„Widzialny” przymiot Boga
Nie ma świętego, który nie byłby miłosierny.
Kto bowiem jest świętym? Tylko ten, kto naśladuje Chrystusa. A Ten jest samym Miłosierdziem!
Nie ma świętości bez miłosierdzia. Czym bowiem jest świętość? To obecność świętego Boga w człowieku. A Bóg jest Miłosierny.
Święty to człowiek miłosierdzia. Jednak u świętego miłosierdzie nie jest „człowiecze”. To miłosierdzie Boże. Bowiem to sam Bóg okazuje ludziom swoje miłosierdzie – przez świętego. Tak jak okazywał je przez Jana Pawła II. Dlatego miłosierdzie okazywane przez Papieża Polaka pisać trzeba z wielkiej litery. To Miłosierdzie Boże!
Miłość Boga obecna w stworzeniach
Bóg ukazuje się nam przez dzieła swego stworzenia, w nich bowiem obecna jest Jego mądrość i miłość. Ale jest to zwyczajny głos, czasem daleki, czasem tylko szept – usłyszysz go lub nie, zachwycisz się jego melodią lub nie, nawet gdy z podziwem się zasłuchasz w tę Boską melodię, niebawem nie będziesz w stanie jej sobie przypomnieć, aż wreszcie zapomnisz. Jest jednak miejsce, gdzie Bóg staje się bardzo „słyszalny”. Aż krzyczy! Aż nie będziesz w stanie zapomnieć tego ogłuszającego głosu, tego potężnego wybuchu nadprzyrodzoności. Stanie się to twym udziałem, gdy Bóg postawi na twojej drodze świętego. Święty zawsze krzyczy o Bogu.
Tak, najłatwiej dostrzec Boga przez Jego umiłowane dzieła: przez Jego świętych. W nich Boskie cechy objawiają się tak wyraźnie, że w języku Kościoła mówi się o cnotach heroicznych. To już nie są cechy tylko ludzkie, cechy osiągnięte na drodze wysiłków samego człowieka. Tam działa łaska. Tam trudziło się Niebo. Przeziera przez nie sam Bóg.
Każdy święty jest obrazem Boga w Jego przymiotach. Jednak przez niektórych z nich Bóg daje nam zupełnie szczególne znaki. Chce, byśmy w ich świetle dostrzegli w Nim coś, co w obecnym momencie naszej wędrówki jest najważniejsze.
Mówimy o Janie Pawle II i mówimy o Bożym Miłosierdziu.
Może Miłosierdzie to w ogóle najważniejszy przymiot Boga? Tak uważał w „Dives in misericordia” Ojciec Święty Jan Paweł II, pisząc, że miłosierdzie to „najwspanialszy przymiot Stwórcy i Odkupiciela”. Tak zdawał się sądzić św. Tomasz, gdy pisał, że człowiek, który okazuje miłosierdzie bez granic, uczestniczy we wszechmocy Boga. Bo „wszechmoc najdoskonalej objawia się w miłosierdziu”.
To dlatego Jan Paweł II jest „santo subito” – natychmiast święty. W nim stała się widzialna najważniejsza cecha Boga. On krzyczy o Miłosierdziu, a my wsłuchujemy się w dźwięk tej eksplozji łaski, która przemienia życie.
Znaki, które krzyczą
Jan Paweł II był znakiem Boga. Przez niego Bóg wiele powiedział światu. Naszą uwagę zwrócił szczególnie na jedną ze swych Boskich cech: na znaczenie swego Boskiego Miłosierdzia. I na działanie Jego Miłosierdzia przez Maryję.
„O Boże, to miłosierdzie niezgłębione wprowadza w nowy zachwyt dusze święte i wszystkie duchy niebieskie. Pogrążają się w świętym zdumieniu te duchy czyste, wielbiąc to niepojęte Miłosierdzie Boże, które ich wprowadza w nowy zachwyt, wielbienie ich jest w sposób doskonały. O Boże wiekuisty, jak gorąco pragnę uwielbić ten Twój największy przymiot, to jest to niezgłębione miłosierdzie Twoje (Dz. 835)”.
