W życiu człowieka najwięcej zależy od rodziny
Z JE ks. bp. Wiesławem Meringiem, pasterzem Kościoła włocławskiego, rozmawia Sławomir Jagodziński
„Jeżeli Jezus Chrystus nie zmartwychwstał, to bezsensowne jest nasze nauczanie i bezsensowna wasza wiara” (1 Kor 15, 14), napisał św. Paweł Apostoł, któremu poświęcony rok wkrótce zaczniemy w Kościele powszechnym. Dlaczego ta paschalna radość, którą obecnie przeżywamy, ma tak kluczowe znaczenie dla tego, w co i jak wierzymy?
– Bez wiary w Zmartwychwstanie nie ma wiary w Chrystusa, tego prawdziwego, ewangelicznego; możemy ewentualnie trwać w pseudowierze, pozostać przy naszym tworze wydumanym i wymyślonym; nie będzie już jednak chodziło o Chrystusa, Pana Życia i Śmierci, Zbawiciela, Mesjasza. Tak od początku widział swą wiarę Kościół, tak wierzą do dziś chrześcijanie wszystkich wyznań; to przecież wiara w Zmartwychwstałego łączy nas, Jego uczniów we wspólnocie Kościoła, a jej brak zawsze prowadzi poza Kościół, ku własnym wyobrażeniom, mitom, pseudonaukowym konstrukcjom!
Ta wiara jest źródłem radości, bo tylko ona jedna niesie nadzieję zwycięstwa – wraz z Chrystusem – nad tym, czego lęka się człowiek: złem, cierpieniem, śmiercią. W Zmartwychwstałym Chrystusie tkwi nasza szansa; nasza nadzieja (niezwykle trafnie przypomniał o tym Benedykt XVI w „Spe salvi”), nasze najlepsze perspektywy, nasza pewność, że to nie cierpienie, krzyż i śmierć ostatecznie zwyciężą, choć tak bardzo dają się we znaki człowiekowi na ziemi!
Apostoł Narodów w imię wierności tej prawdzie oddał życie; warto to sobie przypominać, obchodząc dzisiaj Święta Wielkanocne; dzisiaj – kiedy wytwarza się swoista moda na selektywne wybieranie prawdy głoszonej przez Kościół!
Obchodzona raz w roku Wielkanoc ma swoje przedłużenie w całym roku, poprzez świętowanie niedzieli. I tutaj mamy paradoks: zapewne zdecydowana większość ludzi nie wyobraża sobie, aby na przykład w Święta wybrać się na zakupy, chodzić po sklepach, odwiedzać centra handlowe itd. Jednak gdy chodzi o cotygodniowe świętowanie Zmartwychwstania, czyli świętowanie niedzieli, sprawa wygląda dużo gorzej. Z czego to wypływa? Czy chrześcijanie dali sobie odebrać niedzielę?
– Jak wspomniałem, są różni chrześcijanie; rozmaita jest świadomość religijna; nawet podstawowe prawdy wiary bywają rozmazywane: „Jestem katolikiem, ale…”. W świadomości wielu niedziela przestaje być Dniem Pańskim, pierwszym dniem tygodnia; w naszym języku codziennym mówimy o niej raczej jako o weekendzie, a nie o nowym zaczynającym się okresie, o „…pierwszym dniu tygodnia” (Mt 28, 1). Martwił się wspomnianym tu zjawiskiem Jan Paweł II, który robił, co mógł, by przywracać niedzielę świadomości chrześcijan – jako centrum tygodnia, a Eucharystię – prawdziwym centrum tego świątecznego dnia!
Wielu z nas zaufało niedobrej kulturze podpowiadającej wzorce zachowania z chrześcijaństwem niemające nic wspólnego. Potrzeba ogromnego wysiłku katechetycznego, kaznodziejskiego czy w ogóle duszpasterskiego, by te złe tendencje choćby nieco zatrzymać; tylko świadomie przeżywana wiara stworzy skuteczną zaporę niedobrym obyczajom, o których mówimy.
Tajemnica Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa sprawia, że w zupełnie innej perspektywie patrzymy na rzeczy ostateczne człowieka: śmierć, Sąd Boży, Niebo albo piekło. Mimo wszystko nie są to jednak we współczesnej, medialnej cywilizacji „modne” tematy… Ktoś, kto mówi o Sądzie, piekle, szatanie narażony jest w najlepszym wypadku na śmiech i kpiny. Czy zatem powinno się w Kościele zaprzestać nauczania o tym?
– Wiem, że bywa i w Kościele „moda”; dlatego niektóre tematy mało są poruszane w kaznodziejstwie; należy do nich m.in. problem zła, piekła, szatana. Byłem neoprezbiterem, kiedy zirytowany świat dosłownie zatrząsł się z wściekłości, gdy 15 listopada 1972 roku Papież Paweł VI wypowiedział się w czasie audiencji generalnej na temat istnienia szatana! Podobne były reakcje na tezę Jana Pawła II (13 czerwca 1986 r.): „Obecność szatana nasila się, kiedy człowiek i społeczeństwa odsuwają się od Boga…”. Niepodejmowanie tematu nie likwiduje jednak problemu…
Piekło jest świadomym wyborem człowieka – wyborem drogi, życia, istnienia bez Boga; przeciw Niemu. Nie umiem powiedzieć o nikim „z nazwiska”, że zasługuje na piekło. Wypowiedzi Chrystusa na ten temat są jednak jednoznaczne; nie usiłujmy wmawiać sobie, że jest inaczej.
Kościół oczywiście mógłby zaprzestać nauczania o Sądzie czy piekle; tym samym jednak, przestałby głosić naukę Chrystusa. Chrystus zaś nie po to mówił o szatanie czy piekle, by swoich wyznawców terroryzować albo straszyć. Mówił, by zmieniać serce człowieka i przygotowywać w nim miejsce dla Pana!
