Mass media i manipulacja w USA: jak media podkopują znaczenie wartości katolickich i konserwatywnych
W moim referacie chciałabym podzielić się spostrzeżeniami dotyczącymi metod stosowanych przez amerykańskie gazety i stacje telewizyjne w celu wywierania wpływu na ludzi. Szczególną uwagę zwrócę na źródła owych działań. Używając słowa „kapitalizm”, będę miała na myśli nie kapitalizm postkomunistyczny, jaki panował w Europie Wschodniej, lecz skupię się na najistotniejszych zasadach kapitalizmu – jako teorii ekonomicznej.
Media przyczyniają się do propagowania socjalizmu, ponieważ zamieniają całą politykę w kąśliwy jazgot.
Kapitalizm, katolicyzm i wartości konserwatywne od dwóch tysiącleci oparte są na historii oraz wiedzy filozoficznej, ekonomicznej i teologicznej. Każde z nich kryje w sobie jakieś istotne sprawdzone zasady, nawet jeśli wydają się one drażniące lub z pozoru zdają się mieć nieprzyjemne konsekwencje. Na przykład kapitalizm opiera się m.in. na zasadach: 1) założeniu, że indywidualna osoba będzie bardziej twórcza, jeśli za owoce swojej pracy będzie odpowiedzialna sama lub będzie zawdzięczała je raczej własnemu wyborowi niż zbiorowości, której jest tylko częścią; 2) rynki ustanowione przez miliony współpracujących ze sobą podmiotów zawierających transakcje są nieskończenie bardziej skuteczne w ustanawianiu cen niż komitety centralnego planowania. Prawdopodobnie zasad tych jest więcej, te jednak są kluczowe. Wymienione hipotezy są chłodnymi, naukowymi, historycznie udowodnionymi faktami, które mogą nie współgrać pod względem emocjonalnym z tłumem żądnym „sprawiedliwości społecznej”.
Jeśli chodzi o katolicyzm, zasady takie zawarte są w dwunastu artykułach stanowiących apostolskie wyznanie wiary. Mamy jednak za sobą dwa tysiące lat teologicznego wyjaśniania owego depozytu wiary, czego dowodem są tomy zawierające dokumenty, takie m.in. jak „Humanae vitae”. Za każdym razem, kiedy zasady tam zawarte są kwestionowane przez totalitarny rząd lub sekularystyczny humanizm charakteryzujący współczesną Europę Zachodnią, dochodzi do demograficznej lub ekonomicznej katastrofy. Są to chłodne, naukowe, historycznie udowodnione fakty, które po prostu nie współgrają z głoszonymi przez tłum hasłami w rodzaju: „Moje ciało – mój wybór”.
Konserwatyzm również ma tego rodzaju zasady, jak np. ta: „Zapewnienie indywidualnej wolności dokonywania wyboru czyni nas bardziej bezpiecznym społeczeństwem”. Inna zasada konserwatyzmu brzmi: „Im mniej rządu, tym lepiej”. I znów, naruszanie tych zasad prowadzi do demograficznej i ekonomicznej katastrofy. Zasady te – chłodne, naukowe, historycznie udowodnione, nie współgrają z zasadami państwa opiekuńczego.
Kąśliwy jazgot
W każdym z tych przypadków mass media są narzędziami w rękach owego „tłumu”, o którym wspomniałam. Obrońcy sprawiedliwości społecznej grają na emocjach, głosząc hasła w rodzaju: „Troszcz się o małego chłopca, demonizuj szczęśliwego”. Jednak problem w tym, że ów kompleksowy zestaw zideologizowanych działań ignoruje fakt, że szczęśliwy jest ten, kto czyni innych szczęśliwymi, także tego małego chłopca. Im bardziej będziemy karać szczęśliwych, dobrze prosperujących, wydajnych, tym mniej małych chłopców będzie w stanie do nich dołączyć. Rezultatem działań opartych jedynie na sentymentach, zamiast na tysiącletnich danych ekonomicznych, jest rozpad socjalistycznych gospodarek i stopniowy upadek gospodarek częściowo uspołecznionych, czego jesteśmy świadkami w Europie Zachodniej, Kanadzie i coraz częściej w USA.