Możemy dziś tak wołać za św. Siostrą Faustyną. Ten zachwyt, wciąż świeży, „nowy zachwyt” stał się naszym udziałem dzięki Papieżowi… W Janie Pawle II widzialne stało się niepojęte i niezgłębione Miłosierdzie Boga.
A znaki Jana Pawła II były tak głośne, że nie dało się ich nie słyszeć.
Przecież wiemy, że gdyby nie on, orędzie Bożego Miłosierdzia nigdy nie rozeszłoby się na cały świat, nie miałoby dziś gorliwych apostołów w Stanach Zjednoczonych, w Irlandii, w Hiszpanii, w Indiach, w Rwandzie i na Filipinach. Siostra Faustyna umierając, była świadoma, że odchodzi z pustymi rękami, że czcicieli Bożego Miłosierdzia jest mniej niż piętrzących się wokół przeszkód. Jej spowiednik, Sługa Boży ks. Michał Sopoćko, pisał w prowadzonym przez siebie duchowym dzienniku: „Święci walczą nie tylko z wrogiem i z sobą – z własną słabością, lecz i z goryczą przekonania, że nic nie osiągnęli”. On też widział, że orędzie Jezusa przekazane Siostrze Kowalskiej nie jest w stanie przebić się do ludzkich serc. Boże Miłosierdzie czekało na swojego proroka. Na kogoś, kto będzie silniejszy od diabła, który uczyni wszystko, by świat nie usłyszał nowiny o Bożym Miłosierdziu. Bo „szatan najbardziej boi się orędzia o Miłosierdziu (por. Dz. 764)”.
Święta Siostra Faustyna wiedziała, że „sprawą kieruje Bóg sam, a jako ją Pan zaczął, tak i Pan poprowadzi” (Dz. 764). Im większe były trudności, tym była spokojniejsza i bardziej ufna. Wiedziała – a była to pewność wiary, która jest w stanie przenieść góry! – że Bóg sam w swoim czasie postawi na drogach tego orędzia kogoś, kto okaże się silniejszy od wrzenia piekieł.
Nie mogła się mylić i nie myliła się. Bóg dał światu wyglądanego przez nią proroka. Wybrał na niego Karola Wojtyłę. I hojną dłonią wpisał w jego życie potężne znaki.
Jan Paweł II – człowiek naznaczony znakami Miłosierdzia. Nadajmy im imiona, na które wskazuje sam Bóg.
Najpierw ostatni, największy i może dlatego wciąż nie do końca czytelny. Ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz pisał: „Jan Paweł II przeszedł 'ze śmierci do życia’ w dzień maryjny – pierwszą sobotę miesiąca – i w liturgiczne święto Miłosierdzia Bożego. To przejście do wieczności na oczach całej rodziny ludzkiej było ostatnią katechezą Jana Pawła II (…). Milcząca katecheza Ojca Świętego była punktem szczytowym Jego Magisterium. Usłyszał ją i zapamiętał cały świat”. W najważniejszym dniu życia Papieża – w dniu jego narodzin dla Nieba – pojawiły się dwa potężne znaki, które zobaczył cały świat. Jeden mówił o orędziu z Fatimy, drugi o orędziu z Krakowa, jeden o pierwszych sobotach, drugi o Bożym Miłosierdziu. Wierzymy wiarą św. Faustyny, że nadejdzie kiedyś wyznaczona przez Boga godzina, w której jakiś nowy prorok dany nam od Boga przełamie nowy opór złego ducha; wówczas zrozumiemy, że o zmierzchu dnia, w sobotę, 2 kwietnia 2005 r. Bóg dał nam jeden wielki znak zdolny skruszyć najtwardsze okowy grzechu. Jeśli Pan udzieli nam wystarczająco dużo łaski i światła, już dziś przyjrzymy się temu z daleka, niejako pozdrawiając z oddali tę wielką prawdę, która została nam – posłużmy się w tym momencie ulubionym terminem soborowym Jana Pawła II) – „już tak i jeszcze nie” objawiona.
