Światła z Meksyku
Ks. prof. Jerzy Bajda
Jeden z uczestników kongresu odbywającego się w związku z VI Światowym Spotkaniem Rodzin w Meksyku wkrótce po jego zakończeniu napisał, że prawdziwe spotkanie rodzin dopiero się zaczyna. Wiele osób interesujących się tym wydarzeniem podziela tę myśl i snuje projekty, co robić, aby ten bogaty impuls duchowy, jakim był Meksyk, nie przeminął bez echa. W tym celu trzeba oczywiście wracać do wypowiedzi i przemyśleń, które miały miejsce w tym uprzywilejowanym mieście oddanym opiece Matki Bożej z Guadalupe.
Z konieczności zmuszony jestem pominąć dużą część bogatego materiału, jaki wypełnił ramy kongresu. Wszystkie wygłoszone tam referaty powinny zostać opublikowane w formie książki. Pomijam też cenne świadectwa na temat działalności wspólnot i ruchów pracujących dla rzeczywistej promocji rodziny. Ktoś powinien to kompetentnie omówić. Być może powstanie specjalny periodyk, który będzie kontynuował debatę zapoczątkowaną na tym wyjątkowym kongresie.
Cennym światłem dla uczestników kongresu rozważających zagadnienia teologiczne i pastoralne dotyczące rodziny był referat o. Raniery Cantalamessy, uwydatniający duchowy i sakralny wymiar małżeństwa i rodziny przez odwołanie się do Pisma Świętego. W wywiadzie dla jednego z pism informacyjnych „Desde la Fe” („Z wiary”) rozmówca dodatkowo stwierdził, że małżeństwo rodzi się z pokory, ponieważ jest uznaniem współzależności, a przez to pomaga zaakceptować „kondycję stworzenia”. Zdaje się, że o. Cantalamessa dotknął tu newralgicznego punktu problematyki małżeństwa. Wszystkie zachwiania w tej dziedzinie (ideologiczne, moralne, społeczne) wywodzą się z faktu, że człowiek odrzuca więź między małżeństwem a tajemnicą stworzenia.
Kongres w oczach pasterzy Kościoła
Z pewnością warto przytoczyć również niektóre wypowiedzi pasterzy Kościoła zanotowane w wywiadach udzielonych „Desde la Fe”, gdyż zawierają zwięzłą charakterystykę kryzysu rodziny w kontekście dzisiejszej kultury.
Kardynał Jean Vingt-Trois (arcybiskup Paryża)
Zwraca uwagę na fakt, że poważnym zagrożeniem dla rodziny jest lekceważenie jej wartości przez władze publiczne, które ułatwiają rozwody i rozbicie rodziny, kierując się fałszywym założeniem antropologicznym, według którego „problemy rodziny są jedynie sprawą prywatną”. Szczególnie smutne jest to, że liczne rodziny nie cieszą się żadnym poparciem sektora publicznego i ich liczba stale się zmniejsza. Natomiast coraz śmielej poczynają sobie związki homoseksualne, spotykając pytające spojrzenia rodzin tradycyjnych. Ksiądz kardynał zwrócił też uwagę na konieczność gruntownego przygotowania młodych ludzi do małżeństwa i do obowiązków rodzicielskich.
Kardynał Jaavier Lozano Barragan (Meksyk)
Stwierdza, że groźnym źródłem zamętu w rodzinie jest taki sposób myślenia, który szczęście pojmuje w kategoriach dobrobytu, i dlatego akcentował potrzebę oparcia się na Bogu, ponieważ małżeństwo jako sakrament tylko z tego źródła czerpie moc do realizacji swego powołania.
Kardynał Marc Quellet (Quebec, Kanada)
Piętnuje „zamęt antropologiczny” wokół teorii małżeństwa, utrudniający przeżywanie go jako „Kościoła domowego”. Kładzie nacisk na to, że powołanie rodziny jest w całości określone przez miłość, która ma swoje źródło w Bogu, i tylko mocą tej miłości, wypełniającej życie małżonków, może się dokonywać dzieło wychowania w rodzinie. Ksiądz kardynał stwierdza, że jest konieczne, „aby świat rozpoczynał od Chrystusa” i uczył się prawdy, iż istnieją trzy fundamenty rodziny: „wierność, prokreacja i nierozerwalność”, których nie wolno zburzyć. Podkreśla też, że „małżeństwo nie jest tylko więzią między mężczyzną i kobietą, lecz przede wszystkim więzią wiary z Bogiem” (la union desde la fe con Dios); że jest to wyniesienie natury ludzkiej na poziom, na którym symbolizuje więź małżonków z Chrystusem, po to, aby miłość małżeńska odzwierciedlała miłość Boga”.