W przypadku katolicyzmu i jego fundamentalnej zasady, jaką jest ludzka godność, tak mocno podkreślana w „Humanae vitae”, ów kąśliwy jazgot może wtargnąć w postaci 30-sekundowego przerywnika, by propagować, dlaczego antykoncepcja czy wspomaganie samobójstwa są wyrazem „współczującej” indywidualnej wolności. Może on przekonać tysiące studentów lub byłych hippisów w San Francisco, którzy szukają pretekstu, aby wywołać protest. Może przekonać nawet mających dobre intencje polityków, by podjąć takie działania na koszt podatnika. Jednak ten jazgot ignoruje dzieje społeczeństw, które żyły w kleszczach reżimów zagrażających podstawowym zasadom płynącym z ludzkiej godności. Społeczeństwa te poddały aborcji i eutanazji swoją przyszłość. Europa Zachodnia przechodzi obecnie kryzys demograficzny. I nigdy nie wolno nam zapomnieć, że jeśli raz oprzemy prawo do życia osoby ludzkiej na korzyści lub wykorzystywaniu innych, opowiemy się za eugeniką, jak to miało miejsce w przypadku ludobójstwa w Niemczech nazistowskich, które objęło swym zasięgiem nie tylko Żydów, ale także ludzi niepełnosprawnych, starych i chorych. Fakty historyczne prowokują do dyskusji i udowadniają ponadczasową mądrość zawartą w „Humanae vitae” i w całym katolicyzmie.
W podobny sposób mogłabym prześledzić temat konserwatyzmu, skupiając się na konsekwencjach, jakie niesie ze sobą wzmacnianie pozycji rządu poprzez stosowanie sentymentalnego kąśliwego jazgotu dotyczącego opieki nad słabymi, biednymi i bezbronnymi. Mogę pokazać Państwu, w jaki sposób rządy, które uważają się za opiekuńcze, prowadzą społeczeństwa do ubóstwa. Bardzo dobrym tego przykładem jest Ameryka Południowa. Także upadek wschodnioeuropejskiego komunizmu jest zasadniczym dowodem na to, jak nieskuteczne jest statystyczne podejście do tego, by ludzi uszczęśliwić.
Być może ktoś wskazałby na kraje socjalistyczne, takie jak np. Francja, gdzie każdy, pomimo że płaci od swojego dochodu wysokie podatki, to jednak coś za to dostaje. Dlaczego więc nie naśladować tego modelu socjalizmu, tak jak naśladujemy francuską modę, tym bardziej że w mediach Francja prezentowana jest jako epicentrum wszystkiego, co modne i wyszukane?
Socjalizm: droga do samozagłady
Są dwa powody, dlaczego nie możemy wykorzystać żadnego socjalistycznego kraju jako modelu globalnej ekonomii. Po pierwsze, zamazuje on różnice pomiędzy klasami społecznymi. Jeśli nie posiada się odpowiednich środków finansowych, praktycznie niemożliwe jest podwyższenie poziomu swojego życia pod względem ekonomicznym. Kiedy dużą część swoich dochodów oddaje się państwu w postaci podatków, nie wystarcza pieniędzy, aby zarówno inwestować, jak i zaspokajać swoje codzienne potrzeby. Nie wystarcza, aby jednocześnie oszczędzać i opłacać rachunki telefoniczne i płacić za paliwo. A zatem, jeśli raz zaczniemy być zależni od postanowień rządu, to prawie zawsze będziemy od nich zależni. Drugim, ważniejszym powodem, dlaczego nigdy nie powinniśmy tworzyć struktur ekonomicznych na sposób socjalistyczny, jest ten, że pociąga to za sobą naśladowanie najgorszej wady socjalizmu, jaką jest redukowanie człowieka do trybiku w maszynie. Wartość osoby zostaje sprowadzona do jej użyteczności. Świętość życia przeciwstawiona jest tu jakości życia. Historia przestrzega nas przed złem, jakie pojawia się, kiedy społeczeństwo traktuje człowieka jak towar. Całe zło niewolnictwa i komunizmu jest dowodem na to, że społeczeństwo nie może i nigdy nie powinno wystawiać na sprzedaż ludzkiego życia.