Czytajmy z uwagą znaki. Jan Paweł II przekroczył próg śmierci w wigilię święta Bożego Miłosierdzia, święta, które on sam umieścił w kalendarzu kościelnym. Odszedł w wigilię ustanowionego przez siebie święta. Podkreślił jego rangę własną śmiercią… To nie wszystko. Pierwszą kanonizowaną przez niego w trzecim tysiącleciu osobą była właśnie Siostra Faustyna Kowalska. Ojciec Święty dał ją nowemu tysiącleciu jako patronkę i wzór, a przekazane nam przez nią orędzie dał współczesnemu światu jako program. Niebawem wybił go wielką czcionką na naszej historii, gdy u grobu nowej świętej w drugim roku trzeciego milenium zawierzył całą ludzkość Bożemu Miłosierdziu. Mało tego: ten ostatni znak został potwierdzony kolejnym, bowiem kiedy śmierć przyszła do Jana Pawła II, zastała go przy pracy nad encykliką o Miłosierdziu. Byłaby to druga encyklika poświęcona Miłosierdziu. Tym razem miała być ona odpowiedzią Papieża na współczesną „niemiłosierną” globalizację.
Ale to zaledwie „koniec znaków” (choć może wcale nie koniec?). Związek Jana Pawła II z orędziem o Bożym Miłosierdziu sięga daleko w przeszłość, co najmniej do 21 października 1965 roku. Z tą datą Karol Wojtyła, ówczesny arcybiskup Krakowa, rozpoczął proces informacyjny o heroiczności cnót Siostry Faustyny Kowalskiej ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. A nawet dalej: dosięga czasów, kiedy młody Wojtyła zaglądał do łagiewnickiej kaplicy. W dniu 17 sierpnia 2002 r., konsekrując nowe sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie, Jan Paweł II powiedział: „Przychodziłem tutaj zwłaszcza w czasie okupacji, gdy pracowałem w pobliskim Solvayu. Do dzisiaj pamiętam tę drogę, która prowadziła z Borku Fałęckiego na Dębniki, którą odbywałem codziennie, przychodząc na różne zmiany w pracy, przychodząc w drewnianych butach, jakie się wtedy nosiło. Jak można było sobie wyobrazić, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach…”.
A może związki łączące Papieża i Orędzie Miłosierdzia sięgają jeszcze wcześniejszych dni? Choćby taki symboliczny znak: przez parę miesięcy Faustyna Kowalska i Karol Wojtyła mieszkali w tym samym czasie w tym samym mieście, Krakowie. Nigdy się nie spotkali, ale byli tak blisko! Słyszeli bicie tych samych kościelnych dzwonów. Bożych dźwięków uderzających w niebo. Żyli w tym samym malutkim punkcie niezmierzonej historii…
Kilkadziesiąt lat później ów młody student polonistyki okazał się prorokiem naznaczonym przez Boga, tym, kto miał przełamać opór złych mocy walczących z przesłaniem Miłosierdzia. To właśnie on, kardynał Wojtyła, w decydującym stopniu przyczynił się do podjęcia przez Watykan decyzji o uchyleniu zakazu propagowania nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w oparciu o „Dzienniczek” Siostry Faustyny.
To miało przyjść… Sama wizjonerka pisała o trudnym czasie próby, jaki czeka orędzie: „Będzie chwila, w której dzieło to, które tak Bóg zaleca, będzie jakoby w zupełnym zniszczeniu i wtem nastąpi działanie Boże z wielką siłą, która da świadectwo prawdziwości. Kiedy ten triumf nadejdzie, to my już będziemy w nowym życiu, w którym nie ma cierpień, ale wpierw dusza twoja będzie nasycona goryczą na widok zniszczenia twoich usiłowań. Jednak zniszczenie to jest tylko pozorne, ponieważ Bóg co raz postanowił, nie zmienia; ale chociaż zniszczenie będzie pozorne, jednak cierpienie będzie rzeczywiste. Kiedy to nastąpi – nie wiem; jak długo trwać będzie – nie wiem” (Dz. 378). To „jakby zupełne zniszczenie”, to „pozorne zniszczenie” zaczęło się dwadzieścia lat po śmierci Faustyny i trwało dwadzieścia lat. W listopadzie 1958 roku Stolica Apostolska wydała dokument zakazujący szerzenia kultu według „rzekomych objawień” Siostry Faustyny. Na tę decyzję złożyło się wiele przyczyn, przede wszystkim jednak poważne pomyłki w przekładzie z języka polskiego – błędy, które wypaczały Niebieskie orędzie. A ponieważ Bóg jest najlepszym teologiem i nie może mówić o sobie nieprawdy – Kościół uznał, że objawienia muszą być fałszywe.
