Temat bardzo bliski Papieżowi

Po encyklice o miłości „Deus caritas est” w kolejnej encyklice swego pontyfikatu Ojciec Święty Benedykt XVI zwraca się do nas z przesłaniem nadziei. Już od jakiegoś czasu mówiono o encyklice poświęconej temu tematowi, bardzo bliskiemu Papieżowi, biorąc pod uwagę jego częste powracanie do tej cnoty chrześcijańskiej.

Już w przemówieniu inaugurującym pontyfikat Benedykt XVI przypomniał wagę żywej nadziei w życiu Kościoła i każdego chrześcijanina oraz do takiej nadziei starał się pobudzić. Powrócił do tej ważnej kwestii w wielu innych wypowiedziach. Warto zauważyć, że temat nadziei powracał w rozmaitych analizach teologicznych, które obecny Papież zawarł w swoich publikacjach ogłoszonych przed podjęciem posługi Piotrowej; wielokrotnie zastanawiał się nad trudną sytuacją nadziei w obecnym świecie i proponował drogi wyjścia. W 1970 r. pisał na przykład o potrzebie złożenia nadziei w Jezusie Chrystusie, przekraczając nadzieję pokładaną tylko w człowieku.

By dostrzec znaczenie papieskiej encykliki o nadziei i móc owocnie zagłębić się w jej przesłanie, trzeba zwrócić uwagę na pewną „konfliktową” sytuację, w której w ostatnim wieku znalazła się nadzieja chrześcijańska. Wywarła ona swój negatywny wpływ na kondycję nadziei, a tym samym na samego człowieka, zagrażając jego tożsamości i realizacji jego powołania ludzkiego i chrześcijańskiego.

Wiek XX, przede wszystkim pod wpływem naciskającego zewsząd materializmu marksistowskiego, sprawił, że w rozmaitych interpretacjach pojawił się głęboki konflikt między nadzieją o charakterze eschatologicznym, którą głosi i przeżywa chrześcijaństwo, a „nadziejami ziemskimi”, które propaguje marksizm. Człowiek, zwrócony do wiecznego celu ostatecznego, do wypełnionego królestwa Bożego, znalazł się pod przemożnym naciskiem świata, historii, postępu, pracy, ekonomii itd. Nie byłoby to może tak destrukcyjne, gdyby nie uzasadnianie z naciskiem, że zwrócenie się człowieka – przez nadzieję – do wierności jest szkodliwe dla człowieka, ponieważ oddala go od rzeczywistości ziemskiej i czyni biernym wobec jej wyzwań. Na tym tle zakwestionowano sens wiary, troski o cel ostateczny, zredukowano odpowiedzialność moralną za ludzkie wybory, zniechęcono do modlitwy itd.

Inny konflikt, który pomniejszył znaczenie nadziei, wyłonił się na gruncie położenia jednostronnego nacisku na „optymizm”, wyrażający się przede wszystkim w zachęcie do kierowania się ku przyszłości, ale bez krytycznego odniesienia do sytuacji, w której żyje człowiek, oraz do wyborów, których dokonuje, mających prowadzić go do założonych celów. Doprowadziło to do sytuacji, w której nie liczy się już dokonywanie wyborów w perspektywie celu ostatecznego, ale należy brać pod uwagę jedynie to, co posiada charakter sprawczy. W takim ujęciu w ludzkich działaniach liczy się tylko doraźna skuteczność. Konsekwencją takiego ujęcia stał się funkcjonalizm w traktowaniu człowieka, a aktywizm jedyną miarą jego wartości i jego powołania. Tym samym na boku została postawiona tożsamość człowieka oraz te działania, które ją afirmują, a więc przede wszystkim kontemplacja oparta na mocnej metafizyce. W taki sposób narodził się szeroko rozumiany „kryzys sensu”, nękający tak wielu naszych współczesnych.

Konflikt dotyczący nadziei dotknął także wierzących w Kościele. Wobec dokonującej się sekularyzacji, mnożących się nowych form zła, odejść od wiary i Kościoła, u wielu chrześcijan pojawiło się niepokojące pytanie o sens wysiłków zmierzających do przybliżenia dzisiejszego człowieka do zbawienia udzielonego wszystkim w Jezusie Chrystusie. Czy wobec tych zjawisk jest sensowne podejmowanie wysiłków zmierzających do poszerzenia i zintensyfikowania misji Kościoła i angażowania się w jego aktywność? Czy nie zamknąć się w ramach Kościoła, zadowalając się pozycją „małej reszty”? Czy nie przyszedł czas, by zrezygnować z Kościoła masowego na rzecz Kościoła elitarnego? Te pytania i rozmaite postawy, w których wyrażają się proponowane odpowiedzi, niejednokrotnie pokazały, że rozmach eklezjalny uległ zahamowaniu. Przyczynił się do tego swoisty „deficyt” nadziei eklezjalnej, stając się niepokojącym tłem dla proponowanych odpowiedzi.

Do przedstawionych tutaj zjawisk, pomniejszających dynamizm nadziei, dochodzą jeszcze konflikty związane z natarczywym pytaniem o zło fizyczne i moralne w świecie, które kończą w pesymizmie i nihilizmie. Nie budzi optymizmu sytuacja ekologiczna. Napełnia troską kwestia wyczerpywania się zasobów naturalnych. Nie zmniejszyły się zagrożenia dotyczące globalnego konfliktu wojennego. Nowe odkrycia w rozmaitych dziedzinach wiedzy, otwierając niesłychane możliwości manipulowania człowiekiem, muszą niepokoić.

W tej sytuacji, jako chrześcijanie, odkrywamy, że to właśnie nadzieja może przyczynić się do przezwyciężenia istniejących trudności, otwierając drogę ku przyszłości, zarówno wiecznej, jak i tej doczesnej. Dostrzegamy, że na jej gruncie możemy zaangażować się w życie Kościoła i świata. Trzeba więc odkryć – i Ojciec Święty nam to przypomina – że niezmiennie nadzieją człowieka pozostaje Jezus Chrystus i ofiarowane nam przez Niego zbawienie.

Encyklika Benedykta XVI o nadziei ukazuje się na progu Adwentu, a więc okresu liturgicznego, który przypomina o nadziei starożytnego Izraela, ale również wymownie wzywa do odnowy nadziei chrześcijańskiej. Nadziei, nad którą trzeba pracować konsekwentnie dzień po dniu, słuchając Słowa Bożego.

Ks. Janusz Królikowski


drukuj