Wszyscy możemy się zgodzić, że kąśliwy jazgot podkopuje fundamentalne zasady, które są ponadczasowe, niepodważalne, jeśli chodzi o zapewnienie pomyślności, rozwoju, wolności i szczęścia dla jak największej liczby osób. A zatem, dlaczego jazgoczący kąśliwie politycy wygrywają wybory w miejscach takich jak USA, nawet jeśli ich nieudolność widać w takich regionach, jak Europa czy Ameryka Południowa? Dlaczego USA zmierza ku socjalizmowi w sytuacji, gdy rosną góry dowodów przeciwko niemu? Sądzę, że można byłoby wskazać jeden powód, dlaczego ludzie opowiadali się za komunizmem w 1953 roku. Przypuszczalnie rozsądna osoba mogła wówczas pomyśleć: „Brzmi to altruistycznie i słusznie. Dajmy temu szansę”. Jednak zupełnie czym innym jest wspieranie programów komunistycznych w roku 2009 po tym, jak byliśmy świadkami reglamentacji i ekonomicznego upadku każdego przemysłu, który kiedykolwiek został upaństwowiony w Europie, po tym jak obserwowaliśmy gułagi na Syberii i strajki „Solidarności” w Polsce, transformację Wenezueli z kraju dobrze prosperującego, pełnego bogactw naturalnych, rozwijającego się w kraj będący dzisiaj wrakiem; czy zasobnego w tereny rolnicze i bogactwa mineralne miejsca, jakim jest Zimbabwe, które stało się krajem, w którym brakuje chleba. Socjalizm zawiódł, gdziekolwiek próbowano go wprowadzić i im bardziej usiłuje się go wprowadzić, tym bardziej zawodzi. W socjalizmie jednostki są po to, aby uprawomocniać istnienie państwa, a powinno być inaczej – państwo istnieje po to, aby dawać oparcie jednostkom. Dzisiaj jest to wstrząsające, w jaki sposób stabilny i uprzemysłowiony kraj może zostać zniszczony w ciągu kilku lat przez tyraniczny socjalizm.
Powody skuteczności kąśliwego jazgotu
Zatem, jak wszyscy widzimy, dowody są oczywiste. Wszyscy zgadzamy się co do tego, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla popierania socjalistycznego programu – ani w postaci nakazów urzędowych, takich jak w Wenezueli, ani tego powolnie wsiąkającego, jak w USA. Ów kąśliwy jazgot jest emocjonalnym szowinizmem, który maskuje nieudolne działania polityczne.
Dlaczego wyborcy tego nie dostrze gają? Dlaczego USA coraz bardziej zmierzają w kierunku socjalizmu, który ma stuprocentowy wskaźnik błędu? Innymi słowy, dlaczego kąśliwy jazgot jest skuteczny?
Powód jest następujący: jeśli istnieje jakiś historyczny dowód, który jasno ukazuje określoną zasadę, wówczas wymagana jest wiedza historyczna, aby tę zasadę dojrzeć i poznać, jak ona działa.
Tymczasem, jeśli ktoś na skutek niedouczenia nie jest w stanie znaleźć na mapie Londynu, to tym bardziej nie będzie w stanie opisać horroru, przez jaki przeszli ludzie w Auschwitz czy w więzieniu na Łubiance (jest to podziemne więzienie KGB, w którym torturowano ludzi podczas komunizmu). Ktoś, kto nigdy nie widział zdjęć ze Związku Sowieckiego ukazujących straszliwe kolejki ludzi czekających na chleb, nie będzie w stanie docenić zasady podaży i popytu oraz nadrzędności cennika wyznaczanego przez rynek zamiast zasady centralnego planowania. Jak może uznać wyzwalający wpływ tych zasad, jeśli nigdy nie dociekał, jak oddziałują one na ludzkość?
Kąśliwy jazgot podkreśla wydajność, użyteczność. Zamyka się na wartości, które wywierają pozytywny wpływ na słuchacza. Można mówić o trzech podstawowych odpowiedziach słuchacza na ów jazgot: 1) całkowicie opartej na emocjach; 2) emocjonalnej, ale popartej faktami; 3) emocjonalnej, popartej faktami i wiarą. Podam przykład.