Po dwudziestu latach stała się rzecz niespotykana. W kwietniu 1978 roku uchylono zakaz kultu, zdjęto pieczęcie z pism Faustyny. Ówczesny prefekt Kongregacji Nauki i Wiary (wtedy Święte Oficjum) kardynał S?eper wyjaśnił, że decyzja ta była zasługą ówczesnego arcybiskupa Krakowa: „…na mocy nowej Noty… po wydobyciu na światło dzienne i przebadaniu oryginalnej dokumentacji, jak również wnikliwej i kompetentnej interwencji poczynionej przez Karola Kardynała Wojtyłę, jest intencją Stolicy Apostolskiej uchylić zakaz wydany w poprzedniej Nocie z 1959 r.”
Ile to „zniszczenie” trwałoby bez ks. kard. Karola Wojtyły? Tego nie wiemy. W tamtych czasach nie było znaków dających nadzieję na zmianę stosunku Watykanu do orędzia o Bożym Miłosierdziu. Nie, to nieprawda. Był jeden ważny znak, znowu jednak związany z postacią Karola Wojtyły. Już wcześniej, w 1965 r., a więc w okresie obowiązywania zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia w oparciu o „Dzienniczek”, rozpoczął się w Krakowie proces informacyjny Siostry Faustyny na szczeblu diecezjalnym. Zainicjował go właśnie ks. kard. Wojtyła. Wiele lat później, 18 kwietnia 1993 r., ten sam człowiek – już jako Papież – beatyfikował Sekretarkę Bożego Miłosierdzia, a 30 kwietnia 2000 r. kanonizował ją i dał jako wzór i orędowniczkę całemu Kościołowi powszechnemu.
Jan Paweł II to wielki prorok dany od Boga, człowiek zmieniający dzieje świata. Czy o jego misji nie mówi na ostatnich stronach Faustynowy „Dzienniczek”? Czy nie do niego odnosi się tajemnicze proroctwo: „Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa: 'Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje’ (Dz. 1732)”.
Wielu ludzi jest przekonanych, że „iskrą z Polski” jest właśnie Jan Paweł II i że Papież Polak ma jeszcze do odegrania wielką misję. Może najważniejszą w całym swym bogatym powołaniu. Przecież iskra, jeśli nie gaśnie, zamienia się w płomień. A iskra Jana Pawła II nie zgaśnie…
To będzie wielki cud. Kiedy – pisał nasz Ojciec Święty w „Dives in misericordia” (p. 2) – panowanie człowieka nad ziemią będzie jednostronne i wypaczone, „jakby nie pozostawiało miejsca dla miłosierdzia”, wtedy Bóg wprowadzi Boże Miłosierdzie w świat, który Go odrzucił. „Niemiłosierna” rzeczywistość, w którym będzie żyć ludzkość, zostanie przemieniona przez Miłosierdzie. Iskra nie zgaśnie, zrodzi się z niej płomień, zapali się cały świat.
Jan Paweł II mówił: „Żaden grzech człowieka nie może uchylić Bożego Miłosierdzia, nie może go powstrzymać przed ujawnieniem całej zwycięskiej mocy, jeśli tylko jej wezwiemy”.
