Może Trybunał nas zaskoczy
Z Arturem Górskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Anna Ambroziak
Czy na skierowanie traktatu lizbońskiego do TK nie jest już nieco za późno? Zwłaszcza w kontekście wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który ogłosił, że inicjatywy nie poprze?
– Jestem jednym z sygnatariuszy tego wniosku, a zatem uznaję go za potrzebny, a nawet konieczny. Wszyscy – i zwolennicy, i przeciwnicy traktatu – powinni chcieć poznać stanowisko Trybunału Konstytucyjnego o tej najważniejszej w ostatnich latach umowie międzynarodowej, której Polska jest stroną. Wszak traktat będzie dokumentem w znacznej mierze determinującym polski porządek prawny i Trybunał powinien precyzyjnie określić granice suwerenności prawa stanowionego w Polsce, a także granice kompetencji naszych władz wykonawczych, choćby w obszarze polityki zagranicznej.
Pamiętajmy, że Trybunał odnosi się do aktu prawnego, który ma moc prawną, a w tym przypadku staje się to po jego pełnej ratyfikacji i opublikowaniu w Dzienniku Ustaw, co niebawem nastąpi. Inną rzeczą jest fakt, że wielu posłów liczyło na to, iż jednak Irlandczycy ponownie odrzucą traktat, a wtedy taki wniosek byłby niepotrzebny.
Pragnę podkreślić, że jest to inicjatywa posłów Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość, pod którą widnieją także podpisy niektórych posłów niezależnych, oddolna, o której władze mojej partii zostały poinformowane i przyjęły ją ze zrozumieniem. Jednak, gdyby prezes Kaczyński podpisał się pod tym wnioskiem, media i przeciwnicy polityczni wykorzystaliby ten fakt do walki z prezydentem. Naprawdę wystarczy tych pięćdziesięciu kilku posłów, aby zmusić Trybunał do zajęcia stanowiska w sprawie traktatu. I mam nadzieję, że Trybunał nie będzie zwlekał w tej sprawie.
Konstytucjonaliści podnoszą argument, iż w myśl uzasadnienia orzeczenia Trybunału z 11 maja 2005 roku (dotyczyło ono wyroku co do niezgodności z ustawą zasadniczą naszej akcesji do UE) Konstytucja RP nie zezwala na przekazywanie UE jako organizacji międzynarodowej ogółu kompetencji danego organu ani nie może dawać upoważnienia do stanowienia aktów prawnych lub podejmowania decyzji, które byłyby sprzeczne z Konstytucją RP. Sędziowie mogą jednak nie zachować dotychczasowej linii orzecznictwa.
– Traktat jest nowym dokumentem i Trybunał Konstytucyjny musi się nad nim pochylić niezależnie od swoich wcześniejszych rozstrzygnięć. Nie wiemy jednak, czy będzie konsekwentny i pójdzie po linii wcześniejszego orzecznictwa, uznając, że państwo polskie jest w sensie prawnym bytem pierwotnym wobec Unii Europejskiej. Może wydać taką interpretację zapisów traktatu, aby jego stosowanie nie kolidowało z Konstytucją, albo wskaże te miejsca, które jednak kolidują. I wtedy takie zapisy powinny stać się martwą literą, o ile polski Sejm nie przyjmie ustawy konstytucyjnej, która zmieni naszą Ustawę Zasadniczą. Niestety, Trybunał nie może wymusić zmiany treści traktatu. Zresztą mam poważną wątpliwość, czy ten skład Trybunału gwarantuje, że jego rozstrzygnięcie w tym względzie będzie obiektywne. Niebawem wszyscy się przekonamy, czy TK stoi na straży Konstytucji RP, czy jest instytucją fasadową.
Pana zdaniem, prezydent pospieszył się z ratyfikacją?