W ubiegłym tygodniu na Światowym Forum Ekonomicznym wielu przywódców domagało się nowego typu kapitalizmu. Miałby być bardziej współczujący, bardziej sprawiedliwy, jeśli chodzi o równy podział dóbr. Twierdzili oni, że prawdziwa równość oznacza posiadanie wszystkiego po równo.
Odpowiedź na tę propozycję oparta na emocjach brzmiałaby: „Chcę być osobą współczującą. Chcę równości na świecie. To musi być dobry pomysł”. Odpowiedź oparta na emocjach, kiedy słuchacz zna fakty, byłaby następująca: „Chcę być osobą współczującą. Chcę równości na świecie. Jednak brzmi to okropnie, zupełnie jak w komunizmie. Pamiętam śmierć i zniszczenie, jakie przyniósł komunizm. Ten nowy typ kapitalizmu wcale nie wygląda dobrze”. Czy to jest dobra odpowiedź? Niezupełnie. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że nasze stanowisko opieramy jedynie na faktach. Logiczny wniosek mógłby być taki: „Może z życzliwymi i współczującymi liderami komunizm mógłby się sprawdzić. Może problem nie leży w samych zasadach, ale w ich praktykowaniu?”. A jak może odpowiedzieć ktoś, kto nie tylko zna fakty, ale ponadto wciela w życie swoją wiarę? „Ten nowy typ kapitalizmu zdaje się być bardzo litościwy, jednak ta 'sprawiedliwa dystrybucja dóbr’ brzmi okropnie, zupełnie jak w komunizmie. Widziałem śmierć i zniszczenie, jakie niósł ze sobą komunizm i nie tylko to… Kościół uczy, że każdy człowiek jest unikalny, niepowtarzalny, że nigdy nie może być używany ani wykorzystywany. To nie jest właściwa droga, którą należałoby podążać”. Uświadamia nam to, jak ważna w społeczeństwie jest zarówno wiara, jak i edukacja.
Kryzys edukacji i rodziny
Smutne, że nasz system edukacyjny został ukradziony przez urzędników państwa opiekuńczego, które kładzie nacisk na to, aby uczniowie koncentrowali się bardziej na sobie, niż zdobywali wiedzę z historii, ekonomii, logiki, rachunków. Dąży do tego, aby zajmowali się raczej poszukiwaniem siebie niż Boga obecnego w 2000-letniej tradycji Kościoła. Jeśli ów kąśliwy jazgot propaguje hasła wolności dla niej samej, zamiast wolności nakierowanej na dobro, prawość, samopoświęcenie, ciężką pracę, pomyślność itd., wówczas taka wolność przekształca się w dowolność. W życiu społecznym mamy zaś do czynienia z tym, że samorealizacja staje się samodestrukcją w ciągu kilku dekad. To właśnie stało się w Europie Zachodniej. I to samo dzieje się w USA. Nasz system edukacji zawiódł.
Do tego dochodzi jednak tylko wówczas, gdy rodzina przestaje być pierwszym i najważniejszym wychowawcą. Rodzice pozostawiają wolną rękę szkołom państwowym, nie reagują też, gdy telewizja wkracza do ich domów. A zatem jesteśmy świadkami niewyobrażalnego kryzysu kulturowego. Mamy rodziców, którzy dali się przekupić przez kąśliwy jazgot i pozwalają karmić nim umysły dzieci, kierować ich zachowaniem, co sprawia, że stają się one podatne na manipulacje szczególnie wówczas, gdy nabywają prawa wyborcze, co prowadzi w konsekwencji do tego, że kraj chyli się ku stopniowemu socjalistycznemu upadkowi.
