To były prywatne rozmowy

Były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński i
wiceminister finansów Jacek Kapica działali na szkodę państwa, żadnej afery nie
było, a podsłuchane przez CBA rozmowy z Ryszardem Sobiesiakiem, np. w sprawie
skompromitowania i pozbycia się z rządu wiceministra Kapicy, „to prywatna
rozmowa” – tłumaczył hazardowej komisji śledczej Jan Kosek, biznesmen i lobbysta
branży hazardowej. Od Koska mogliśmy się dowiedzieć także innych rewelacji,
m.in. takich, że to nieprawda, iż „na hazardzie można prać brudne pieniądze”, że
nie ma dowodów na to, by hazard miał uzależniać, a w ogóle to na hazardzie się
„nie zarabia”.

Podobnie jak biznesmen Ryszard Sobiesiak odpowiedziami typu: „nie wiem”, „nie
pamiętam”, „nie wiem, o czym pan mówi”, wymógł na hazardowej komisji śledczej
decyzję o tym, by nie musiał zeznawać przed telewizyjnymi kamerami, a więc i
oczami widzów, tak też sposób na komisję znalazł kolega Sobiesiaka Jan Kosek.
Kosek, biznesmen i lobbysta branży hazardowej, wraz z Sobiesiakiem lobbował u
znajomych posłów z Platformy Obywatelskiej w sprawie wykreślenia z rządowego
projektu ustawy hazardowej niekorzystnych dla firm obu biznesmenów zapisów. Na
prośbę ciężko chorego Koska śledczy przyjechali na przesłuchanie do Krakowa i
również na jego prośbę nie odbyła się – tak jak w przypadku zeznań Sobiesiaka –
transmisja na żywo z jego zeznań. Z wypowiedzi śledczych – zarówno opozycji, jak
i Platformy Obywatelskiej – można było wnioskować, że przychylając się do próśb
Koska, dali się przynajmniej odrobinę nabrać, a nawet jeśli Kosek nie byłby w
stanie przyjechać na przesłuchanie do Warszawy, to już nie było przeciwwskazań
do tego, by jego zeznania mogli usłyszeć na żywo wszyscy zainteresowani.
Jarosław Urbaniak (PO) żałował, że przychylając się do wniosków Koska, komisja
nie podparła się żadnymi opiniami lekarskimi o stanie zdrowia
świadka.
Bartosz Arłukowicz (Lewica) oceniał, że przez 1,5 godziny swobodnej
wypowiedzi Kosek urządził festiwal oskarżeń, przekonując przy tym, iż
podsłuchane przez Centralne Biuro Antykorupcyjne rozmowy z Ryszardem
Sobiesiakiem, Zbigniewem Chlebowskim i Mirosławem Drzewieckim „to prywatna
sprawa i nikomu nic do tego”. Bagatelizował też swoją rozmowę z Sobiesiakiem, w
czasie której dywagowali na temat skompromitowania i usunięcia ze stanowiska
wiceministra finansów Jacka Kapicy. Na wiceministra finansów mieli rzucić
podejrzenie, rozpowiadając swoim rozmówcom, że „skur… bierze łapówy” i że
„ch… nie chce dobrze dla państwa”. Rozmawiali też o tym, że „najlepiej będzie
wyrzucić ministra i tę jego dyrektorkę”.
Kosek tłumaczył wczoraj, że to była
jedynie emocjonalna rozmowa, a działań mających zdyskredytować Kapicę nie
podjęto.
Kosek oskarżał byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego o rozpętanie
afery, a wiceministra Kapicę o to, że forsował rozszerzenie katalogu dopłat od
gier. Z dopłat resort finansów spodziewał się 500 mln zł rocznie. Solą w oku
Koska i Sobiesiaka była wizja objęcia dopłatami gier na automatach o niskich
wygranych. Kosek, który jest wiceprezesem Związku Pracodawców Prowadzących Gry
Losowe i Zakłady Wzajemne, przekonywał, że te planowane dochody z dopłat to
kwoty wirtualne, a eksperyment wprowadzenia dopłat zakończyłby się klapą i
katastrofą dla branży hazardowej oraz budżetu państwa. Argumentował, że
wprowadzenie dopłat wymagałoby kosztownego przeprogramowania automatów do
gier.
Oskarżenia wobec Kamińskiego nie zdziwiły Beaty Kempy (PiS). – To jest
linia obrony, którą słyszymy od pewnego czasu. Nie jest to pierwszy atak na
Mariusza Kamińskiego. Takim atakom często poddawani są prokuratorzy czy
policjanci, którzy wychwycą jakieś fakty – mówiła Kempa.
Kosek bagatelizował
treść podsłuchanych przez CBA rozmów, przekonując, że zostały one wyrwane z
kontekstu. Odnosząc się do sprawy umieszczenia córki Sobiesiaka w zarządzie
Totalizatora Sportowego, przekonywał, że nie należy tej sprawy przeceniać.
Stwierdził również, że nie zwracał się do Zbigniewa Chlebowskiego z prośbą o
blokowanie czegokolwiek. W podsłuchanej rozmowie z Sobiesiakiem Chlebowski
mówił, że „blokuje sprawę dopłat od roku”.

Artur Kowalski

drukuj