– Pan prezydent jest realistą, a zarazem stoi na gruncie legalizmu. Ma świadomość, że przyjęcie traktatu jest konsekwencją wcześniejszej decyzji Narodu w referendum, w którym rozstrzygnęliśmy nasze członkostwo w Unii Europejskiej. Oczywiście, gdyby Polacy w kolejnym referendum odrzucili traktat, ta decyzja byłaby wiążąca. Jednak tę decyzję Sejm zawarował dla siebie i – jak wiemy – znaczną większością głosów poparł traktat. Prezydent mógł jedynie w trakcie negocjacji zmniejszyć negatywne konsekwencje traktatu dla Polski, i to zrobił, jak choćby w przypadku Karty Praw Podstawowych, będącej integralną częścią traktatu, która w obszarze rodziny i moralności publicznej nie będzie Polski obowiązywała. Jak ważne to było osiągnięcie, niech świadczy fakt, że obecnie prezydent Czech Vaclav Klaus domaga się, aby i Czechy miały te same gwarancje, co Polska. Zatem gdy postulaty prezydenta zostały przyjęte, już tylko czynnik formalny mógł powstrzymać go przed podpisem. Gdy Irlandczycy w pierwszym referendum odrzucili traktat, prezydent jako legalista wykorzystał ten pretekst formalny, aby go nie podpisać. Ale gdy w drugim irlandzkim referendum ten pretekst zniknął, musiał wypełnić swoją wcześniejszą deklarację. Inną rzeczą jest fakt, że wbrew temu, co pani mówi, presja na prezydenta Kaczyńskiego była ogromna, nie tylko krajowa, ale i międzynarodowa. Dla zagranicy nie miało znaczenia, że były poczynione wcześniejsze uzgodnienia z Donaldem Tuskiem, iż najpierw zostanie przyjęta przez Sejm ustawa kompetencyjna. Zresztą premier jakoś zupełnie o tym uzgodnieniu zapomniał.
Prezydent Vaclav Klaus broni jednak nie złożył i zapowiedział, że dokumentu nie podpisze. Również brytyjscy konserwatyści sprawy nie odpuszczą – zapowiedzieli rozpisanie referendum…
– Prezydent Klaus także nie może w nieskończoność zwlekać z podpisaniem traktatu. Postawił pewne warunki, czeka na opinię czeskiego Trybunału Konstytucyjnego, ale wreszcie może być postawiony pod ścianę. Pamiętajmy, że nie ma on silnego poparcia politycznego i wielu czeskich polityków chciałoby rozpocząć procedurę odwołania go z funkcji prezydenta Republiki Czeskiej. Klaus ma świadomość, że trzeba sprawę maksymalnie opóźnić, przeciągnąć kwestię ratyfikacji traktatu do Nowego Roku, aby nie wszedł w życie od 1 stycznia, a najlepiej do wiosennych wyborów w Wielkiej Brytanii. Faktycznie brytyjscy konserwatyści zapowiadają, że jeśli wygrają wybory do Izby Gmin, rozpiszą referendum w sprawie traktatu. Nie wiemy, czy i oni nie ulegną presji politycznej i nie wycofają się z tego planu, ale to właściwie jedyna szansa, przy założeniu, że Brytyjczycy jednak traktat odrzucą, aby faktycznie trafił on do kosza. Jest to scenariusz bardzo trudny, ale możliwy do zrealizowania.
Jarosław Kaczyński zadeklarował, że PiS przedstawi niedługo projekt ustawy wzmacniającej rolę polskiego parlamentu w implementacji prawa unijnego… Czy będzie to wystarczające zabezpieczenie naszych interesów?
– Taka ustawa jest konieczna i doświadczenie niemieckie pokazuje, że jak najbardziej możliwa. Oczywiście korzystne dla Polski orzeczenie TK może stanowić doskonałe wsparcie w procesie legislacyjnym, ale i bez tego wsparcia, które miało miejsce w Niemczech, posłowie powinni wyjść z taką inicjatywą i mój klub to niebawem zrobi. Projekt ustawy, która wzmocni rolę polskiego parlamentu w procesie stanowienia prawa, powinni poprzeć wszyscy posłowie, którzy w pierwszej kolejności czują się Polakami, a dopiero w drugiej kolejności Europejczykami. Przecież każdy Polak, przywiązany do tradycyjnych wartości i swojej Ojczyzny, powinien instynktownie czuć, iż traktat zagraża polskim interesom narodowym i państwowym w niektórych obszarach, że pozbawia nas suwerenności. Czy taka ustawa będzie wystarczającym zabezpieczeniem naszych interesów, czas i praktyka obowiązywania traktatu pokażą. Ja jednak wciąż mam nikłą nadzieję, że nie będziemy tego musieli doświadczać na własnej skórze.
Dziękuję za rozmowę.