Ostatecznie mamy w Ameryce problem w rodzaju: „Co było pierwsze – jajko czy kura?”. Innymi słowy, czy to indoktrynacja społeczeństwa oparta na kąśliwym jazgocie wyprzedza socjalizm, czy to socjalizm rozwija tego rodzaju indoktrynację, która wspiera socjalizm? Według mnie, kryzys najpierw dotyka społeczeństwa – przede wszystkim rodziny i edukacji. Nigdy nie wybierzesz kogoś, kto obiecuje dostatnie życie poprzez wzrost podatków, jeśli kiedykolwiek miałeś okazję spędzić chociaż minutę w klasie, w której wyjaśnia się ekonomię. Nigdy również nie wybierzesz kogoś, kto wiesza na swojej choince jako ozdobę zdjęcie przywódcy Mao, jeśli kiedykolwiek interesowałeś się dziejami rewolucji w Chinach. To wyglądałoby tak, jak gdyby prezydent USA powiesił na swojej choince zdjęcie Stalina! Coś takiego nie może mieć miejsca!
A zatem mamy w Ameryce kryzys edukacji, który jest ostatecznie kryzysem rodziny, który z kolei jest ostatecznie kryzysem wiary – prawdziwej wiary – nie słabej, bezkształtnej. Wiary w żywego i działającego Boga, w moc Odkupienia i potrzebę zbawienia od wszechobecnego grzechu, wiary w to, że zło istnieje naprawdę, lecz prawda może je pokonać dzięki miłości. Wiary, która wychowuje silne charaktery, której uczymy się, patrząc na Chrystusa – na Jego zbawczą łaskę i miłość, dzięki której Sam Siebie złożył w ofierze. Kryzys nie dotyka tych rodzin, które żyją głęboką wiarą i otoczone są przez głęboko wierzących sąsiadów. A kiedy pojedyncze rodziny dotyka kryzys, tak jak ma to miejsce w dzisiejszym, pełnym grzechu świecie, instytucja rodziny może tego uniknąć, jeśli to wiara motywuje jej członków do codziennego wstawania, chodzenia do pracy, uzdalnia do miłości bliskich, przyjaciół i wrogów, poświęcania się dla innych. Niestety, tzw. oświecenie i postmodernistyczny sekularystyczny humanizm, który przez kilka stuleci niszczył wiarę w Europie, zaznaczają również swą obecność w Ameryce.
Na czym polega wyjątkowość Ameryki?
Teraz, zanim przejdę do najciemniejszych stron omawianego tematu, pozwólcie Państwo, że będę niepoprawna politycznie i przywołam amerykańską wyjątkowość – zazwyczaj jest to temat tabu na międzynarodowych konferencjach. Jest pewien powód, dlaczego Ameryka zajmuje ostatnie miejsce, jeśli chodzi o poddanie się socjalizmowi, który dręczy resztę Europy – dlaczego wolniej idzie mu z Ameryką? Inne kraje wyśmiewają się z tego, że Ameryka jest „nowa”. Ale my mamy jedną z najstarszych demokracji na świecie. Nasza demokratyczna konstytucja jest starsza niż te stworzone przez większość europejskich krajów. Konstytucja ta gwarantuje nam wolność prasy. Wolność tę możemy wykorzystać do czegoś dobrego. Teraz skupiamy się głównie na negatywnym wpływie mediów i kąśliwego jazgotu. Jednak jeśli się postaramy, możemy wykorzystać masowe media, nawet świeckie, do czynienia dobra, do ewangelizowania. Musimy się bardziej postarać. Wymaga to większego wyczucia, ale jest to narzędzie, które może być i jest wykorzystywane przez katolików. To jest ciągle wspaniałe w Stanach Zjednoczonych i właśnie dlatego wolność zasługuje na to, aby jej bronić!
Faktem jest, że Ameryka jest wyjątkowa, ponieważ nie powstała na fundamencie żadnej organizacji plemiennej czy grupy etnicznej. Nasi założyciele nie byli religijno-kulturową grupą reprezentującą jednakowy styl życia i wyznającą tę samą religię, jak większość mieszkańców krajów środkowo-wschodniej Europy. Nie byli plemieniem tubylców zajmujących jakiś las lub dolinę, dopóki chrześcijańscy misjonarze i europejscy koloniści nie zasymilowali ich, podobnie jak to stało się w Ameryce Południowej czy w Afryce. Tym, co przyczyniło się do powstania USA, były idee.
