Dwa spojrzenia na życie Łucji
Świętość… Marzenie każdego, kto poważnie traktuje swoją wiarę. Wielu pyta: Jaki jest klucz do chrześcijańskiej doskonałości? Co trzeba zrobić, by stać się świętym? Wiemy, że musimy wyrzec się swego egoizmu, że trzeba nam dążyć do świętości ukrytej przed ludźmi, że jest ona owocem współpracy człowieka z łaską, że w jej osiągnięciu bardzo pomaga posiadanie duchowego mistrza. Znamy te prawdy, ale pytamy dalej. Prosimy o konkretne wskazówki i przykłady. Opiszmy bliżej dwa wydarzenia z młodości siostry Łucji, by zobaczyć, jak kształtował się charakter tej, która dziś jest dla świata najważniejszym drogowskazem pokazującym drogi ku lepszej przyszłości.
„W planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków” – mawiał Ojciec Święty Jan Paweł II. Nieprzypadkowo Łucja dos Santos, mieszkająca w małej portugalskiej wiosce Aljustrel, miała za matkę Marię Rosę – kobietę o stanowczym charakterze, który przekładał się na cechy jej wiary. Matka Łucji była wieśniaczką o silnej wierze, nieciekawą nowinek. Dla niej najważniejsze były zasady przekazane przez katechizm. Kiedy spotykamy Łucję w wieku sześciu lat, dziewczynka jest jak jej matka: stanowcza, nieszukająca rozgłosu, nieinteresująca się nowinkami. Jako jedyna nie wspomniała nawet słowem o pierwszej niewyraźnej wizji anioła w 1915 roku.
Pierwsze spojrzenie: Ważny krok na drodze świętości
To zdumiewające! Podczas tamtego objawienia anioła oglądało kilkoro dzieci. Wśród nich znajdowała się Łucja. Wszystkie inne pobiegły do wsi, by rozpowiadać o tym, co ujrzały… Czy możemy przypuszczać, że Bóg, wystawiwszy je na prostą próbę, widząc ich reakcję, porzucił zamiar uczynienia z nich swoich posłańców? Wśród niedoszłych emisariuszy Matki Bożej była Teresa Matias, Maria Rosa Matias, Maria Justino. Potem żyły długo, pobożnie, ale Pan uczynił je tylko bliskimi świadkami cudownych wydarzeń.
Tylko Łucja zdała Boży egzamin – to, co widziała, zachowała dla siebie. Miała wówczas osiem lat. Ale już dwa lata wcześniej była dobrze przygotowana do czekających ją zadań. Najpierw dzięki matce, potem dzięki świątobliwemu jezuicie, ojcu Cruz.
Wpływ matki
Mama Rosa była wspaniałą katechetką. Wieczorami opowiadała swym dzieciom o Bogu i Jego przykazaniach. Jej nauki opierały się na treści najprostszego katechizmu i on właśnie był wpajany dzieciom. Ta prosta metoda, w ramach której nauka religii nie była zabawą, lecz pouczającą lekcją, słuchaną zawsze z szacunkiem i podziwem, sprawiła, że Łucja już w wieku sześciu lat doskonale znała cały katechizm. Kiedy proboszcz uczył prawd wiary, dzieci nie zawsze umiały odpowiedzieć na jego pytania. Wówczas stawiał obok siebie Łucję i aby zawstydzić pytane dziecko, kazał odpowiedzieć przyszłej wizjonerce.
W wiedzy Łucji nie byłoby nic szczególnie interesującego, gdyby nie to, że wraz z poznawaniem Boga w sercu dziewczynki wzrastało pragnienie zjednoczenia z Nim. Łucja chciała przystąpić do Komunii Świętej wcześniej niż inne dzieci, ale proboszcz odmówił. Kiedy Łucja usłyszała „nie”, położyła główkę na kolanach księdza i zaczęła płakać. Nic nie pomogło.
W chrześcijaństwie nie ma przypadków. W tej samej chwili do fatimskiej parafii przybył ojciec Cruz, który miał przewodniczyć Triduum odprawianemu w kościele.
