Kto nie szanuje prawdy, nie może być wolny
Z JE ks. bp. Janem Bernardem Szlagą, ordynariuszem pelplińskim, rozmawia Sławomir Jagodziński
W nauczaniu Sługi Bożego Jana Pawła II temat wolności miał niezwykle istotne znaczenie. Historia pokazała, że Papież Polak, pielgrzymując do krajów, w których ludzie żyli w zniewoleniu, stawał się zaczynem wolności. Tak przecież było i w Polsce…
– Tak rzeczywiście było. Ojciec Święty razem z Ewangelią, czyli z Dobrą Nowiną o Chrystusie, niósł także dobrą nowinę o człowieku. Tylko człowiek w pełni wolny jest prawdziwie odpowiedzialny, jest wtedy wiarygodnym gospodarzem własnych umiejętności, czasu, przestrzeni. Dlatego Ojciec Święty uważał za jedno ze swoich podstawowych zadań, ażeby właśnie tam, gdzie człowiek był zniewolony, dotarła nowina o wolności w Chrystusie, a więc o wyzwoleniu ku prawdziwemu dobru, nie tylko do jakiejś swawoli. Owszem, fenomenem jest to, że Ojciec Święty był tak entuzjastycznie przyjmowany, a na wszystko, co mówił o wolności narodów, także o wolności w Polsce, czekaliśmy wszyscy z wielką nadzieją.
Z czego wypływał ten niezwykły, wyzwalający wpływ Ojca Świętego na ludzi?
– Wydaje mi się, że ten fenomen wypływał po pierwsze z charyzmatu, jakim Ojciec Święty był obdarzony. To był charyzmat mistyka, który potrafił przekonać ludzi do swoich myśli i wypowiedzi, który był solidarny z człowiekiem zniewolonym po to, by niejako razem z nim wyzwalać się ku lepszej przyszłości. To był prawdziwy Arcykapłan, który był razem ze swoim ludem. Trzeba również zwrócić uwagę na sam sposób mówienia Ojca Świętego. Formułowanie przez niego myśli sprawiało, że reakcje słuchaczy, wielotysięcznych przecież rzesz, a nawet milionowych, były bardzo zgodne z jego odczuciami, i można tu powiedzieć, że tak samo jak niegdyś ludzie oceniali Chrystusa, bo mówił jak mający władzę, „nie jak ich uczeni”, za naszych dni mogli odnosić się do Jana Pawła II. A więc był tym, który swoim słowem panował i umiał tym słowem ukierunkować dusze ludzkie na właściwe drogi życia. Imponował ze względu na konsekwentnie głoszoną przez siebie tezę o człowieku, który ma po swojej stronie Boga jako Odkupiciela człowieka.
Papież nauczał, że wolność państw jest święta, muszą one bowiem być wolne, aby mogły wywiązywać się ze swojego pierwszorzędnego obowiązku, jakim jest obrona nie tylko życia, ale i wolności swoich obywateli we wszystkich jej uprawnionych przejawach. Czy przekazywanie coraz większych kompetencji władz krajowych strukturom międzynarodowym może w pewnym momencie stanąć na drodze wolności obywateli tych państw?
– Sprawa przekazywania kompetencji poszczególnych państw strukturom międzynarodowym jest dość złożona. Po pierwsze, dobrze wiemy, że od dłuższego czasu, zwłaszcza po doświadczeniach I i II wojny światowej, narody dążyły do zjednoczenia, ażeby tworzyć pewien wspólny front, który byłby w stanie oprzeć się wszelkiej agresji, gdziekolwiek by się ona zdarzyła. A więc jednoczenie się państw dla sprawy obrony swoich interesów to jest fenomen, który zapisał się na trwałe w historii ludzkości, zwłaszcza ostatnich czasów. Natomiast udzielanie strukturom międzynarodowym takich kompetencji na wszystko, jak się dzieje w poszczególnych krajach, jest na pewno ryzykowne, ponieważ każdy kraj ma swoją własną historię, własną kulturę, ma także niejako osobistą, typową dla siebie religijność. Stopień wierności Kościołowi jest też różny w różnych krajach, więc trudno, żeby państwa, które są bardziej zlaicyzowane, a w jakiś sposób dominują w zjednoczonej czy w jednoczącej się Europie, miały narzucać swoje poglądy innym państwom. Dlatego w prawie Europy musi być zagwarantowana taka klauzula, która będzie broniła prawodawstwa poszczególnych krajów przed narzucaniem woli innych, mocniejszych, silniejszych, bardziej liberalnych, choć mogłoby to być przez niektórych ludzi naszego czasu nawet oczekiwane. Trzeba iść w kierunku prawdy, i to pełnej prawdy. Jeżeli Europa ma być jedna, to musi być w niej daleko posunięta równość, a więc także solidarność w znoszeniu ciężaru życia wspólnego.
Ojciec Święty bardzo często podkreślał, że wolność jest nam dana, ale też i zadana. Co to oznacza?
