Męczennicy z Orisy

Kościół katolicki w stanie Orisa w Indiach rozpoczął przygotowania do
procesu beatyfikacyjnego, który uznałby tych, którzy zostali zamordowani za
wiarę w czasie prześladowań w 2008 roku, za męczenników. – Musimy zebrać
niepodważalne i odpowiednie informacje o tych, którzy zginęli za wiarę –
powiedział UCA News ks. abp Raphael Cheenath SVD z Cuttack-Bhubaneswar, który
stoi na czele Kościoła w tym wschodnim stanie Indii.

Pierwszym krokiem archidiecezji było utworzenie komisji, której zadaniem
będzie zebranie informacji o około 90 osobach, które zostały zabite w 2008 roku.
Ojciec Joseph Kalathil, wikariusz generalny archidiecezji, wyrażając zadowolenie
z tych działań, zwrócił uwagę, że przyczyni się to do pamięci o tych, którzy
woleli raczej umrzeć, niż zrezygnować ze swojej wiary. Z kolei Paul Pradhan,
katolik z Orisy, który cudem uniknął śmierci z rąk hinduistycznych ekstremistów,
podkreśla, iż ludzie, którzy zginęli za wiarę, będą doskonałym źródłem
inspiracji duchowej i wzorem dla przyszłych pokoleń.

– Wierzymy w wartość ofiary Chrystusa, ale także w wartość ofiary tych,
którzy oddają swoje życie za wiarę. Jesteśmy przekonani, że ofiara chrześcijan z
Orisy będzie umocnieniem dla całego Kościoła, a szczególnie dla Kościoła w
Indiach, podkreślił w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. bp Wiktor Skworc,
przewodniczący Komisji ds. Misji Konferencji Episkopatu Polski. – Jestem
przekonany, że krew tych ludzi będzie stanowić umocnienie dla wszystkich, którzy
wierzą w Chrystusa i stanie się nowym zasiewem Kościoła – dodał.
Brat
Varghese Theckannath Montfort, który z grupą katolickich prawników włączył się w
przygotowania do procesu beatyfikacyjnego, podkreśla, że cały Kościół indyjski
jest dumny z męczenników z Orisy.
– Męczennicy przyczynili się do wspólnego
doświadczenia wiary Kościoła. Nie możemy ignorować ich doświadczenia –
stwierdza. Inicjatorzy rozpoczęcia prac procesowych podkreślają, że ofiary
antychrześcijańskiej przemocy pochodzą z najbiedniejszych z biednych. Patrzyli
na gangi zabójców, na ich miecze, ogień i nie porzucili swojej wiary.
– Nawet
ich mordercom musi być dziś wstyd – mówią. – Kościół nie powinien się nawet
zastanawiać w tej sprawie, tylko rozpoczynać proces. Będzie on na pewno bardzo
trudny, ale to rzecz warta wysiłku – podkreśla ordynariusz Berhampur ks. bp
Sarat Chandra Nayak.
W sierpniu i wrześniu 2008 roku życie za wiarę w Indiach
oddało około 90 osób. Pomimo że od ich śmierci minęły dwa lata, pamięć o nich
żyje w Orisie i w całym Kościele indyjskim. Jak mówią tamtejsi chrześcijanie,
przykład braci wzmacnia ich wiarę i zaangażowanie w zbawczą misję Chrystusa.

Małgorzata Pabis

 

————————————————————–

 

Zbieranie dokumentów i świadectw początkiem
drogi

O. Gabriel Bartoszewski OFMCap, doktor prawa kanonicznego, członek
licznych procesów beatyfikacyjnych:


Aby proces mógł się rozpocząć, muszą zostać zebrane odpowiednie
dokumenty, m.in: życiorysy zabitych oraz opinie wiernych. Biskup miejsca musi
także mieć przekonanie, że ludzie oddali życie za wiarę.

Kiedy te wszystkie dokumenty zostaną zebrane, ordynariusz zwraca się do
Konferencji Episkopatu z pytaniem, czy stosowne jest rozpoczęcie takiego
procesu. Gdy zostaje wydana pozytywna opinia, dokumenty są przesyłane do
Watykanu do Kongregacji do Spraw Świętych, gdzie następuje ich dalsze
badanie. Według istniejącego przepisu, Kongregacja nie wydaje opinii, że
"nic nie stoi na przeszkodzie", by taki proces rozpocząć, przed upływem
pięciu lat od śmierci kandydata na ołtarze. Dotychczas tylko w dwóch
przypadkach ten czas został skrócony: w procesach Matki Teresy i Jana Pawła
II. Kiedy upłynie pięć lat, a przedstawione dokumenty są kompletne i świadczą
o tym, że można rozpocząć proces, informacja ta z Watykanu jest przekazywana
do diecezji.
not. MP

 

drukuj