Arcybiskup Buchara Rai (Jbeil, Liban)
Zwraca uwagę na luki w prawie międzynarodowym niepozwalające bronić praw rodziny. Na Bliskim Wschodzie jedynie w Libanie rodziny chrześcijańskie mogą liczyć na ochronę prawną, natomiast rządy teokratyczne w krajach muzułmańskich (oparte na prawie islamu) prześladują rodziny należące do mniejszości wyznaniowych. „Ma miejsce dyskryminacja i panuje nierówność praw między mężczyzną i kobietą. W małżeństwach mieszanych strona chrześcijańska traci wiele ze swoich uprawnień. Stąd niektóre osoby zmieniają religię, aby uzyskać rozwód lub inne prawa”.
Biskup Valeriana Okeke (Onitsha, Nigeria)
Na tle wypowiedzi rysujących obraz kryzysu wyróżnia się optymistyczna relacja tego arcybiskupa. Stwierdza on, że w Nigerii rodzina znajduje się w dobrym stanie, a jej członkowie trwają we wspólnocie, która obejmuje także dalsze kręgi pokrewieństwa. Ksiądz arcybiskup uważa, że taka „rodzina poszerzona” powinna stać się wzorem dla świata.
Kardynał Javier Errazuriz (Santiago, Chile)
Z Ameryki Południowej przychodzi sygnał ostrzegawczy. Kardynał Errazuris uważa za wielki błąd w strukturze rządów latynoamerykańskich, że nie ma tam żadnej instancji rządowej, która „byłaby zobowiązana studiować możliwe scenariusze dotyczące skutków promulgacji poszczególnych ustaw, które mogą uderzyć w rodzinę”. Ksiądz arcybiskup przypomina, że na podstawie badań przeprowadzonych w północnej Europie jest widoczne, iż dzieci pozostające dłużej pod bezpośrednią opieką rodziców wykazują później mniej skłonności do zachowań przestępczych. Natomiast kiedy rządy odbierają matkom możliwość takiej edukacji domowej, zmuszając je do pracy zarobkowej, budżet rodziny w niewielkim stopniu się poprawia, natomiast rosną niepomiernie koszty społeczne spowodowane zaniedbaniem wychowania rodzinnego. Owej relacji między ekonomią a rodziną dotyka także ksiądz kardynał Oskar Andres Rodriguez Madariaga (Tegucigalpa).
Kardynał Telesphore P. Toppo (Ranchi, India)
Podkreśla głównie problemy we wzajemnej komunikacji między małżonkami, wynikające z pewnych defektów osobowościowych i braku odpowiedzialnego stosunku do życia. Z tym wiąże się także dewaluacja seksualności ludzkiej, pomieszanie pojęć na temat istoty ludzkiej miłości, podsycane przez środki masowej komunikacji. Źródłem trudności są także sekularyzm i materializm, które wykluczają wymiar duchowy z życia małżeńskiego i rodzinnego. „Wydaje się, jakby Odkupienie Chrystusowe nie objęło swoim zasięgiem ludzkiej seksualności”. Ksiądz kardynał stwierdza, że społeczeństwo konsumpcyjne prowadzi do pojmowania człowieka jako „towaru”, pozbawiając go jego duchowości; człowiek staje się czymś do „skonsumowania”. Użala się, że władze cywilne nie czynią nic, aby podnieść jakość życia rodzinnego, zwłaszcza w wymiarze moralnym i duchowym; są zainteresowane jedynie „dobrobytem ekonomicznym społeczeństwa”.
Kardynał Tarcisio Bertone (sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej)
Warto też przytoczyć pewne głosy wypowiedziane przy okazji zamknięcia kongresu. Kardynał Tarcisio Bertone przypomniał, że „rodzina jest prawdziwym źródłem pokoju i sprawiedliwości w wymiarze całego świata”. Oczywiście te wartości potrafi przekazać tylko prawdziwa rodzina żyjąca w prawdzie swego powołania. Aktualna sytuacja w świecie jest jednak skomplikowana i nie można zawyrokować, w którym kierunku dokonają się zmiany. „Najważniejszą sprawą jest, by rządy promowały i wspomagały rodzinę, bez tego społeczeństwo nie przeżyje”.
