Jasnogrodziak całą gębą
Ścieżka obok drogi
Kto by pomyślał, że w zaostrzającej się walce klasowej propagandyści Jasnogrodu tak szybko sięgną do argumentów ongiś surowo przez Jasnogród potępionych? Trudno to pomyśleć, ale tylko wtedy, gdy się zapomni, że Jasnogród kieruje się mądrością etapu. Na jednym etapie coś się potępia, żeby na innym etapie do tego się odwołać. Weźmy na przykład takiego pana Tomasza Jastruna. Trudno o lepszego przedstawiciela Jasnogrodu, bo i potępia, kogo akurat trzeba, i odziedziczył poetycki talent, co prawda mały, niemniej jednak. I właśnie on odwołał się ostatnio do potępionej ongiś teorii Lombrosa, który określał cechy charakterologiczne ludzi na podstawie ich fizjonomii. Podobną metodę proponuje obecnie Tomasz Jastrun, utrzymując, że prawicowców, a zwłaszcza prawicowych dziennikarzy, można rozpoznać po „gębach”.
No dobrze, być może, że Lombroso miał rację, być może rację ma i Tomasz Jastrun, kiedy twierdzi, iż prawicowca można rozpoznać po gębie. No a lewicowca? Czy lewicowca też można rozpoznać po gębie? Logika wskazywałaby, że można, a zatem – co takiego charakterystycznego jest w gębie lewicowca? Gęba, jak wiadomo, jest strukturą złożoną… Na przykład jedne są owalne, inne znowu pociągłe. Dalej – oczy, które mogą być niebieskie, szare albo piwne, a poza tym też skośne albo zwykłe. Oczy mają także wyraz; jedno wejrzenie jest śmiałe, inne znowu melancholijne. Po oczach idzie nos. Ooo, tu możliwości jest bardzo dużo. Czy jednak istnieje kształt nosa charakterystyczny dla typowego przedstawiciela lewicy? Jeśliby istniał, to dociekania Tomasza Jastruna mogłyby zostać szalenie wzbogacone: jedne nosy mogłyby okazać się charakterystyczne dla gęb prawicowych, a inne dla lewicowych. Wreszcie – jaki kształt nosa ma Tomasz Jastrun? Trudno bowiem takie badania skutecznie prowadzić w oderwaniu od konkretnych osób, zwłaszcza gdy wiemy, do której grupy należą. Gdyby tak Tomasz Jastrun albo prof. Bronisław Geremek zechcieli użyczyć swoich gęb w charakterze wzorców, to dalsze badania nad fizjonomiami mogłyby pójść jak z płatka, a i walka klasowa zostałaby przeniesiona na płaszczyznę bardziej naukową. Dzięki temu moglibyśmy bez trudu rozpoznawać się tylko po gębach, ale nawet po ich fragmentach, np. po nosach. Spojrzałby jeden z drugim i od razu wiedziałby, że z takim nosem to na pewno musi być z Jasnogrodu. A gdyby do nosa doszły jeszcze melancholijne spojrzenie piwnych oczu oraz wydatne, mięsiste wargi, zwłaszcza dolna, taka jak u szefa europejskich socjalistów Schulza, który to nawołuje do „izolowania Polski” – to nie mielibyśmy najmniejszych wątpliwości, że to Jasnogrodziak całą gębą.
Takie to myśli przychodzą mi do głowy podczas powrotu z koncertu, jaki odbył się w Millenium Parku w Chicago z okazji odwiedzin tego miasta przez prezydenta Kaczyńskiego. Kilkanaście tysięcy Polaków zgotowało mu owacje na stojąco i odśpiewało sto lat, chociaż prawdę mówiąc, najmocniejsze oklaski otrzymała Nelly Rokitowa. Widać Chicago ceni kobiety stanowcze, żeby nie powiedzieć – męskie. Następnie odbył się koncert w wykonaniu Katarzyny Jamróz, Andrzeja Piasecznego, Piotra Szczepanika, Jana Pietrzaka i Justyny Steczkowskiej. Widocznie więcej artystów albo nie zmieściło się w samolocie, albo nie chciało lecieć z prezydentem w obawie przed zemstą Jasnogrodu. Tego też nie można wykluczyć, bo i artyści, którzy koncertowali, w swoim repertuarze uwzględnili utwory zaczerpnięte z folkloru żydowskiego.
Stanisław Michalkiewicz