Czy przekazana przez św. Faustynę zapowiedź zwycięstwa to po prostu inna nazwa triumfu Niepokalanego Serca Maryi, zwiastowanego w ukochanej przez Jana Pawła II Fatimie? Może znowu muskamy słowem ów największy znak wpisany w dzień 2 kwietnia 2005 r. – podwójny znak, który jest Boską jednością?
Droga, która wiedzie w czas Miłosierdzia
Jak to się stało, że Boże Miłosierdzie było dla Karola Wojtyły tak ważną prawdą, towarzyszącą mu na całym szlaku jego życia? I czym ono było w jego oczach? Czy znaczyło ono dla niego to samo, co dla nas niebędących ani teologami, ani mistykami? Odpowiedź na to ostatnie pytanie może się okazać niezwykle ważna.
Zacznijmy od próby znalezienia odpowiedzi na pierwsze, bardziej podstawowe pytanie. Co takiego wydarzyło się w życiu Wojtyły, że prawda o Bożym Miłosierdziu stała mu się bliska, że – jak pisał ks. kard. Andrzej Maria Deskur – „prawda o miłości miłosiernej silniejszej niż wszelkie zło przenika nauczanie i działalność Ojca Świętego”?
Skąd fascynacja tą wielką tajemnicą objawioną przez Boga? Z pewnością jest to owoc działania łaski. Z pewnością sam Bóg prowadził Karola Wojtyłę ku odkryciu prawdy o swoim Miłosierdziu. Pan wybrał go, przeznaczył, obdarzył łaską i pokierował drogami, na których nie ma przypadków. A Karol Wojtyła dał się pochwycić w Boskie sieci i nigdy z nich nie wypadł. Pytamy, czy na drodze tego powołania Bóg postawił przed swym wybrańcem jakieś szczególne wydarzenia, jakieś poruszające lektury, jakieś niezwykłe doświadczenia, coś, co miało ukierunkować całe jego życie. Nie, nie było żadnej książki podobnej do maryjnego Traktatu, w którym rozczytał się Wojtyła w pobliżu krakowskich Łagiewnik. Ale – ponieważ Bóg jest w sobie niesprzeczny – książka o oddaniu się bez reszty Maryi z całą pewnością była wpisana w wielki Boski plan Miłosierdzia. Była ona konieczna do tego, by w świecie opanowywanym przez cywilizację śmierci zaczęła się wiosna miłosierdzia, by ludzkość mogła otrzymać od Boga „antybiotyk przeciw schorzeniom moralnym” (ks. kard. Deskur). Przecież, jak pokazuje nam wielki podwójny znak dany przez Boga w śmierci Papieża, droga Totus Tuus związana z Fatimą i orędzie Bożego Miłosierdzia związane z Siostrą Faustyną to jakby dwie strony monety – jedynej, którą można wykupić dziś świat z niewoli zła.
W planach Boskiej pedagogii Karol Wojtyła otrzymał wyraźne wskazówki Maryjne. Trudno dopatrzyć się podobnych związanych z Bożym Miłosierdziem. Pytamy, dlaczego? Może dlatego, że wcale nie były one potrzebne, bo wystarczało ciche środowisko łaski, w którym dojrzewał przyszły Ojciec Święty? A może dlatego, że najpierw musiała się w nim wykształcić dojrzałość maryjna – tak doskonała, by Papież przełomu epok umiał jak Matka Najświętsza otworzyć się na dar Miłosierdzia i jak Ona być gotowym zapłacić najwyższą cenę za uczestnictwo w misterium Bożego Miłosierdzia – „w sposób wyjątkowy okupić swój udział w objawianiu się miłosierdzia Bożego ofiarą serca” (por. „Dives in misericordia” 9)? Może bez zrozumienia Maryi, „która w sposób szczególny i wyjątkowy – jak nikt inny – doświadczyła miłosierdzia” (j. w.), może bez zgłębienia prawdy o Jej Niepokalanym Poczęciu, o którym Jan Paweł II powiedział, że jest ono „pierwszą manifestacją Bożego Miłosierdzia” i bez zrozumienia znaczenia Jej obecności pod krzyżem, gdzie czynnie współpracowała w udzielaniu światu Miłosierdzia – może bez poznania Matki Jezusa, pokochania Jej i wiernego Jej naśladowania nie sposób było stać się prorokiem silniejszym od mocy szatańskich, zdolnym usunąć przeszkody stojące na drodze rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia w świecie. Może rzeczywiście tak jest…