Świątobliwy ojciec Cruz
Co uczynił ojciec Cruz, dziś jedna z najbardziej popularnych postaci w Portugalii, człowiek, którego proces beatyfikacyjny jest w toku? Wszedłszy do kościoła, zobaczył, że jedna z dziewczynek płacze. Nie zlekceważył dziecka. Podszedł, zapytał o powód. Potem interweniował osobiście u proboszcza, zmuszając go do zmiany decyzji. Z uporem powtarzał, że Łucja jest doskonale przygotowana do przyjęcia Komunii Świętej. „Mogę wziąć na siebie odpowiedzialność, jeżeli ksiądz proboszcz nie chce”.
Zadziwia nas stanowczość ojca Cruza. Co ten kapłan dostrzegł w małej Łucji? Chyba niezwykłą dojrzałość duchową i bezgraniczne otwarcie się na Boże działanie. Zapewne spostrzegł, że to małe dziecko może stać się doskonałym narzędziem w rękach Boga, tak doskonałym, że Pan z pewnością je do czegoś wykorzysta. I nie mylił się!
Nie wiemy, jak wyglądało życie tego kapłana. Nie wiemy, co robił, gdzie żył, czego dokonał. Ale to jedno spotkanie z Łucją wystarczy, by powiedzieć: on również, jak Łucja, był doskonałym narzędziem w ręku Boga. Doskonałym, więc świętym.
A fatimski proboszcz? Czy możemy mówić o nim źle? Nie, bo gdyby był złym kapłanem, sześcioletnie dziecko nie położyłoby główki na jego kolanach, by się wypłakać. Niech nie dziwi nas opór proboszcza: dekret o dopuszczeniu małych dzieci do Komunii Świętej został wydany zaledwie trzy lata wcześniej.
Pierwsza duchowa wskazówka
Z woli Opatrzności przed przyjęciem Komunii Świętej Łucja spowiada się przed ojcem Cruzem. Spowiada się w zakrystii i kiedy stamtąd wychodzi, wszyscy się z niej śmieją. Powód? „Moje dziecko, czy nie wiesz, że spowiedź odbywa się po cichu, że jest to tajemnica? – mówi matka dziecka. – Wszyscy słyszeli, co mówiłaś…”
Ale jednej rzeczy nikt z obecnych w kościele nie usłyszał. Odpowiedź kapłana słyszała tylko przyszła wizjonerka. Co mógł powiedzieć spowiednik sześcioletniemu dziecku? Znowu zdumiewające, ale ojciec Cruz potraktował je niezwykle poważnie, jakby w ciele ukończyło ono zaledwie sześć lat, ale w duchu prowadziło już w pełni dojrzałe życie. Łucja odnotowała niezwykłe pouczenie ze swej pierwszej spowiedzi: „Moje dziecko, twoja dusza jest świątynią Ducha Świętego. Zachowaj ją zawsze czystą, aby On mógł w niej dalej prowadzić swoje dzieło”. Przejęte dziecko zapytało, co powinno uczynić. Znowu słowa jak do dorosłego: „Uklęknij u stóp Matki Bożej i proś ją z całkowitym zaufaniem, aby miała pieczę nad twym sercem i przygotowała je, abyś jutro przyjęła godnie Jej ukochanego Syna i zachowała swe serce jedynie dla Niego”.
Tych słów Łucja nie zapomniała nigdy.
Dziecko od razu pobiegło przed figurę Matki Bożej. To właśnie wtedy Maryja uśmiechnęła się do Łucji i przytaknęła „spojrzeniem i gestem dobroci”. Związek łączący małą dziewczynkę z Matką Bożą został zapoczątkowany i nigdy już się nie miał skończyć.
„Uczyń mnie świętą!”
Nadchodzi wielki dzień Komunii Świętej. W sercu Łucji spotyka się wpływ ojca Cruza z wpływem matki, ta bowiem poleca dziewczynce, aby przyjąwszy Komunię Świętą, prosiła Pana Jezusa… by uczynił ją świętą!
Co za wspaniała teologia prostej wieśniaczki! Ona wie, że świętość jest darem, a nie owocem własnych wysiłków. Wie, że nie my czynimy się świętymi, to Bóg robi z nas świętych. Trzeba się tylko poddać Jego kierownictwu, otworzyć na Jego łaskę, zapomnieć o sobie, by pamiętać tylko o Jego chwale.
