Tego świat jeszcze nie widział

Najpierw spotykam dziennikarza słoweńskiej telewizji publicznej RTV
Bostjana Anzina. Przyszedł na Stare Miasto już o świcie, gdy na Krakowskim
Przedmieściu jeszcze nie ma takiego ruchu i można stosunkowo swobodnie
przemieszczać się z kamerą. Zaczepiam go, gdy sprawdza mikrofon. – Nie jestem w
stanie porównać tego z jakimkolwiek innym wydarzeniem, nad jakim pracowałem.
Jeśli chodzi o samą pracę, to naturalne, że w takich wypadkach wkradł się w nią
spory chaos, jednak służby prezydenckie bardzo szybko sobie z nim poradziły –
mówi.

– Takich wydarzeń w życiu nie relacjonowaliśmy – mówią dziennikarze z całego
świata zgromadzeni przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Kilkadziesiąt wozów
transmisyjnych, mnóstwo kamer i kilkuset dziennikarzy, fotoreporterów i
pracowników zagranicznych ekip telewizyjnych na bieżąco przekazuje informacje z
tragicznych wydarzeń z naszego kraju. Pracują od rana do wieczora. Wielu spośród
nich naprawdę rozumie tragedię, jaka dotknęła nasz Naród.
– Tak naprawdę to
nie jestem w stanie przywołać czegoś takiego – podkreśla reporter armeńskiej
telewizji Artak Herikyan. – Najtrudniej było pracować w niedzielę. Jako
dziennikarz powinieneś być teoretycznie przygotowany na pracę w każdych
warunkach i do niej przyzwyczajony. Lecz to, co zobaczyliśmy w Warszawie w
sobotę i w niedzielę, było naprawdę zdumiewające. Ja osobiście oniemiałem, kiedy
zobaczyłem, jak ludzie zareagowali na to, co się stało. Widziałem, jak
przychodzili tu i gromadzili się w coraz większej liczbie – opisuje swoje
wrażenia AnzĄin. – Informujemy o tym wydarzeniu przynajmniej trzy razy dziennie
w słoweńskiej telewizji. Jako korespondent byłem obecny w Polsce na wyborach,
referendach i w czasie innych ważnych wydarzeń, lecz czegoś podobnego jeszcze
nie widziałem. Wiedziałem, że mogą przyjść tu ludzie, ale nie spodziewałem się
tak nieprzebranych tłumów i takiej jedności. Politycznie ta jedność nie przetrwa
pewnie specjalnie długo, ale wierzę, że jesteście twardym Narodem i przetrwacie
ten kryzys – dodaje.
Kiedy pytam zagranicznych dziennikarzy o ich osobiste
odczucia związane z katastrofą pod Katyniem, nie ukrywają, że o ile wzruszyła
ich postawa zwykłych Polaków, o tyle jednocześnie dziwią się zachowaniu polskich
elit politycznych i niektórych mediów. – To straszliwa tragedia dla całego
Narodu Polskiego. Straciliście bowiem prezydenta. Jestem przy tym bardzo
zdziwiony, że pomimo takich wydarzeń w tle słyszymy już o jakichś intrygach
politycznych, próbach obsadzania stanowisk. To dość dziwne. Patrząc też na to,
co się dzieje obecnie w telewizji, i porównując to z tym, co się działo
wcześniej, nie potrafię rozstrzygnąć, czy Polacy tak naprawdę nie lubili, czy
może lubili prezydenta Kaczyńskiego – przyznaje wyraźnie skonfundowany Artak
Herikyan. – Obserwując Polaków od pewnego czasu, a te ostatnie wydarzenia mnie w
tym utwierdziły, doszedłem do wniosku, że są oni bardzo współczujący, potrafią
być solidarni, ale też kierują się emocjami – mówi słoweński dziennikarz. Za
chwilę jednak lekko zakłopotany dodaje: – Przyznaję, że w mojej karierze, kiedy
pracowałem nad tematami dotyczącymi prezydenta Kaczyńskiego, odnosiłem się
krytycznie do jego polityki, jego relacji w stosunkach z Unią Europejską czy
ostrego traktowania Rosji lub Niemiec.
– W Słowenii zastanawiamy się obecnie,
co się stanie z Polską oraz z Prawem i Sprawiedliwością. Straciliście bowiem
elity. Odeszli przecież ludzie, którzy byli naprawdę znaczącym czynnikiem dla
polskiej polityki przez wiele ostatnich lat. Ciężko więc zebrać wszystkie myśli
i przeprowadzić jakąś analizę polityczną, ponieważ nigdy w historii świata nic
podobnego się nie stało – zastanawia się BosĄtjan AnzĄin.
Na placu przed
Pałacem Prezydenckim pracują dziennikarze nie tylko z Europy. Spotykam operatora
jednej z telewizji australijskich, który wyraźnie dokądś się spieszy,
przeciskając się przez tłum. Próbuję porozmawiać z pewną azjatycką dziennikarką,
jednakże – jak się po chwili okazuje – nie władamy żadnym z języków, który
pozwalałby się nam porozumieć. Jednak łatwo się domyślić, że jest podekscytowana
całą sytuacją, a jednocześnie zdumiona postawą Polaków. Kiedy podszedłem do
niej, pokazywała swojemu operatorowi, jak długa jest kolejka osób chcących oddać
hołd parze prezydenckiej bądź złożyć wpis w księdze kondolencyjnej. Próbuję
jeszcze porozmawiać z fotoreporterem, który usiadł w bramie Ministerstwa Kultury
i Dziedzictwa Narodowego pomiędzy zniczami i kwiatami i próbuje wysłać zdjęcia z
laptopa. Okazuje się, że jest z Łotwy i pracuje dla Agencji Reutera. Kiedy pytam
go, czy poświęci mi chwilkę, odpowiada, że z chęcią, ale za jakiś czas. – Zaraz
jest wprowadzenie pocztów sztandarowych do pałacu, muszę to zrobić – ucina.
Później nie udaje mi się już go spotkać. Jest to zwyczajnie niemożliwe. Ludzi z
każdą chwilą przybywa. Pod Pałacem Prezydenckim są przecież nie tylko
warszawiacy, ale Polacy dosłownie ze wszystkich zakątków kraju i goście ze
świata.
Słyszę język angielski, włoski, niemiecki, hiszpański, spotykam
delegację z Japonii, rozpoznawalną po nieodłącznych aparatach fotograficznych. Z
dużym trudem udaje mi się wydostać na ulicę. A to przecież dopiero południe.
Wieczorem będzie tu zdecydowanie więcej osób. Takich wydarzeń świat jeszcze nie
widział.

Łukasz Sianożęcki

drukuj