Zarządzać będą Amerykanie

Dr Ted Bromund, ekspert w dziedzinie stosunków transatlantyckich z Heritage Foundation w Waszyngtonie:


Mogliśmy się spodziewać, że na spotkaniu wiceprezydenta Josepha Bidena z polskimi władzami ogłoszone zostaną jedynie wcześniejsze ustalenia w sprawie nowego statusu porozumienia wojskowego pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi. Są one w znakomitej większości oparte na obecnie już porzuconym porozumieniu dotyczącym tarczy antyrakietowej, które ma usprawiedliwiać obecność amerykańskich sił na polskiej ziemi. Główny udział Polaków w tym projekcie, o którym mówił wiceprezydent Biden, będzie polegał jedynie na pełnieniu funkcji gospodarza nowego systemu, a także obsługującego go personelu. To wszystko, co może zrobić obecnie Biały Dom, by zatrzeć złe wrażenie po rezygnacji z poprzedniego projektu. Nie wydaje mi się, by próbowano w najbliższej przyszłości przekupywać Polskę jakimiś innymi „podarkami”. Bo byłoby np. sporym zaskoczeniem, gdyby amerykańska administracja prezydencka oznajmiła ustami swojego wiceszefa, iż zamierza znieść wizy dla Polaków.
System SM-3, o którym mówi się już od dłuższego czasu, może być przestawiony do pracy w systemie naziemnym. Lecz nie jest to tak proste, jak niektórzy wydają się sądzić. Aby np. przechwytywać pociski typu ICBM, rakiety będą musiały wznosić się wyżej i mieć większy zasięg. Jednocześnie należy zauważyć, że zmiana z tarczy antyrakietowej na rakiety SM-3 była podyktowana także chęcią obniżenia zagrożenia ze strony Iranu, który już posiada rakiety średniego zasięgu, jeśli zaś chodzi o pociski interkontynentalne, to jest dopiero w fazie rozwijania tego systemu.
Inna symptomatyczna sprawa w tej kwestii to nieukrywane zadowolenie ze strony Rosji. Wynikało ono z tego, że kiedy decyzja Obamy została ogłoszona, Moskwa pomyślała, że oto właśnie Polska, podobnie jak Ukraina i Gruzja, wraca do strefy jej bezpośrednich wpływów. Biały Dom nie będzie w stanie odwieść Moskwy od takiego myślenia, jeśli będzie jedynie mówił o przyjaźni polsko-amerykańskiej, a nie pójdą za tym żadne konkretne kroki w postaci kapitału politycznego i pieniędzy. Dopiero wówczas będzie można powiedzieć, że ta przyjaźń jest prawdziwa. W innym razie Kreml będzie przekonany, że zwyciężył.


not. ŁS
drukuj