Przyjąwszy Komunię Świętą, mała Łucja modli się, łącząc w jedno polecenie matki i spowiednika: „Panie, spraw, abym była świętą. Zachowaj moje serce zawsze czyste tylko dla Ciebie”. Wówczas w głębi serca słyszy wyraźne słowa: „Łaska, która dzisiaj została ci dana, pozostanie żywa w twej duszy, wydając owoce życia wiecznego”. A Matka Najświętsza przedstawiona w figurze Matki Bożej Różańcowej nagrodziła dziewczynkę ciepłym, matczynym uśmiechem. I Bóg postawił to małe dziecko na drodze świętości.
Na mówienie o Bogu nigdy nie jest za wcześnie, podobnie jak na stawianie wymagań. Na traktowanie religii poważnie też nie jest nigdy za wcześnie. Wiedział o tym ojciec Cruz, na pewno święty.
Aby pomóc dziecku rozkochać się w Bogu, nie trzeba być teologiem. Trzeba tylko samemu zdać egzamin dojrzałości – dojrzałości w wierze. Taki, jaki zdała celująco prosta wieśniaczka z Aljustrel, matka Łucji.
Drugie spojrzenie: Cud fatimski w rodzinie Łucji
To, co opiszemy poniżej, z pewnością nie było pierwszym cudem dokonanym za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej, bo było ich wiele już w dniach objawień w 1917 roku. Jednak dokonana rok później nadprzyrodzona interwencja Maryi ma cechy zupełnie szczególne. Po pierwsze, dotyczy matki Łucji. Po drugie, została dokonana w odpowiedzi na pokorną prośbę zanoszoną przez wizjonerkę w miejscu objawień. Warto przyjrzeć się duchowej dojrzałości Łucji, która już jako małe dziecko umiało skutecznie wypraszać u Boga łaski potrzebne dla innych.
Niedługo po objawieniach matka Łucji poważnie zaniemogła. Przyczyniły się do tego nie tylko dodatkowe prace, które podejmowała, ale także trudności i niepokoje związane z napływającymi zewsząd pielgrzymami, przede wszystkim zaś nurtujące ją wątpliwości co do prawdziwości objawień. Kobieta, kierując się roztropnością, radziła się kilku okolicznych lekarzy, ci zaś przepisali jej najrozmaitsze leki. Na próżno, lekarstwa okazały się zupełnie nieskuteczne.
Dopiero pewien doktor mieszkający w Reguengo do Fetal rozpoznał chorobę: miało to być „przemieszczenie nerki i bliżej nieokreślone problemy ze stosem pacierzowym”. Przepisał m.in. punkcję kręgosłupa. Ta kuracja przyniosła matce Łucji pewną ulgę, wymagała jednak długiej podróży, co przy braku środków transportu było bardzo uciążliwe. Jazda na podskakującym koniu wywoływała ostre bóle, a długa piesza wędrówka była w jej stanie zdrowia zupełnie niemożliwa. Trzeba było zrezygnować z leczenia.
Agonia
W rezultacie stan chorej zaczął się z wolna pogarszać. Niebawem Maria Rosa poczuła się tak źle, że sprowadzony lekarz rozłożył bezradnie ręce. Wezwano księdza proboszcza, który udzielił jej ostatnich sakramentów. Rozpoczęła się agonia. Cała rodzina zebrała się przy łóżku konającej, by pożegnać się z drogą osobą i otrzymać od niej błogosławieństwo. Łucja była najmłodsza, rozmawiała więc z matką jako ostatnia.
– Biedactwo! – powiedziała umierająca. – Co stanie się z tobą, gdy zabraknie ci matki? Umieram z rozdartym sercem.
Zanosząc się płaczem, przytuliła z całych sił Łucję, nie chcąc wypuścić jej ze swych objęć. Dopiero starsza córka Maria siłą oderwała dziewczynkę od matki, zaprowadziła do kuchni i zakazała pokazywać się w pokoju Marii Rosy. Powiedziała jeszcze, że „mama umiera ze smutku, którego ty jesteś przyczyną”.
