepiej lub gorzej ustawione
zegarki, to już jest inna sprawa. Pierwszy raport, który złożono oficjalnie w
sobotę wieczorem premierowi Władymirowi Putinowi, mówił, że do katastrofy doszło
o 10.50, o 10.51 rozpoczęła się akcja ratownicza, a zakończono ją o 11.01 (czasu
rosyjskiego). Rosjanie, moim zdaniem, od początku podawali czas prawidłowy.
Polacy podawali, jak sądzę, czas, kiedy dotarła do nich informacja, czyli 6
minut później. Według mnie, jest to jednak odwracanie uwagi od kluczowych spraw,
bo gdyby to wydarzyło się na jakimś odludziu i miało jakieś znaczenie, to warto
by ten temat drążyć, natomiast działo się to na oczach wielu świadków, nie była
to więc katastrofa tajna.
Według Międzypaństwowego Komitetu Lotnictwa, z zapisu czarnych
skrzynek wynika, że system TAWS samolotu Tu-154M był włączony. Podczas lądowania
1,5 godziny wcześniej samolotu JAK nie było problemów z odczytem wysokości na
podstawie jednostek ciśnienia podanych mu z wieży, tymczasem w przypadku Tu-154M
mogło dojść do niedokładności. Jak to wytłumaczyć?
– To nie ma
znaczenia, bo tam znajdował się radiowysokościomierz, w tym przypadku
najważniejszy przyrząd, który bardzo precyzyjnie powinien podawać wysokość nad
poziomem ziemi. Ciśnieniomierz aerodynamiczny jest z natury rzeczy dosyć
niedokładny. Wymaga precyzyjnego skalibrowania w dwóch miejscach: na ziemi i w
samolocie, i to już wprowadza duże niedokładności. Obiekt jest w ruchu i
właściwe ustalenie parametrów ciśnieniowych nie jest proste. Tutaj trzeba
uwzględnić m.in. prędkość własną samolotu, temperaturę powietrza. Poleganie na
wysokościomierzu ciśnieniowym jest ryzykowne. Kiedy nie było
radiowysokościomierzy, to tego używano, ale teraz wszędzie jest elektronika. W
Tu-154M są oba urządzenia. Jedna ze spekulacji, dlaczego samolot się rozbił,
jest taka, że leciał wzdłuż wąwozu, radiowysokościomierz mógł mu nadawać
wysokość nad ziemią prawidłowo, i on prawidłowo schodził, tylko że zmienił się
profil ziemi, który się podniósł. Wtedy gdy wyszedł z wąwozu, był już za nisko.
Jednak są to jedynie spekulacje.
Dziękuję za rozmowę.