Arcybiskup Ramon Antonio Linares Sandoval (Barinas, Venezuela)
Akcentuje bardzo ważny problem, wysuwany również przez innych, polegający na braku ustaw, które miałyby na celu ochronę rodziny: „Żadne prawo – zwłaszcza w Wenezueli – nie broni dzieci, młodzieży, kobiet przed przemocą”. Według księdza arcybiskupa, sytuacja socjoekonomiczna rodziny ustawicznie się pogarsza. W dziedzinie moralności rodzina nie doznaje żadnego wsparcia od władz, które raczej popierają zasady „zdrowia reprodukcyjnego”, promują nieograniczoną aktywność seksualną, byle była (pozornie) bezpieczna, rozpowszechnia się prezerwatywy, promuje się sterylizację i różne środki antykoncepcyjne. Związki zawierane przez mężczyzn i kobiety są coraz częściej nietrwałe, przejściowe. Główną postacią w rodzinie jest matka, a ojciec zostaje jakby w cieniu. W sposób alarmujący wzrasta liczba matek samotnych, i to w wieku dorastającym. Sytuacja młodocianych dziewcząt w stanie błogosławionym stanowi poważny problem społeczny i zarazem ukazuje się jako „nowe oblicze ubóstwa”. Sytuacja rodziny jest tym bardziej ciężka, że nie istnieją żadne programy państwowe, które miałyby na celu wspomaganie rodziny. Rodzi to różne zagrożenia, jak przemoc w rodzinie, alkoholizm, narkotyki, prostytucja. Głównym wnioskiem, jaki wysuwa biskup z Wenezueli, jest potrzeba zorganizowania prawdziwego duszpasterstwa rodzin, co angażowałoby wszystkich biskupów i kapłanów. Rodzina chrześcijańska posiada świadomość swojej misji; trzeba jednak udzielić jej pomocy, by mogła spełniać swoje zadania wobec społeczeństwa.
Biskup Klaus Klung (Sankt Pölten, Austria)
Ubolewa nad zanikiem rodzin tradycyjnych. Nowoczesne rodziny wciągnęły się w pogoń za dobrobytem, karierą zawodową, konsumpcyjnym stylem życia. Panuje jakiś przesąd krzywdzący liczne rodziny oraz matki, które poświęcają cały swój czas rodzinie i dzieciom. Wiele czynników w dzisiejszej kulturze zniechęca młodych do zawierania małżeństwa. Szczególnie ujemny wpływ na tę postawę mają media, w których dominuje hedonizm, pokazywanie przygód seksualnych i pornografia, a tzw. edukacja seksualna skupia się jedynie na zapobieganiu zakażenia przez HIV i przekazuje wyłącznie mentalność antykoncepcyjną. W dziedzinie sanitarnej promuje się aborcję, a ustawodawstwo cywilne traktuje rozwód jako „rozwiązanie” problemu. Ksiądz biskup Klung ze smutkiem stwierdza, że w Kościele upowszechnia się ideologiczny zamęt, encyklika „Humanae vitae” została praktycznie odrzucona, toczą się dyskusje bez końca, pęka jedność między biskupami i panuje przekonanie, że to, co głosi Magisterium Kościoła, nie ma zastosowania w realnym życiu. Ksiądz biskup wysuwa bardzo interesujący postulat stworzenia specjalnych szkół dla małżonków o profilu pastoralnym (przy okazji wyjaśniam, że po Soborze Watykańskim II słowo „pastoralny” oznacza tę właściwość całego zespołu prawd objawionych, dzięki której stają się one zasadą życia i wzrostu w świętości). Zasługuje na podkreślenie, że podobny projekt pojawił się także w Polsce i jest już gdzieniegdzie realizowany, choć wciąż w minimalnym zakresie. W takiej szkole chodzi nie tylko o wiedzę, ale przede wszystkim o formację duchową opartą na pogłębionej świadomości wiary. Zgodnie z tym rozumieniem „szkoły” ksiądz biskup Klung podkreśla konieczność pogłębionej praktyki modlitwy.
Biskup Oscar Vicente Ojea (biskup pomocniczy Buenos Aires, Argentyna)
Wypowiada się w podobnym duchu co biskup Klaus Klung. Ubolewa bowiem nad różnymi formami rozbicia rodziny i akcentuje konieczność wzmocnienia cnoty wierności w oparciu o głębsze przeżywanie sakramentu małżeństwa. Bolesnym pęknięciem jest przepaść pogłębiająca się między pokoleniami, mianowicie coraz trudniejsze relacje między rodzicami, szczególnie ojcami, a dziećmi. Zwraca uwagę na swoisty lęk ojców, aby nie utracić swoich dzieci, co prowadzi ich do tego, że przestają stawiać granice moralne ich postępowaniu, a to z kolei przynosi smutne konsekwencje w przyszłości, kiedy już jest za późno, by coś naprawić. „Z drugiej strony dzieci czują się w pewnym sensie sierotami, ponieważ granica prawidłowo postawiona jest fundamentalnym sposobem wyrażenia miłości i troski”. Cenne są uwagi księdza biskupa Ojea na temat ewangelizacyjnego potencjału rodziny, który powinien zostać ożywiony.