Z pewnością możemy mówić o pewnym opatrznościowym znaku wpisanym w Wojtyłowe powołanie do bycia prorokiem Miłosierdzia. Bóg związał jego życie z Krakowem – z tym samym co Faustyna Kowalska środowiskiem duchowym. Wojtyła znalazł się w mieście, który posiada najstarszy kościół pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego i w którym zrodził się apostolat Miłosierdzia. Tam pracowały osoby najbliższe św. Faustynie i najlepiej znające otrzymane przez nią orędzie. Wojtyła dotknął nawet miejsca, w którym zakończył się przekaz tego niebieskiego apelu. Wiemy, że na drodze przyszłego Papieża Pan postawił kaplicę łagiewnicką. Kiedy spotykał się w niej z Bogiem, wsłuchiwał się z uwagą w orędzie Miłosierdzia, o którym coraz więcej opowiadano w Krakowie. Przede wszystkim zaś oddychał obecną tam łaską…
Potem znowu nastała cisza. Znowu nastał czas na milczące działanie łaski. Bóg prowadził przyszłego Papieża w sposób niewidoczny dla nikogo z zewnątrz, niedostrzegalny nawet dla samego Wojtyły. Tkał uważnie jego życie tak, by znalazło się w nim wszystko, co za chwilę będzie potrzebne w jego misji prorockiej. Skierował jego zainteresowania ku doświadczeniu mistycznemu. Obudził w nim fascynację teologiczną refleksją o Bogu połączoną z analizą sytuacji otaczającego go świata. Przyszły Papież Miłosierdzia wiedział, że Bóg nie działa zawsze i wszędzie w ten sam sposób, że i w Jego działaniu ma miejsce swoista „inkulturacja” Dobrej Nowiny (odkryta jako zadanie dla Kościoła na współtworzonym przez Wojtyłę soborze watykańskim) i że Jego wszechmoc i mądrość objawia się w inny sposób, w różnych epokach i w różnych kulturach. Karol Wojtyła zaczął stawiać sobie pytanie, w jaki sposób Bóg ukazuje się ludziom z kręgu kultury śmierci. W tym momencie od naukowego odkrycia znaczenia orędzia Bożego Miłosierdzia dzielił go już zaledwie jeden mały krok. Tym bardziej, że jego pytania o sposób obecności Boga w dzisiejszym świecie prowadziły do połączenia jego refleksji teologicznej z osobistym doświadczeniem. A były tam wpisane dwa hasła: Matka Boża i Boże Miłosierdzie.
W ramionach Matki Bożej Miłosierdzia
Te dwa wątki powoli zaczynają się w Karolu Wojtyle – kapłanie, biskupie, kardynale – łączyć. W Wojtyle Papieżu dla uważnego obserwatora stają się one już niemal widzialne. Okazuje się, że już sam jego wybór na Sternika całego Kościoła był związany z tym najważniejszym dla nas atrybutem Boga, przypomnijmy od razu: najpełniej objawionym w Maryi.
„Niedługo po tym, jak niezbadanym wyrokiem Bożym zostałem wybrany na Stolicę Piotrową, udałem się do litewskiej kaplicy Matki Miłosierdzia w podziemiach Bazyliki Watykańskiej. I tam, u stóp Najświętszej Dziewicy, modliłem się za was wszystkich”. To wyznanie Jana Pawła II z jego pielgrzymki na Litwę w 1993 roku. I jeszcze inne niezwykłe słowa z tej samej podróży apostolskiej: „W momencie mojego wyboru na Stolicę Piotrową pomyślałem o Matce Najświętszej z Ostrej Bramy”.
