Zbrojeniówka to nie fabryka guzików
Obawiamy się, że planowane cięcia mogą spowodować likwidację firm i zwolnienia nawet 46 tysięcy osób
Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Anna Ambroziak
„Solidarność” będzie dzisiaj protestowała w Warszawie w związku z niepewną przyszłością przedsiębiorstw zaopatrujących siły zbrojne…
– Bezpośrednim powodem naszej manifestacji jest niezadowolenie strony związkowej z wtorkowego spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwa Skarbu Państwa, podczas którego przedstawiony został plan działań dotyczący modernizacji technologicznej sił zbrojnych. Liczyliśmy na to, że rząd przedstawi szczegółowe informacje na temat najbliższej przyszłości przedsiębiorstw sektora obronnego, tymczasem po tym spotkaniu czekają nas trzy lub cztery miesiące niepewności. Nikt nie odpowiedział na pytanie, za co pracownicy i ich rodziny mają przeżyć w tym czasie. Protestujemy wobec cięć, jakie mają dotknąć sektor zbrojeniowy, a szczególnie wobec zmniejszenia środków na zaopatrzenie i modernizację techniczną sił zbrojnych. Domagamy się zwiększenia środków na modernizację sił zbrojnych, ograniczenia zakupów zagranicznych, zachowania kwestii pierwszeństwa inwestorów branżowych przy prywatyzacji firm oraz wprowadzenia pakietu socjalnego dla zakładów znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Do tej pory ze strony rządu nie było jakichkolwiek propozycji, które próbowałyby łagodzić skutki cięć budżetowych. Głównym problemem branży zbrojeniowej jest ciągły brak wizji resortu, w jaki sposób powstrzymać spadek zamówień. Obawiamy się, że planowane cięcia mogą doprowadzić do likwidacji nawet 30 firm i w efekcie pracę straci nawet 46 tysięcy osób. W niektórych przedsiębiorstwach zamówienia spadły już nawet o 100 procent. Fabryka Broni w Radomiu, która powstała na gruzach dawnego „Łucznika”, już wstrzymała produkcję, a pracownicy poszli na dwutygodniowy urlop. Nie wiadomo, co będzie dalej. Produkcja dawnego „Łucznika” opiera się w 98 proc. na zamówieniach z MON i MSWiA. O przyszłość obawia się też np. warszawski Radwar, produkujący aparaturę dla wojska. Kilka nowych umów z tą firmą było wynegocjowanych w grudniu, ale w styczniu MON wstrzymało ich podpisanie. Cięcia dotkną też PZL Świdnik, któremu współpraca z wojskiem zapewnia około 25 proc. wartości sprzedaży. Analogiczna sytuacja ma miejsce w Bumarze Łabędy, gdzie zwolnienia grożą 3 tys. pracowników. Pamiętajmy, że zakłady przemysłu obronnego są po głębokiej restrukturyzacji, w wyniku której pozostały tylko zakłady o dużym potencjale obronnym. Obniżenie poziomu zamówień spowoduje ich całkowite zamknięcie.
Szef MON Bogdan Klich deklarował też, że w zakresie modernizacji technicznej nasze środki zostały ograniczone o połowę. Ale przecież były już trudniejsze czasy dla zbrojeniówki, kiedy budżet MON wynosił 14 czy 15 mld zł, a obecnie jest to 24 mld złotych.
– Doskonale te czasy pamiętam, ale dziś sytuacja jest diametralnie gorsza. Dlaczego? Mimo że środki budżetowe były mniejsze, to jednak większa była pula pieniędzy przeznaczonych na modernizację, czyli uzbrojenie i sprzęt wojskowy. Dziś niestety część tych środków pochłaniają tzw. wydatki sztywne, czyli utrzymanie całej frakcji urzędniczej i niewydolnych struktur resortu. Stąd z tego budżetu tylko kilkanaście procent jest przeznaczanych na modernizację armii. Dziś jesteśmy pod ścianą. Sektor poniósł ogromny wysiłek związany z jego restrukturyzacją, a dziś grozi mu całkowita zagłada. Zgodnie z planem oszczędnościowym na 2009 r. MON ma zaoszczędzić 1,9 mld zł z pierwotnego budżetu. A przecież zbrojeniówka to nie fabryka guzików, na których się oszczędza. To sekcja obronności kraju, a więc strategiczna dla państwa.
Po decyzjach oszczędnościowych Klich zapowiedział, że zakupy będą wolniejsze, zapewniając, iż redukcja zamówień obejmie w pierwszej kolejności dostawy zagraniczne, by maksymalnie chronić rodzimy przemysł zbrojeniowy i utrzymać linie technologiczne. Jak Pan odbiera te deklaracje?
– To są tyko piękne słowa. Przeczą temu fakty. 30 grudnia 2008 roku podpisano umowę ze Szwedami na zakup rakiet. W połowie stycznia tego roku, wiedząc już, że nie ma pieniędzy, przekazano szwedzkiej firmie ok. 140 mln USD. Jak się to ma do ochrony polskiego przemysłu? Mieliśmy wstrzymane należności za rok ubiegły za wyprodukowany sprzęt i uzbrojenie, a z drugiej strony płaci się firmom zagranicznym.
Przed miesiącem szef MON informował, że rząd przewiduje możliwość udzielania gwarancji i poręczeń dla sektora zbrojeniowego przez Bank Gospodarstwa Krajowego, który w tym celu zostanie dokapitalizowany. Być może też środki na pomoc „zbrojeniówce” będą pozyskiwane z zewnętrznych źródeł – kredytów i pożyczek zaciąganych przez Agencję Uzbrojenia.
– To nasz postulat, który MON sobie zawłaszcza. Pan minister sobie tego nie wymyślił, tylko przejął go od nas.
Jakie będą dalsze posunięcia związków zawodowych sektora, jeżeli wasze protesty nie odniosą spodziewanych skutków?
– Wszystko leży w rękach premiera. Rząd przyjął już program restrukturyzacji, konsolidacji i wspierania rozwoju potencjału obronnego. To nie są wielkie kwoty, które mogą uratować potencjał obronny. Chcemy tylko realizacji tego programu. Jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi i tak zamierzamy postępować. Ale nie mogę teraz przewidzieć, do czego będą zdolni ludzie, którzy są pozbawieni jakichkolwiek perspektyw i nie mają za co utrzymywać swoich rodzin.
Dziękuję za rozmowę.