Biskup Pierre Farine (biskup pomocniczy Genewy)
Warto jeszcze wspomnieć uwagi księdza biskupa Farine’a, w których główny akcent pada na styl życia określony jako pragmatyczny, widoczny w całym społeczeństwie i rodzinach.
Oznacza to, że rodziny nie troszczą się o rozwijanie wartości trwałych, wiecznych, a nawet pomijają ściśle etyczne aspekty życia rodzinnego. Świadczą o tym liczne rozwody – jeden rozwód na dwa małżeństwa. Zasiłki dla rodzin bardzo się obniżyły w ostatnich latach, a urlopy macierzyńskie praktycznie nie istnieją. Ratunek dla rodziny widzi ksiądz biskup w powrocie do Ewangelii.
Biskup José Antonio Eguren Anselmo (Piura, Peru)
Ostrzega przed destruktywną działalnością tzw. organizacji pozarządowych (ONG), które na miejsce autentycznej i jedynej definicji rodziny wprowadzają pojęcia rozwadniające jej istotę i podciągające pod to pojęcie twory patologiczne i niekompletne. Duży wpływ na ten błędny sposób myślenia mają ruchy feministyczne i błędy antropologiczne związane z pojęciem „gender” oraz postulatami homoseksualistów. Ksiądz biskup podkreśla zasługi Papieża Jana Pawła II w dziedzinie obrony prawdy o rodzinie i poleca powrót do tego nauczania.
Podtrzymać światło
W związku z czuwaniem modlitewnym rodzin w Meksyku Papież Benedykt XVI skierował do jego uczestników orędzie. Powraca w nim do źródła, do Ewangelii, do tajemnicy Świętej Rodziny, która nieustannie uobecnia się w życiu chrześcijańskich rodzin, w kolejnych pokoleniach ludzkości. W rodzinie realizuje się prawdziwe dojrzewanie człowieczeństwa. „Radosne tajemnice Różańca przeplatają się z relacjami poszczególnych rodzin z pięciu kontynentów tak, że wydaje się, jakby były echem i odbiciem w naszych czasach historii Jezusa i Jego Rodziny. Owe relacje pokazały nam, jak ziarno Ewangelii rośnie i wydaje owoce w różnych sytuacjach dzisiejszego świata”. Benedykt XVI podkreśla, że temat VI Spotkania Rodzin: „Rodzina nauczycielką ludzkich i chrześcijańskich wartości”, przypomina nam, iż „środowisko rodzinne jest szkołą człowieczeństwa oraz życia chrześcijańskiego dla wszystkich członków rodziny, przynosząc dobroczynne skutki dla ludzkości, dla Kościoła i społeczeństwa”. Papież przypomina zdanie z konstytucji pastoralnej „Gaudium et spes”, nr 48, głoszące, że „rodzina chrześcijańska ma ukazywać wszystkim ludziom żywą obecność Chrystusa w świecie oraz prawdziwą naturę Kościoła”. Prawda tego twierdzenia wymaga, by sama rodzina „była napełniona obecnością Boga, składając w Bożych dłoniach wszystkie wydarzenia i błagając o pomoc Bożą w pełnieniu swego niezastąpionego posłannictwa”. Wynika z tego, że rodzina ma być miejscem, a raczej podmiotem nieustannej modlitwy oraz słuchania i rozważania Słowa Bożego. Sprawie tej Ojciec Święty poświęca swoje głębokie uwagi i ostatecznie prowadzi do wniosku, iż „rodzina powinna stać się żywą Ewangelią czytelną dla wszystkich”. Tylko dzięki temu rodziny staną się zdolne do świadectwa życia, a także do wyraźnego wyznawania wiary we wszystkich kontekstach bytowych, których nie ma potrzeby szczegółowo wyliczać. To duchowe bogactwo rodziny promieniuje na całe życie społeczne, pomagając w jego stałej humanizacji i w budowaniu „cywilizacji miłości”. Papież podkreśla, że „rodzina jest również żywotną komórką społeczeństwa, pierwszym i decydującym źródłem jego rozwoju. Często rodzina jest także ostatnim ratunkiem dla ludzi, których potrzeby nie mogą znaleźć zaspokojenia w ramach istniejących struktur”. Jeżeli Benedykt XVI mówi dalej o tym, że społeczeństwo (czy państwo) powinno uszanować tożsamość rodziny i że rodzina ma prawo do ochrony swej kultury i swych podstaw ekonomicznych, a także ochrony zdrowia, to nie znaczy, iż występuje ona w roli petenta ubiegającego się o łaskawe datki, ale jest to potwierdzenie zasady, w oparciu o którą samo społeczeństwo uzyskuje swoją ludzką i moralną tożsamość. Profil społeczeństwa ujawnia się w jego postawie służby wobec rodziny. Jest to istotne i bardzo ważne wymaganie, od którego zależy to, na co Papież kładzie nacisk: aby rodzina była w stanie rozwijać własną, wewnętrzną kulturę, dzięki której będzie z kolei zdolna promieniować na całe społeczeństwo, promując wartości pochodzące z jej duchowych pokładów ożywianych Ewangelią Chrystusa. Poprzez tę twórczość, która należy do istoty rodziny, staje się ona w sposób organiczny podmiotem polityki (polityki w etycznym tego słowa znaczeniu), która organizuje społeczeństwo zgodnie z jego antropologiczną prawdą. Etapem pośrednim jest organizowanie się rodzin w grupy i wspólnoty, dzięki którym rodzina uzyskuje zdolność wywierania wpływu na porządek publiczny. Tę ideę, wbudowaną w syntetyczną wypowiedź Benedykta XVI, dobrze wyraża tytuł widniejący nad tekstem opublikowanym w „L’Osservatore Romano”: „Develop a family culture and policy consistent with the Gospel” („Rozwijać kulturę rodziny i politykę zgodną z Ewangelią”). Te dwa elementy są w tekście organicznie i logicznie powiązane: kultura rozwijająca się w rodzinie, obejmująca wszystkie wartości ludzkie i chrześcijańskie, jest zdolna zmienić oblicze społeczeństwa także w ten sposób, że uczyni ludzi zdolnymi do kształtowania takiej polityki, która jest owocowaniem Ewangelii w życiu publicznym. Wielki cel został wyznaczony rodzinom przez meksykańskie Spotkanie Rodzin i przez Papieża Benedykta XVI.
Czy polityka może być chrześcijańska
Rozważany temat kojarzy się z pytaniem pojawiającym się często w publicystyce, czy nasza cywilizacja europejska (i sama Europa) może stać się znów chrześcijańska. Zastanowiła mnie właśnie teza wysunięta przez Josefa H.H. Weilera w książce pt. „Chrześcijańska Europa. Konstytucyjny imperializm czy wielokulturowość?” (W Drodze, 2003). Autor, będący Żydem w pełni wierzącym i praktykującym, nie ma nic przeciwko temu, aby w tzw. Konstytucji Europejskiej pojawiła się formuła podkreślająca chrześcijańskie korzenie europejskiej kultury (a najlepiej, gdyby to były „judeochrześcijańskie” korzenie). Analizując sytuację prawną i polityczną Europy, dochodzi jednak do wniosku, że winę za nieobecność Boga i samej idei chrześcijaństwa w projekcie takowej konstytucji ponoszą sami chrześcijanie, którzy zamknęli się w „wewnętrznym getcie”, pozwalając, by życie polityczne i w ogóle publiczne zostało zdominowane przez laicystów i ateistów. Można oczywiście wysunąć zarzut, że autor nie uwzględnia innych przyczyn powodujących eksmisję chrześcijaństwa z forum politycznego Europy, ale rację ma w tym, że nasi chrześcijanie, usiłujący uprawiać politykę, nie orientują się w społecznej nauce Kościoła i nie znają encyklik i całej powodzi tekstów Magisterium odnoszących się do spraw publicznych. Sam Weiler cytuje „Redemptoris missio”, „Centesimus annus” i wie o istnieniu encykliki „Fides et ratio”, choć nie rozumiem, dlaczego nie zagląda do adhortacji „Ecclesia in Europa”. Ostatecznie jemu wolno. Ale dlaczego nasi politycy traktują chrześcijaństwo jak zmurszały zabytek, który nadaje się do muzeum? Dlaczego nie wyciągają wniosków ze wspaniałej nauki Papieży: od Piusa IX do Benedykta XVI? Dlaczego nie robią nic, aby obronić świętość rodziny i jej antropologiczną tożsamość?