Stany Zjednoczone to był kraj pionierów, małych inwestorów poszukujących ziemi, otwartych, głęboko wierzących, pochodzących z różnych miejsc, kraj niewolników chcących odzyskać wolność, marzycieli, itd. Nic nie łączyło ich pod względem kulturowym, etnicznym czy religijnym. Jedyną wspólną rzeczą był pewien dokument. Była to jedyna rzecz, jaka sprawiała, że byli jednością w wielości – była to Deklaracja Niepodległości. Ona jednak nie wzięła się znikąd. Deklaracja wyraźnie wskazuje, że rząd ma służyć czemuś więcej niż on sam. Rząd powinien służyć i strzec czegoś, czego sam nie stworzył i nie może tego zniszczyć. W Deklaracji czytamy: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie są równi i obdarzeni przez Stworzyciela niezbywalnymi prawami, między innymi prawem do życia, do wolności i szczęścia”.
W słowach tych zawarte są kluczowe tezy kapitalizmu, katolicyzmu i konserwatyzmu. Stanowią one – lub raczej idee, które wyrażają – naturalną ochronę przed socjalizmem. Dopóki Ameryka będzie krajem faktycznie opartym na tych ideach i dopóki będą one jednoczyć Amerykanów, bez względu na rozmaite różnice między nimi, dopóty Ameryka pozostanie Ameryką i opóźni rozprzestrzenianie się socjalistycznej zarazy.
Nawet jeśli w szkołach już o tym nie uczą – a nie uczą – idee te zawsze ożywiały każdy amerykański dom. Z tego właśnie powodu głosujemy na tych polityków, którzy je reprezentują w sposób przekonujący. Dlatego że nadal wierzymy w te rzeczy. Nie dlatego, że jesteśmy wyjątkowi, ale dlatego, że idee te są po prostu prawdziwe. Są wyryte w ludzkim sercu. W naszych potrzebach i pragnieniach, aby być docenianymi, wartościowymi ludźmi, w naszych tęsknotach; aby być kochanymi właśnie za to, jacy jesteśmy – we wszystko to wpisana jest wolność. Właśnie dlatego Deklaracja podkreśla, że rząd nie może usunąć naszego prawa do wolności. Ludzie to wiedzą. Wszyscy ludzie. Nie są to jednak rzeczy, które się wie dopiero wówczas, gdy ktoś nam o nich powie. Kiedy je słyszymy, wiemy już, że są prawdziwe.
Wyzwania stojące przed katolikami
Dlatego właśnie chcę dziś na zakończenie dodać wszystkim odrobinę nadziei i odwagi. Czy Stany Zjednoczone są oblężone przez siły socjalistyczne, które nękają Europę i resztę świata? Jak najbardziej. Czy są powody do niepokoju? Niewątpliwie. Czy jest to nieuchronne? W żadnym razie! Bo ludzie znają prawdę. Właśnie dlatego pokolenie Polaków, które wyrosło, nie znając niczego poza komunizmem, które nigdy nie zaznało ani dnia wolności, mogło się całkowicie zmienić, gdy zjawił się Papież Polak i powiedział im o tych rzeczach. Dlatego że ludzkie serce wie, iż są one prawdziwe. Z tego właśnie powodu świat patrzył z podziwem na studenta, który stał sam przed chińskim czołgiem na placu Tienanmen. Bo ludzkie serce, gdy spojrzy raz jeden na to zdjęcie, pozna różnicę między dobrem a złem, między wolnością a przemocą. Właśnie dlatego berlińczycy tańczyli na ulicach, a cały świat razem z nimi, gdy mur został zburzony. Właśnie dlatego Ronald Reagan mógł podsumować całość swej polityki zagranicznej w czterech słowach: „My zwyciężamy, oni przegrywają”. Dlatego że ludzkie serce umie odróżnić dobro od zła, gdy na nie patrzy. Gdy słyszymy prawdę, poznajemy, że to prawda. Problem tkwi w tym, że podawanie prawdy w formie chwytliwych haseł nie jest naszą mocną stroną, trudno nam więc konkurować z propagandzistami.