Dlaczego tamtego roku nowo mianowany Papież modlił się do Matki Bożej Miłosierdzia? I o co się wówczas modlił? Co pchnęło Jana Pawła II, by udać się właśnie do tej kaplicy? Czyżby czuł, że – jak napisze później – na Stolicę Piotrową zaprowadziła go wszystko ogarniająca Boża Opatrzność, która w jego życiu przybrała postać Bożego Miłosierdzia? Czyżby poza wyraźnym maryjnym wątkiem konklawe (ks. kard. Wyszyński i nowo wybrany Następca św. Piotra jednocześnie wyszeptali: „To Jej dzieło”) tajemnica wyboru Papieża Polaka skrywała w sobie również ten drugi, niesprzeczny z pierwszym, wątek? Czy kardynał Wojtyła, który stał się Papieżem Janem Pawłem II, przeczuwał, że Bóg stawia przed nim zadanie obdarowania świata także drugim „skarbem z Polski” – nie tylko maryjnością, która pozwoliła odnieść w naszym kraju zwycięstwo nad „błędami Rosji”, ale i orędziem Bożego Miłosierdzia, które ma moc podpalić świat, niszcząc opanowujące go struktury zła?
Zadajmy też inne pytanie: Dlaczego trzynaście lat po zamachu na swoje życie Jan Paweł II odwrócił uwagę słuchaczy od Fatimy, a skierował ją na dwa inne miejsca kultu maryjnego: na Jasną Górę i Ostrą Bramę? Zdaniem obserwatorów, przytoczone za chwilę słowa, które Papież skierował do wiernych 13 maja 1994 r., w zupełnie nowy sposób ujawniają mistyczną więź Papieża z Matką Najświętszą i z Bożym Miłosierdziem.
Oddajmy głos Ojcu Świętemu: „Piszę do was te słowa dziś, 13 maja, z polikliniki Agostino Gemelli. Pozwólcie, Bracia umiłowani, że wrócę myślą do tego, co wydarzyło się przed trzynastoma laty na placu św. Piotra.
Wszyscy pamiętamy ten moment, kiedy po południu oddano strzały do papieża, aby go zabić. Kula, która przebiła jamę brzuszną, znajduje się obecnie w Sanktuarium we Fatimie, pas przedziurawiony tą kulą znajduje się w Sanktuarium na Jasnej Górze.
To macierzyńska ręka kierowała torem kuli, a umierający papież, przewieziony pośpiesznie do kliniki Gemelli, został zatrzymany na progu śmierci.
We wrześniu ubiegłego roku, kiedy mogłem kontemplować oblicze Matki Bożej w Sanktuarium w Ostrej Bramie w Wilnie, skierowałem do Niej słowa wielkiego Polskiego poety, Adama Mickiewicza: 'Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie!… jak mnie… do zdrowia powróciłaś cudem!’.
Powiedziałem to na koniec modlitwy różańcowej odmówionej w sanktuarium ostrobramskim. I głos mi się załamał.
Wiedziałem, że to sanktuarium oczekiwało od papieża tego świadectwa…”.
Słowa te zwracają uwagę przede wszystkim na Matkę Miłosierdzia z Ostrej Bramy. Zostały one wypowiedziane – przypomina Papież – właśnie do Niej, do Ostrobramskiej Madonny! Bo – podkreśla jeszcze Ojciec Święty – tamto miejsce musiało usłyszeć jego świadectwo o roli Matki Miłosierdzia w jego życiu, przede wszystkim zaś w cudzie ocalenia w maju 1981 roku.
Okazuje się, że Maryja Matka Miłosierdzia stanęła przy podwójnym początku polskiego pontyfikatu: pierwszy raz 16 października 1978 r. i drugi – 13 maja 1981 roku. Bo pontyfikat Jana Pawła II miał dwa początki. Przypomnijmy, że sam Jan Paweł II podkreślał, że jego właściwy pontyfikat trwał zaledwie trzy lata; potem zaczął się cud „drugiego pontyfikatu”…
W oba początki wpisana została Matka Miłosierdzia…
Wincenty Łaszewski
