Za słowami muszą iść czyny
– Można przerwać bieg przedawnienia w sprawie zagrabionych podczas wojny dóbr kultury – zwracają uwagę eksperci, podkreślając, że dzięki temu możliwy jest wciąż zwrot z różnych krajów dzieł sztuki i zabytków, które utraciły nie tylko polskie muzea, ale też osoby prywatne. Niektóre instytucje podjęły już próbę dokumentowania swoich strat, co może być też sposobem na odparcie roszczeń m.in. ze strony Niemiec.
Z posłem PiS Antonim Macierewiczem, inicjatorem dwóch uchwał polskiego Sejmu z 2004 r. w sprawie roszczeń niemieckich, rozmawia Mariusz Bober
Docierają do Pana informacje na temat penetrowania polskich zbiorów muzealnych przez niemieckich ekspertów poszukujących eksponatów należących wcześniej do Niemiec? Akcja odbywa się pod kątem podjęcia starań o przekazanie ich do RFN.
– Zaniepokoił mnie przede wszystkim artykuł w „Tygodniku Powszechnym” (15.01.2008), w którym wzywa się nas, abyśmy oddali tzw. Berlinkę, a więc główny zasób archiwalny, co do którego Niemcy wysuwają nieuprawnione roszczenia. Dlatego tę publikację muszę uznać za zagrożenie dla integralności polskich zbiorów archiwalnych.
Był Pan inicjatorem dwóch uchwał polskiego Sejmu, m.in. w sprawie niemieckich roszczeń oraz należnych Polsce reparacji. Częściowo dotyczyły one dóbr kultury. Formułowane są jednak zarzuty, że władze centralne nie prezentują i nie realizują jasnej strategii w tej sprawie. Podziela Pan ten pogląd?
– W przyjętych na wniosek posłów Ruchu Katolicko-Narodowego uchwałach była zarysowana strategia, której realizacją zajął się rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego. Wiązała się ona z oczywistym faktem, że to Polska, a nie Niemcy, była poszkodowana w wyniku II wojny światowej i to naszemu krajowi należą się odszkodowania. Jeżeli obywatele niemieccy czy jednostki państwowe uważają, iż również zostali poszkodowani, to powinno to rozliczyć państwo niemieckie. Nie wolno więc obciążać tymi kosztami Polski. Chciałbym tu podkreślić, że naszemu krajowi wciąż należą się reparacje przewidziane układem poczdamskim, które nie zostały zrealizowane. Przestano je wypłacać w 1953 r. w związku z domniemanym zrzeczeniem się przez okupanta sowieckiego należnych nam reparacji. To zrzeczenie nie miało mocy prawnej, a nawet gdyby miało, dotyczyłoby tylko NRD, a nie obecnie zjednoczonych Niemiec. Sprawa ta, z punktu widzenia państwa polskiego, została zamknięta uchwałą Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP przyjętą we wrześniu 2005 r., także na wniosek RKN. Sprecyzowano tam polską doktrynę prawną wypracowaną przez wybitnych prawników. Dziś podważanie polskich praw do reparacji jest działaniem antypaństwowym. Problem dotyczy także dóbr kultury zagarniętych przez okupanta niemieckiego, które powinny być Polsce zwrócone. My podejmujemy dyskusję narzuconą przez Niemców, którzy domagają się sprawdzenia, ile dóbr kultury z ich kraju znajduje się w Polsce, a zapominamy, że Niemcy zagrabili gigantyczną ilość dóbr kultury, z których wiele nie zostało dotąd zwróconych. Państwo polskie powinno się zająć właśnie podjęciem starań o to. Na przykład specjalny pełnomocnik ds. dóbr kultury powinien przedstawić dokładny bilans polskich strat i plan odzyskania tych dóbr.
Wspomniał Pan o roszczeniach obywateli RFN, które powinno przejąć na siebie państwo niemieckie. Tymczasem niedawno media cytowały wypowiedź posła SPD Markusa Meckela, który stwierdził, że nie może ono tego zrobić, ponieważ oznaczałoby to miliardowe (a według niektórych przekazów nawet wielomiliardowe) wydatki.
– Uprzedzaliśmy od początku, że Niemcy próbują przerzucić na Polskę wielomiliardowe roszczenia swoich obywateli. Dlatego opór ze strony RFN jest tak silny. Ale realizacja takiego scenariusza oznaczałaby, że na Polskę, która była ofiarą wojny, zostałaby narzucona gigantyczna kontrybucja, i to ze strony państwa, które zaatakowało nasz kraj i rozpętało II wojnę światową! Jeżeli bogate Niemcy twierdzą, iż nie mogą sobie pozwolić na wypłatę tych miliardów, to czy biedna Polska ma sobie na to pozwolić za to, że była przez Niemcy okupowana? Przecież to absurd. Wypowiedź Meckela pokazuje istotę sporu.
Jak ocenia Pan politykę obecnych władz w tej sprawie? Niedawno minister Władysław Bartoszewski powiedział, iż „powinniśmy doprowadzić do podpisania dokumentu, który by stwierdził, że strona niemiecka bierze na siebie wszelkie ewentualne roszczenia względem Polski”. Wygląda jednak na to, że ekipa premiera Donalda Tuska myśli, iż można podpisać taki dokument dzięki „polityce uśmiechów”.
– To polityka pełna niekonsekwencji i dwuznacznych zachowań. Wizyta premiera Tuska w Niemczech nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Za wypowiedzią ministra Bartoszewskiego nie poszły żadne działania, a powinny, jeśli mamy je traktować serio. Obawiam się, że skończy się na ustępstwach zarówno w sprawie Gazociągu Północnego, jak i w sprawach, o których mówimy. A przecież jest jeszcze kwestia mniejszości polskiej, która wciąż nie może korzystać z przysługujących jej praw. Oczywiście sprawa przejęcia przez państwo niemieckie ewentualnych roszczeń jest najważniejsza. Dotyczy bowiem blisko jednej trzeciej polskiego terytorium i olbrzymich sum pieniędzy, co na trwałe mogłoby zaliczyć Polskę do statusu półkolonii. Nigdy na to nie pozwolimy i rząd premiera Tuska musi to zrozumieć.
Dziękuję za rozmowę.