– Wolność, która stała się dla nas faktem co najmniej od roku 1989, rzeczywiście została nam dana. Dokonała się rzecz niemalże cudowna, że wielkie imperium odstąpiło od nas bez jakichkolwiek aktów zemsty, a więc przede wszystkim bez wojny. Zostaliśmy uwolnieni od tego imperium, które przejęło panowanie nad wieloma krajami Europy. O wiele trudniej było ze zrzuceniem niewoli systemu hitlerowskiego, ale wtedy wolność wywalczona stała się dla nas jeszcze większym zadaniem. Trzeba było bowiem stawić czoła kolejnemu zniewoleniu. Ten dar okazał się też realny właśnie w latach osiemdziesiątych kończącego się drugiego tysiąclecia. Więc jest to w pewnym sensie dar czasu, dar Boga, który jest Panem czasu, także Panem naszej przestrzeni, jako Pan świata i Stwórca człowieka. Natomiast dar wolności nie może być martwy, więc człowiek nie może być bierny, spokojnie usiąść i cieszyć się z tego, że jest wolny. Tę wolność trzeba zagospodarować. Wolność jest w tym sensie i zadaniem. Tworzenie nowego prawodawstwa, nowych struktur, nowych miejsc pracy, walka z bezrobociem, troska o utrzymanie ludzi, którzy są zagrożeni w życiu, o tych najbardziej odsuwanych, o niepełnosprawnych, troska o ludzi, którym się chce wmówić, że eutanazja będzie dla nich największym ratunkiem, to jest zadanie dla narodu, który jest wolny. Trzeba więc umiejętnie wypełnić tę przestrzeń wolności, a Panu Bogu zawierzyć swoje nowe myślenie. W ten sposób dar stanie się żywy w naszych rękach. Będziemy ten dar od Boga niejako odpracowywać. Każdy dar jest dany po to, ażeby przynosił nowe owoce. Jeżeli dar się odkłada i zapomina się o nim, staje się bezużyteczny. Dar wolności musi być odpowiednio przyjęty i przetworzony naszymi dobrymi czynami.
Czym może się stać wolność, która nie szanuje prawdy?
– Wolność, która nie szanuje prawdy, przestaje być pełną wolnością dlatego, że idzie w kierunku widzenia rzeczywistości w sposób nieobiektywny, sztuczny, przekłamany. Jeżeli w miejsce terminu „prawda” napiszemy „Jezus Chrystus”, bo On powiedział, że jest Prawdą, to sprawa okaże się jeszcze bardziej i wiarygodna, i przekonująca. Kto nie szanuje prawdy, nie może być w pełni wolny. W tym miejscu przypomnę wypowiedź św. Pawła z jego Listu do Galatów, w którym napisał: „wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie sobie tej wolności jako zachęty do hołdowaniu ciału, lecz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie” (5, 13). A więc jest to wolność, która staje się nową wartością służby drugiemu człowiekowi, by wypełniać największe przykazanie. Pisał św. Paweł do Galatów, że całe Prawo wypełnia się w tym nakazie: będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego (5, 14). Stąd też w tej wolności nie może mieć miejsca ani nienawiść, ani walka, które prowadzą do pognębienia przeciwnika, a nie do ratowania człowieka i sprowadzenia go na drogi prowadzące do lepszej przyszłości. I znów z tego samego Listu zdanie św. Pawła: „jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, to baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli”. Przestroga, jak sądzę, aktualna dla ludzi każdego pokolenia. Tak łatwo ulec pokusie, żeby dominować nad swoimi współbraćmi, zwłaszcza gdy są naszymi przeciwnikami.
Ojciec Święty nazywał zawsze zło po imieniu. Okazuje się, że nawet w Polsce jego sformułowanie „cywilizacja śmierci” określane bywa jako obraźliwe wobec np. tych, którzy nie uważają aborcji za zabicie dziecka poczętego. Tygodnik katolicki został niedawno ukarany za „mowę nienawiści”, bo przypominał o nienaruszalności ludzkiego życia. Czy wolność słowa katolików w Ojczyźnie Jana Pawła II jest dziś zagrożona?
– Wolność, która nie szanuje prawdy, staje się bardzo często przekłamaniem wolności. Człowiekowi się wydaje, że kiedy jest wolny, może zdobyć się na wszystko, na każdy nawet czyn. Tak nie jest, ponieważ nigdy nie może w nas dominować zło. Przeciwnie, zwycięskie ma być zawsze dobro. Czasem może rzeczywiście pojawić się pokusa, że akurat zło, które zdarzyło się w naszej rodzinie czy w kręgu przyjaciół, mogłoby podlegać innym zasadom i innej ocenie. Mamy obecnie bardzo nagłośniony przypadek, pewnie słusznie, popularnego reżysera. Czy ocena jego moralności ma być inna niż pozostałych ludzi? Zdarza się, że po kumotersku usiłuje się bronić zaprzeczenia zasadzie, która promuje dobro. A więc wtedy człowiek staje się nieobiektywny. Nigdy nie może być uznane prawo do zabijania życia ludzkiego. Byłoby ogromnym nieporozumieniem, gdyby katolickie czasopismo, ale i w ogóle katolik miał w tej sprawie inny pogląd. Owszem, nie potępia się człowieka, natomiast potępia się złe czyny, złe prawodawstwo, złe decyzje. To są zupełnie inne kwestie, ale człowiek w tej mierze, w której jest odpowiedzialny za swój czyn, podlega również osądowi stosownych instancji, i to kompetentnych, obiektywnych. Cywilizacja śmierci jest przekleństwem, które ponurym cieniem kładzie się na naszej epoce, od śmierci zadawanej w czasie wojen, ogromnie krwawych wojen, aż po te zabójstwa pojedyncze, niby drobne, ale idące w miliony. Zło musi być nazywane złem, a każda aborcja będzie zawsze przez Kościół tak określana. Nie dziwmy się zatem, choć kogoś może to boleć, że dowiaduje się o sobie prawdy. Tymczasem prawda wyzwala, jest w stanie zawrócić człowieka ze złej drogi w kierunku właściwej drogi życia.
Dziękuję za rozmowę.
