Aby wypłynąć na głębię życia duchowego

W kaplicy arcybiskupów krakowskich zostaną jutro uroczyście otwarte dwa procesy beatyfikacyjne Służebnic Bożych: matki Teresy od Jezusa (Marianny Marchockiej), karmelitanki bosej, oraz Kunegundy Siwiec, członkini świeckiego zakonu karmelitańskiego

Z o. dr. Szczepanem T. Praśkiewiczem OCD, postulatorem procesów, rozmawia Małgorzata Bochenek


Jakimi ideałami żyła Kunegunda Siwiec?


– Przede wszystkim drogą dzięcięctwa duchowego św. Teresy od Dzieciątka Jezus, ale nie tylko. Żyła także ideałem zatopienia się w ogromie Bożego miłosierdzia, który prezentuje św. Siostra Faustyna. W postawie i życiu Kundusi – jak powszechnie się ją nazywa – widzimy symbiozę przesłania obydwu wielkich świętych naszych czasów: Teresy od Dzieciątka Jezus z jej drogą duchowego dziecięctwa i Faustyny Kowalskiej z orędziem o Bożym miłosierdziu. Czytając „Dzienniczek” Siostry Faustyny, znajdujemy niejako cytaty „Dziejów duszy” św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Podobnie czytając nadprzyrodzone oświecenia Kunegundy Siwiec, odnajdujemy zarówno elementy „Dziejów duszy”, jak i „Dzienniczka”.


Co dzisiaj chce nam powiedzieć Kunegunda Siwiec?


– Służebnica Boża dzisiejszemu, zagubionemu w wirze świata człowiekowi, goniącemu za dobrobytem materialnym i wyzutemu z wartości duchowych, przypomina i ofiaruje przesłanie Karmelu ukierunkowane na głębię, na życie duchowe. Zwraca uwagę na wartości wewnętrzne, zażyłość z Panem Bogiem. I mówi to przykładem, świadectwem swego życia. Pociąga i urzeka wiele osób, które gromadzi wokół siebie. Przed kilkoma laty powstało Towarzystwo Przyjaciół Kunegundy Siwiec. Stara się ono szerzyć ideały, którymi żyła Kundusia, i promuje także sprawę jej wyniesienia na ołtarze. Celem procesu beatyfikacyjnego będzie udowodnienie przede wszystkim heroiczności cnót kandydatki na ołtarze. Gdy patrzymy na życie Kunegundy, widzimy, że żyła ona wielkimi wartościami, czerpiąc inspirację, natchnienie z karmelitańskiej szkoły duchowości.


To także odnosi się do matki Teresy od Jezusa – Marianny Marchockiej?


– Teresa Marchocka żyła tymi samymi ideałami, duchowością karmelitańską, co Kunegunda Siwiec, tylko o kilka wieków wcześniej. Matka Teresa od Jezusa należy do pierwszego pokolenia karmelitanek bosych, pierwszych w Polsce duchowych córek św. Teresy od Jezusa. Już w przeszłości nazywana była polską Teresą od Jezusa. Jest autorką „Autobiografii mistycznej”, pierwszą kobietą, której nazwisko figuruje w słowniku polskich teologów. Założyła klasztory Karmelitanek Bosych we Lwowie i w Warszawie.


Ktoś mógłby zarzucić, po co przywoływać postać z XVII wieku…


– Jakby to określili Włosi: w matce Teresie mamy do czynienia ze świętością z przeszłości na dzisiejsze czasy. Żyła bowiem wartościami, których dzisiejszy świat bardzo potrzebuje. Ten nasz zlaicyzowany, zeświecczony świat potrzebuje ewangelicznych wartości i nadprzyrodzonych punktów odniesienia, a one emanują bardzo czytelnie z przykładu jej życia i duchowego przesłania.


Kim była polska matka Teresa od Jezusa?


– Wkrótce po złożeniu ślubów została przeoryszą i w tamtych trudnych czasach wojen kozackich, gdy siostry musiały opuszczać swoje klasztory i udawać się na tułaczkę, dodawała im otuchy, była stałym punktem odniesienia, znajdując nadprzyrodzone ukierunkowanie. Zmarła w Warszawie, doświadczając szczególnych cierpień, przygwożdżona do Chrystusowego krzyża. Sława jej świętości trwa nieprzerwanie. Koncentruje się wokół relikwii, które siostry, uciekając z Warszawy, w czasie potopu szwedzkiego, przywiozły do Krakowa. Do dzisiaj odbierają cześć w krakowskim klasztorze Karmelitanek Bosych przy ul. Kopernika.


Dlaczego dopiero teraz, po tylu wiekach, rozpoczyna się jej proces beatyfikacyjny?


– Próby były podejmowane już wkrótce po jej śmierci, jeszcze za czasów króla Jana Kazimierza. Jednak wojny, zabory, upadek państwa polskiego stanęły na przeszkodzie. Bardziej skonkretyzowane działania podjął św. Rafał Kalinowski. Latem 1907 roku, a więc sto lat temu, wysłał stosowny materiał do Rzymu. Niestety, gdy zimą przyszła odpowiedź, on już nie żył, bo zmarł 15 listopada. I zmarł w opinii świętości, a więc współbracia zajęli się procesem nie matki Teresy, ale jego samego jako odnowiciela zakonu po kasatach dokonanych przez zaborców. Dopiero teraz, po obchodach stulecia jego śmierci, które celebrowaliśmy przez ostatni rok, realizujemy niejako jego duchowy testament i podejmujemy dzieło prowadzenia procesu matki Teresy, który on pragnął rozpocząć, a w swoich listach nazywał ją już nawet „błogosławioną”.


Jak winniśmy odczytywać fakt, że obydwa procesy rozpoczynają się w tym samym dniu?


– Te postacie, wydawałoby się, odległe w czasie, historii, łączy to, że realizując swoje powołanie chrześcijańskie, inspirowały się ideałami Karmelu. Łączy je przesłanie, które prezentują dzisiejszemu światu, a jest to przesłanie duchowe. Obydwie w pewnym sensie stanowią echo zaproszenia, jakie Jan Paweł II skierował do całego Kościoła na przełomie tysiącleci: abyśmy wypływali na głębię. Papież apelował, by nigdy w życiu duchowym nie stawiać na przeciętność, letniość, ale by głęboko zarzucać sieć. Myślę, że Sługa Boży Jan Paweł II, który czerpał życiodajne soki z duchowości Karmelu, z pewnością cieszyłby się z otwarcia tych procesów beatyfikacyjnych. Dziś, gdy modlimy się o gloryfikację matki Marchockiej i Kunegundy Siwiec, nie zapominamy o nim. O tym wielkim karmelicie z ducha, który żył tymi samymi ideałami. Chcielibyśmy bowiem również jego jak najrychlej ujrzeć w chwale ołtarzy.


Bóg zapłać za rozmowę.

drukuj