Naszą wielką podporą jest nadzieja, że gdybyśmy tylko użyli odpowiednich słów i efektywnie wykorzystali media, mielibyśmy i rację, i mocną przewagę. Ludzie już się z nami zgadzają, tylko że nas jeszcze nie słyszeli. Prawda, którą głosimy, jest już w ich sercach. Siły socjalizmu muszą uciekać się do oszustw, by wygrać wybory. My musimy jedynie podszkolić się w przekazywaniu prawdy – szybciej, w mniejszej ilości słów, w mocniejszych słowach. To da się zrobić.
Małe dzieci konserwatystów i katolików, dorastając, zazwyczaj nie marzą o tym, by być specami od public relations ani by w ogóle zaistnieć w polityce. Wolą żyć poza tymi sprawami, wolą założyć rodzinę i służyć ludzkości oraz Kościołowi. Trzeba jednak posyłać najlepsze i najbłyskotliwsze z nich do szkół dziennikarskich i na kursy marketingu. Musimy się nauczyć, jak konkurować w świecie, w którym rządzi propaganda. Wszystko nam sprzyja, gdyż zasadniczo głosimy ludziom prawdę, którą już znają.
Chcę wszystkich Państwa zachęcić, by mówili Państwo to, co mają do powiedzenia wszędzie, gdzie się tylko da. Większość Amerykanów ma wysterylizowane pojęcie o tym, co działo się podczas reżimu komunistycznego. Potrzebujemy was, abyście dzielili się z nami waszymi doświadczeniami. Ostrzegajcie nas, opowiadając wasze osobiste historie z tamtych czasów. Zakładajcie blogi, zamieszczajcie filmiki na YouTube, piszcie książki, udzielajcie wywiadów, zapraszajcie partie polityczne. Nie przemawiajcie wyłącznie w kręgach akademickich – uczonych nie da się nawrócić, a liczba ich głosów jest minimalna. Zakładajcie stowarzyszenia praw człowieka w szkołach średnich, kluby książkowe przy kościołach. Przynoście do miejscowych kin filmy, które są prawdziwe i mocne w wymowie. Zbierajcie fundusze na telewizję i kampanie. Jeśli macie jakieś odłożone pieniądze, przeznaczcie je na blok reklamowy podczas mistrzostw świata lub „Idola”. Nie bójcie się wyjść z ukrycia. Ludzkie serca pragną i tęsknią za prawdą. Ludzkie serca odpowiadają na prawdę.
Modlitwa za Amerykę
Kończąc, chciałabym poprosić was o modlitwę w intencji Ameryki. Módlcie się za nasze wybory do Senatu, które odbywają się co dwa lata. Módlcie się za kandydatów, którzy wierzą w prawdę, a nie tylko w siebie. Módlcie się, by nasze bogate dziedzictwo idei wyrażających odwieczną prawdę pochodzącą od Boga nie zostało zaprzepaszczone przez przyszłe pokolenia.
Przyjaciele, Ameryka zawdzięcza swą potęgę nie jakiemuś rodzajowi kulturowego imperializmu, lecz ideom, na których została zbudowana. Idee te nie są naszą własnością – i nigdy nie były. Należą one do świata prawdy i do każdego człowieka. Jesteśmy potężni dzięki ideom, które przynależą całemu światu i mogą również uczynić świat wielkim. Jeśli reszta świata się ich wyrzeknie, a Ameryka pozostanie im wierna, to może ona stać się ostatnią iskierką nadziei. Módlmy się więc za siebie nawzajem, by te oczywiste prawdy, jak niezbywalne prawa: do życia, do wolności, do szczęścia, którymi Stwórca obdarował wszystkich ludzi, były trwałym dziedzictwem nie tylko dla przyszłych pokoleń Amerykanów, lecz dla całego świata. Niech was Bóg błogosławi!
Christine O’Donnell, USA
tłum. dr Imelda Chłodna
Autorka to kandydatka do Senatu USA w wyborach listopadowych 2010 r. z ramienia partii republikańskiej, reprezentująca stan Delaware; komentator polityczny w amerykańskich mediach prawicowych.
Wykład wygłoszony podczas Międzynarodowego Sympozjum „Oblicza zakłamania”, który odbył się w WSKSiM w Toruniu, 30 stycznia br.