Co zrobiła fatimska wizjonerka? Z podziwem patrzymy na jej dojrzałość duchową, dziewczynka umiała bowiem dostrzec w swym cierpieniu sposobność do złożenia Bogu ofiary w intencji wynagrodzenia za grzechy ludzi – przecież właśnie o to prosiła w swym pierwszym objawieniu Matka Boża. Łucja uklękła na podłodze, głowę oparła o kuchenną ławę i „pogrążona w głębokim smutku, którego nigdy przedtem nie czuła”, złożyła swój ból w ofierze Bogu, prosząc jednocześnie o powrót do zdrowia matki.
Nie minęło kilka chwil, a dwie z sióstr przyszły do niej i oznajmiły: „Łucjo, jeśli naprawdę widziałaś Matkę Bożą, to idź do Cova da Iria i proś Ją o uzdrowienie mamy. Obiecaj Jej, co chcesz; wszystko spełnimy”.
Wysłuchana prośba
Łucja wyszła z domu. By uniknąć ludzi, szła znanymi sobie skrótami, cały czas odmawiając Różaniec. Skończyła go, klęcząc pod dębem, na którym ukazywała się Matka Najświętsza. Cała we łzach przedstawiła Maryi swą prośbę. Co obiecała? Odprawienie przez siebie i swe siostry dziękczynno-pokutnej nowenny. Powiedziała Maryi, że przez dziewięć kolejnych dni przyjdzie z nimi na miejsce objawień, a od bitej drogi dziewczęta będą szły na kolanach, odmawiając Różaniec; w ostatnim zaś dniu przyprowadzą ze sobą dziewięcioro ubogich dzieci, a po modlitwie w miejscu objawień wrócą do domu i dadzą im obiad.
Długo mała Łucja klęczała w miejscu, w którym wiele razy rozmawiała z Matką Najświętszą. W końcu wstała i przepełniona nadzieją wróciła do rodzinnego domu. W kuchni czekała na nią siostra Gloria, wołając, że matka czuje się dużo lepiej! Po chwili ojciec zaprowadził dziewczynkę do matki. Zdumiona Łucja zobaczyła, że konająca przed godziną Maria Rosa siedzi w łóżku i pije rosół! Chora, ucałowawszy córkę, zapytała:
– Gdzie byłaś, moje maleństwo? Czy nie poszłaś do Matki Najświętszej, by prosić o moje uzdrowienie? – Tak, mamo. – Czuję się już o wiele, wiele lepiej.
Ojciec wziął Łucję na kolana i wypytał ją o wszystko: gdzie była, co robiła, jaką złożyła obietnicę. Potem powiedział: – Gdy tylko twoja mama wróci do zdrowia i nabierze sił, wszyscy pójdziemy na miejsce objawień i spełnimy to, co obiecałaś. Podziękujemy Matce Najświętszej za tak wielką łaskę.
Zaraz cała rodzina usiadła do dziękczynnej kolacji. Wszyscy z radością wielbili Boga: „Niech Bogu będą dzięki, że nasza mama czuje się lepiej”.
Po sprzątnięciu ze stołu i odmówieniu modlitwy po posiłku siedząca w łóżku matka zaczęła Różaniec, a wszyscy domownicy uklękli i dołączyli swe głosy do jej dziękczynnych zdrowasiek.
Dotrzymana obietnica
Już niebawem nie tylko same córki Marii Rosy, ale cała rodzina dos Santos wyruszyła na pierwszą pokutną pielgrzymkę do miejsca objawień. Nawet matka Łucji chciała od drogi iść na kolanach, ale ojciec jej nie zezwolił, szła więc obok pozostałych, posuwających się wolno na kolanach członków rodziny. Pod dębem dokończono Różaniec, odśpiewano litanię i hymn do Maryi Królowej Portugalii. Po powrocie do domu z ostatniej, dziewiątej pielgrzymki nakarmiono nie tylko biedne dzieci, ale również ich matki. Bo obietnic złożonych Niebu dotrzymać trzeba, i to gorliwiej niż nakazuje sama litera podjętych zobowiązań. A mama Łucji przeżyła jeszcze wiele lat, służąc ludziom i oddając Bogu chwałę swoją pokorą i gorliwością.
Wincenty Łaszewski
