Świadek Gosiewski pozwał śledczego

Od 19 do 25 lutego sejmowa komisja śledcza mająca wyjaśnić aferę
hazardową zrobi przerwę w przesłuchaniach świadków. W tym czasie śledczy będą
mieli czas na zapoznanie się z dokumentami wpływającymi do komisji i
stenogramami dotychczasowych przesłuchań.

– Przesłuchaliśmy wielu bardzo ważnych świadków. W mojej ocenie, żeby dalej
komisja pracowała w sposób skuteczny i rzetelny, potrzebujemy czasu na
zapoznanie się z dokumentami, które dotarły do komisji śledczej – uzasadniał
wiceprzewodniczący komisji Bartosz Arłukowicz (Lewica) swój wniosek w tej
sprawie.
Wczoraj przed komisją śledczą stanął wiceprezes PiS Przemysław
Gosiewski. Swoje wystąpienie zaczął od niespodziewanego oświadczenia. Oznajmił,
że pozwał do sądu członka komisji Sławomira Neumanna (PO). Gosiewski poczuł się
dotknięty wypowiedziami Neumanna i zarzuca śledczemu z Platformy
„rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji”. Neumann sam zrezygnował z
przesłuchiwania Gosiewskiego.
O pozwie przeciw śledczemu z PO Gosiewski mówił
w czasie przysługującym świadkowi na swobodną wypowiedź. Poinformował, że w
gdańskim sądzie jest już pozew o ochronę dóbr osobistych, a w warszawskim sądzie
okręgowym prywatny akt oskarżenia przeciwko Sławomirowi Neumannowi. Przemysław
Gosiewski był zdziwiony, iż mimo wpłynięcia pozwów Neumann nie zrezygnował z
udziału w jego przesłuchaniu, wytykając przy tym, iż poseł PO chowa się za
immunitetem. Sam jednak, choć miał takie prawo, nie złożył wniosku o wykluczenie
z przesłuchania posła Platformy. Neumann postanowił wykluczyć się sam.
Stwierdził, że o pozwach Gosiewskiego słyszy pierwszy raz. Zadeklarował, iż w
tej sprawie zrezygnuje z chroniącego go immunitetu.
Przemysław Gosiewski
zeznał m. in., że nie spotkał się z żadnymi próbami wywierania nacisku na
kształt ustawy hazardowej. Przyznał też, iż sam z hazardem nie ma wiele
wspólnego i nawet nigdy nie grał w totka.
Gosiewski pytany był jednak przede
wszystkim o spotkanie, które 26 lipca 2006 r. odbył jako przewodniczący Komitetu
Stałego Rady Ministrów z wiceszefem klubu PiS Krzysztofem Jurgielem oraz z Anną
Cendrowską, p. o. wicedyrektor Departamentu Służby Celnej Ministerstwa
Finansów.
Gosiewski zeznał, że na prośbę ówczesnego wiceministra finansów
Mariana Banasia trafił do niego za pośrednictwem Jurgiela i Cendrowkiej projekt
ustawy hazardowej. Zeznał, iż Banaś chciał, aby projekt został zgłoszony przez
klub Prawa i Sprawiedliwości jako projekt poselski, a przez rząd jako projekt
rządowy. Wiceprezes PiS oceniał, że ze strony Banasia było to niestandardowe
działanie. Od Cendrowskiej miał usłyszeć, iż w resorcie finansów trwa
reorganizacja związana z tym, że są wątpliwości co do bezstronności urzędników
resortu w sprawie tej ustawy. Departament zajmujący się hazardem został już
wtedy zlikwidowany, a jego dyrektor, który obecnie pracuje w branży hazardowej,
zwolniony.
To z tego spotkania Gosiewski sporządził notatkę dla premiera
Jarosława Kaczyńskiego z uwagą, że zajmujący się grami losowymi departament w
resorcie finansów jest „uwikłany”, dlatego w ocenie Banasia przeprowadzenie
nowelizacji ustawy hazardowej przez rząd miało być niemożliwe.
Przemysław
Gosiewski tłumaczył, że projekt trafił do niego za pośrednictwem Jurgiela, który
w klubie PiS odpowiedzialny był za sprawy legislacyjne, gdyż ustalono wcześniej,
że wszelkie projekty ustaw, które miałby złożyć klub PiS – a więc także ten
projekt ustawy hazardowej – miały być konsultowane wstępnie z rządem, tak aby
klub PiS nie składał do rządu ustaw, które później rząd PiS mógłby
odrzucić.
Gosiewski zeznał, iż podczas spotkania z Cendrowską i Jurgielem,
które – jak stwierdził – nie trwało dłużej niż 10 minut, powiedział, że w
sprawie projektu nie jest w stanie zająć stanowiska bez opinii ministrów,
których dziedziny dotyczy projekt. Odesłał dokument do Ministerstwa Finansów i
resortu skarbu. Nie został on uznany przez ministrów. Notatka ze spotkania z
Jurgielem i Cendrowską trafiła do premiera Jarosława Kaczyńskiego. Gosiewski
powiedział, że przy nim Kaczyński zadekretował, by sprawą „uwikłanego”
departamentu zajęło się Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Artur Kowalski

drukuj