W wielkopostnym przesłaniu do diecezjan zwrócił Ekscelencja uwagę na zadania wynikające z hasła bieżącego roku duszpasterskiego: „Bądźmy uczniami Chrystusa”. Zacytował Ksiądz Biskup słowa wielkiego świętego Kościoła z IV wieku – Jana Chryzostoma: Nie byłoby wśród nas pogan – gdybyśmy rzeczywiście byli chrześcijanami. To smutne, ale te słowa nadal chyba są aktualne…
– Myślę, że nic się nie zmienia: Chrystus zawsze będzie miał na ziemi ludzi, którzy świadomie wybierają Go jako swojego Mistrza i Pana: to ci, których nazywamy świętymi; ci, którzy piszą swoimi życiorysami najbardziej przekonującą historię Jezusowego Kościoła. Zawsze też będą chrześcijanie tylko z nazwy. Pamiętamy Apokalipsę? W Sardach, dawnej stolicy Lidii (dziś na terenie Turcji), oglądałem resztki, ruiny miasta, w którym znajdował się jeden z Kościołów Apokalipsy. Wydawało mi się, że wprost można usłyszeć Boży głos do Anioła Kościoła w Sardach: „Masz imię [które mówi], że żyjesz, a jesteś umarły. Stań się czujny…” (Ap 3, 1).
Wiele wieków później Sören Kierkegaard, XIX-wieczny filozof z Kopenhagi, przypatrując się poziomowi życia religijnego w swoim mieście, wołał z przejęciem i trwogą: „Chrześcijaństwa Nowego Testamentu po prostu nie ma!”.
Pewnie Kierkegaard, z powodu swojej dziwnej gorliwości wyśmiewany w rodzinnym mieście, nieco przesadził. Chrześcijaństwo jest, było i zawsze będzie obecne w sercach nielicznych. Chrystus mówił przecież o ziarnku gorczycy i o zaczynie (Mt 13, 31nn). Chrześcijanie są jednak tak potrzebni światu, że nieustannie muszą budzić swoją czujność, nabierać odwagi i dawać świadectwo – „Pan nas woła!” (por. J 11, 28), bo zdał się wyłącznie na nasze świadectwo! Chrześcijanin to nie jest człowiek, który nigdy nie popełnia grzechu; to, owszem, grzesznik, ale taki, który chce się zmieniać, poprawiać, opierać o Zmartwychwstałego Chrystusa i Jego sakramenty sprawowane w Kościele. Chrześcijanin nie wątpi w możliwość wewnętrznej przemiany i wie, że potrzebuje jej także świat, w którym toczy się jego życie!
W swoim pasterskim nauczaniu wiele uwagi poświęca Ksiądz Biskup rodzinie. Cieszy fakt, że według badań socjologicznych, zdecydowana większość młodych Polaków widzi w życiu rodzinnym gwarancję pomyślności, rozwoju i satysfakcji. Jak jednak utrzymać ten entuzjazm, aby różna antyrodzinna propaganda czy życiowe problemy nie przykryły wchodzącej w dorosłe życie młodzieży wartości rodziny?
– Zostałem kiedyś zapytany, które zdanie Sługi Bożego Jana Pawła II szczególnie zapamiętałem. Odpowiedziałem: „Jestem Papieżem rodzin”. Każdy Papież troszczył się o rodzinę, ale Jan Paweł II widział ze szczególną przenikliwością, że od rodziny w życiu człowieka zależy najwięcej. Któryś z tygodników katolickich przypomniał niedawno, że w USA 60 procent zasad moralnych i religijnych przekazują dzieciom rodzice! Mają zatem na swoje dzieci wpływ, z którym żaden inny autorytet nie może konkurować! Kościół, katecheza to zaledwie 20 procent wpływu w tym zakresie.
Jeżeli tak silny jest dziś atak na rodzinę i próby jej rozbicia, to przede wszystkim powinniśmy zmobilizować wszystkie siły, by chronić rodzinę, by pokazywać pozytywne wzory, by jej pomagać; uczyć młodych miłości do życia rodzinnego, wskazywać sposoby rozwiązywania konfliktów i kryzysów, które przecież w życiu małżeńskim i rodzinnym mogą się pojawiać! Chrześcijańską wizję rodziny propagować należy wszędzie, w każdej formie duszpasterskiej troski i posługi. Nie chodzi o coś „doczepionego” do katechezy czy parafialnego duszpasterstwa! Być duszpasterzem dzisiaj, znaczy ukochać rodzinę, służyć jej i miłością do niej „zarażać” wiernych! Zdrowy religijnie człowiek pojawia się na pierwszym miejscu w zdrowej religijnie rodzinie.
Jak Ekscelencja przyjął info rmację, że Stolica Apostolska aktywnie włączyła się w dzieło przekonywania przywódców poszczególnych państw do poparcia na forum ONZ moratorium na wykonywanie aborcji?
– Mam swoje bardzo prywatne uzasadnienie troski o rodzinę: patronką mojej biskupiej posługi jest Matka Boża z Guadalupe, która przecież na swoim niezwykłym wizerunku przedstawiła się jako Matka, kobieta w stanie błogosławionym – niesie światło Chrystusa mieszkającego pod Jej sercem całemu światu. Dlatego tak cenię inicjatywę Stolicy Apostolskiej, która włączyła się w sprawę moratorium na wykonywanie aborcji. W diecezji włocławskiej, jak pewnie we wszystkich innych diecezjach świata, bardzo staramy się tę sprawę nagłaśniać.
Dziękuję za rozmowę.
