Traktat powinien iść do Trybunału
Z senator Dorotą Arciszewską-Mielewczyk (PiS) rozmawia Jacek Dytkowski
Jak Pani głosowała w sprawie projektu ustawy ratyfikującej traktat lizboński?
– Wstrzymałam się od głosu, ponieważ nikt mnie nie przekonał. Nie podjęto merytorycznej dyskusji, a wątpliwości pozostały.
Czego one dotyczą?
– Mam zastrzeżenia co do pewnych punktów zawartych w traktacie i rozwiązań prawnych, które mają obowiązywać w Unii Europejskiej.
Nie należałoby najpierw skierować traktatu do Trybunału Konstytucyjnego?
– Owszem, uważam, że powinno się najpierw skierować traktat do TK, dlatego że w myśl opinii wielu mądrych osób, profesorów, których niewielu mogliśmy w mediach zobaczyć, istnieją jednak pewne sprzeczności wyroków Trybunału z tym, co wiąże się z uchwaleniem traktatu lizbońskiego. Największe zastrzeżenia budzą właśnie rozwiązania prawne, które są niejasne, a wręcz tak pokrętnie sformułowane, że zwykły śmiertelnik nie jest w stanie przebrnąć przez tych sto kilka poprawek, zwłaszcza że nie ma tekstu jednolitego. Myślę, że chodzi właśnie o to, ażeby rozmyć pewne fakty, by pewnym osobom nie chciało się dotrzeć do źródła albo żeby nie miały one siły tego przeanalizować i we własnym zakresie ten tekst jednolity stworzyć. Martwią mnie właśnie pewne rozwiązania prawne, gdzie są zastrzeżenia co do utraty naszej suwerenności. Mianowicie chodzi o brak możliwości zastosowania prawa stanowionego w Polsce w stosunku do wyroków Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Nie godzę się na niezdefiniowane bądź też zawoalowane elementy traktatu, który został pierwotnie odrzucony – wcale nie przez Polskę, ale przez inne kraje, które wczytały się w jego treść i również w ten sposób wyraziły swój pogląd. Więc nie uważam, byśmy musieli być „prymusami” w tym względzie, wręcz przeciwnie – należało poczekać, co się wydarzy, dać sobie czas. Zwłaszcza że najbardziej brakowało mi dyskusji merytorycznej – bo oczywiście wszystko można utopić w ilości słów, lukrować, opowiadając o wspaniałościach UE. Nie ukrywam, że opowiadaliśmy się za obecnością w Unii, ale w tej chwili nie mówimy o Europie ojczyzn, jak miało być pierwotnie, lecz o jakimś mechanizmie, czyli państwie europejskim, na rzecz którego mamy jednak tę suwerenność utracić – a to absolutnie jest przeze mnie nie do zaakceptowania. Mówię to, odnosząc się do merytorycznych analiz osób, które zajmują się prawem międzynarodowym i są konstytucjonalistami. Więc niestety zabrakło mi takiej dyskusji merytorycznej w mediach. Gdyby ona była, wówczas pokazałaby, jak wiele wątpliwości i niebezpieczeństw kryje teraz ratyfikacja i zastosowanie w przyszłości traktatu lizbońskiego.
Dziękuję za rozmowę.
