To są próby szykan


Z Arturem Kowalskim, dziennikarzem „Naszego Dziennika”, rozmawia Wojciech Wybranowski



Spodziewał się Pan po koalicji takich utrudnień w pracy sejmowej?


– Dla mnie to całkowite zaskoczenie. Z jednej strony docierały do mnie nieoficjalne sygnały, że coś jest na rzeczy, zwłaszcza po wystąpieniach posła Palikota w sprawie Radia Maryja. Wtedy w kuluarach mówiono, że „trzeba coś zrobić z 'Naszym Dziennikiem’, bo bruździ”, zwłaszcza po naszych publikacjach, w których informowaliśmy o przeszłości pana Szczepańskiego i – zdaniem komisji likwidacyjnej WSI – jego związkach z wojskowymi służbami specjalnymi, albo też informowaliśmy o tym, jak niezgodnie z prawem wtargnął na zamknięte, tajne posiedzenie Sejmu tylko po to, by donieść marszałkowi Komorowskiemu, że opozycja robi konferencję prasową. Ale nie spodziewałem się, że urzędnicy pana marszałka posuną się aż do takich działań. Cóż, mówiąc pół żartem, pół serio, czuję się jako dziennikarz doceniony, że moimi tekstami zasłużyłem na represję i szykany ze strony urzędników III RP.


Szef Biura Prasowego Kancelarii Sejmu mówi, że to żadne szykany, a tylko regulamin, i że w żaden sposób nie utrudnia to pracy w Sejmie, ponieważ może Pan ubiegać się o przepustkę jednorazową.


– Ktoś, kto tak mówi, nie zna realiów pracy dziennikarza, zwłaszcza dziennikarza w Sejmie. Obrady Sejmu, burzliwe dyskusje, głosowania czy nawet prace sejmowych komisji to tylko niewielki wycinek, bynajmniej nie najważniejszy codziennego sejmowego życia. Tak naprawdę polityka toczy się w kuluarach Sejmu, w zaciszu gabinetów, przy nieformalnych spotkaniach w sejmowych restauracjach. Dziennikarz, który chce mieć dostęp do informacji, być na bieżąco, po prostu musi tam być. Utrudnienia, jakie wprowadził pan Szczepański, działający – bo to trzeba powiedzieć wprost – w imieniu marszałka Komorowskiego, mają również bardzo praktyczny wymiar. Wielu, jeżeli nie większość, posłów umawia się na wywiady, rozmowy np. w kuluarach, do których ma blisko z sali posiedzeń, w częściach Sejmu oddalonych od tych ogólnie dostępnych, gdzie można porozmawiać mniej oficjalnie. Mam wrażenie, że osobie, która podjęła takie, a nie inne decyzje, marzy się powrót do peerelowskiej cenzury i akceptowania tylko tych mediów, które prezentują jedynie słuszną linię. A to jego niedoczekanie!


Po latach pracy w parlamencie ograniczono Panu możliwość pracy w Sejmie do bardzo ściśle wytyczonego poletka – galerii sejmowej i pokoiku dziennikarskiego.


– Mam nadzieję, że ta sprawa zostanie wyjaśniona. Organa władzy państwowej, zgodnie nie tylko z ustawą Prawo prasowe, ale również z ustawą o dostępie do informacji publicznej, powinny udzielać dziennikarzowi wszelkiej możliwej pomocy w dostępie do informacji, tak by taką informację, pełną i rzetelną, otrzymywała też opinia publiczna. Tu zrobiono wszystko, by ten dostęp do informacji dziennikarzom „Naszego Dziennika” i – co za tym idzie – naszym Czytelnikom ograniczyć. Jeżeli Kancelaria Sejmu nie wycofa się z tych skandalicznych ograniczeń, to pozostaje mi jeszcze droga prawna, i być może będę musiał z niej skorzystać.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj