Platforma wycięła z debaty Kurtykę
Platforma Obywatelska popełniła błąd, głosując za kandydaturą Janusza Kurtyki na prezesa IPN i kierując się opinią Jana Marii Rokity, którego Kurtyka był kolegą – oświadczył w Sejmie poseł Arkadiusz Rybicki (PO), przedstawiając opracowany przez Platformę projekt w sprawie zmian w ustawie IPN.
– To wy przychodziliście z jego kandydaturą, a dziś Kurtyka jest zły – ripostował Zbigniew Giżyński (PiS). Według Platformy, Instytut jest upolityczniony i trzeba to zmienić. Stawkę podbija SLD, który domaga się likwidacji IPN, uważając, że czas rozliczeń z PRL już się skończył. Poseł SLD Witold Gintowt-Dziewałtowski zarzucił Kurtyce, że ten lekceważy Sejm, ponieważ nie ma go na sali obrad podczas debaty. IPN w komunikacie stwierdził, że w przesłanym zaproszeniu nie było informacji o tym, że tego dnia będzie rozpatrywany taki punkt obrad Sejmu.
– IPN nie może być PIS-owski, jak dzisiaj, i nie może być też łupem ani PO, ani SLD. Proponowane przez nas zmiany w ustawie o IPN powinny uwolnić tę instytucję od pokusy angażowania się w bieżącą walkę polityczną – deklarował podczas sejmowej dyskusji Rybicki. Wskazywał, że projekt przygotowany przez Platformę przewiduje „samoograniczenie się” polityków, a wpływ na IPN ma zostać przekazany środowiskom akademickim. „Agenturze” – odpowiedzieli mu z sali posłowie PiS.
Prezentując ustawę, Rybicki chwalił okres prezesury Leona Kieresa, kiedy to IPN „raczej trzymał się z dala od polityki”. Sytuacja miała się zmienić po wyborze Janusza Kurtyki, kiedy to – jak oceniał poseł – Instytut skupił większą uwagę na agentach zamiast – jak poprzednio – na pokrzywdzonych przez system komunistyczny. Wówczas zarysowała się także „wspólnota przekonań kierownictwa PiS i IPN”, dziennikarze mieli łatwy dostęp do akt, a prasa była pełna codziennych przecieków sugerujących czyjąś agenturalność. Zdaniem posła, prof. Kurtyka „nadużył swojej pozycji dla związania się z jedną partią, złamał kardynalną zasadę apolityczności IPN”.
– Niech pan nie kłamie! – ripostowali z sali parlamentarzyści PiS. Prowadząca obrady wicemarszałek Ewa Kierzkowska (PSL) uspokajała posłów, apelując, żeby zapisali się do głosu i w ten sposób prowadzili dyskusję z mównicy, a nie z ław sejmowych.
Rybiński atakował dalej, uznając, że należy zmienić tryb wyboru Kolegium IPN, ponieważ w ostatnim znaleźli się: inżynier, socjolog wsi, szef telewizji i badacz dziejów górnictwa solnego. – Nie było ani jednego prawnika – podkreślił. Dodał też, że taki skład Kolegium nie reagował, gdy pojawiały się w prasie przecieki z akt.
Poseł Platformy zarzucił także Kurtyce, iż wysłał historyków IPN do „sztandarowego projektu PiS” – likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, co oznaczało złamanie najważniejszej zasady IPN: oddzielenia historii najnowszej i związanych z nią dokumentów od służb specjalnych i polityki.
Rafał Grupiński (PO) w swoim wystąpieniu w imieniu klubu Platformy ocenił, że działalność Instytutu pozostawia wiele do życzenia. – Jest dzisiaj nazywany instytucją polityczną PiS – mówił, dodając, że podważa on autorytety. – Tu jest problem – reagował z sali Zbigniew Girzyński. Kontynuując, Grupiński zwrócił uwagę, że po tym fakcie zaufanie wobec Instytutu bardzo spadło. – To wasza nagonka i propaganda – nie ustępował Girzyński. – Posłowie PiS zachowują się tak, jakby wszyscy tam byli na etatach – odciął się Grupiński.
Prezentując stanowisko klubu PiS, Girzyński określił projekt jako szkodliwy. – Chcecie doprowadzić do tego, aby życiorysy można było pisać tylko w uładzony sposób – mówił, dodając, że w „ramach walki o Lecha Wałęsę” PO gotowa jest poświęcić wszystko, nawet własną pracę.
– Macie w swoim klubie trochę młodych posłów, a sprawozdawcą musi być stary, sprawdzony towarzysz – podkreślił, odnosząc się także do propozycji składanych przez SLD. Powiedział, że Gintowt-Dziewałtowski tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego został „towarzyszem w miejskim komitecie w Elblągu”. – IPN zostawcie w spokoju, bo jesteście ostatnimi, którzy mogą mówić o naruszaniu czci osób – dodał.
Zaapelował do posłów PO, by nie dopuścili do sytuacji, w której będą „musieli głosować z tymi, którzy byli pierwszymi sekretarzami partii w okresie stanu wojennego”.
Dyrektor biura prasowego Kancelarii Sejmu Krzysztof Luft przyznał, że w wyniku „błędu urzędniczego” nie powiadomiono IPN o rozszerzeniu porządku obrad o projekty dotyczące Instytutu. Marszałek Sejmu wysłał do Kurtyki pismo z przeprosinami.
Zenon Baranowski
