Pamięć i pieniądze (cd.)

Felieton autonomiczny

Pragnę serdecznie podziękować ks. prałatowi Zdzisławowi Peszkowskiemu, kapelanowi Rodzin Katyńskich, za miłe słowa po moim felietonie pt. „Pamięć i pieniądze”. Tytuł ten brzmiał dość prowokacyjnie, bo przecież wiemy, czym są dla nas myśli zawarte w książce Jana Pawła II pt. „Pamięć i tożsamość”.

W felietonie pisałem o tym, jak dzieci ocalonych od holokaustu domagają się od Niemiec pieniężnego odszkodowania za traumę, jakiej doznali wskutek bolesnych przeżyć obozowych, okupacyjnych, wojennych ich rodziców. Gdyby podobna myśl miała się zrodzić w Polsce i przemienić w realne działania, jak to ma miejsce w Izraelu, powstałoby stowarzyszenie liczące setki tysięcy ludzi. Nie wspomnę o sumach, jakie mogłyby być przedmiotem naszych roszczeń odszkodowawczych.

Polska „pamięć” nigdy jednak nie potrafiła przekładać się na „pieniądze”. W naszej kulturze obce i wręcz niemożliwe jest łączenie obu tych elementów, dawniej i dziś.

Pragnę też się usprawiedliwić, że w krótkiej formie, jaką jest felieton, nie zawarłem tej części polskiej martyrologii, którą symbolizują wieloletnie, pełne niezwykłego poświęcenia w utrwaleniu naszej narodowej pamięci, zmagania ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego. Los Polaków, którzy po wybuchu wojny znaleźli się na Wschodzie, należał do najtragiczniejszych w naszej historii. Do dziś nie wszyscy zamordowani w radzieckich obozach katowniach polscy żołnierze i oficerowie doczekali się grobów i pomników. Nadal w trudnej, niesprzyjającej nam atmosferze trwają poszukiwania miejsc ich wiecznego spoczynku. To potęguje ból tych, którzy po nich zostali. Dlatego w opowieściach Rodzin Katyńskich tak często widzimy łzy. Ci ludzie nie tylko, że nie dostali żadnego odszkodowania i najmniejszego moralnego zadośćuczynienia za niewinną śmierć swoich bliskich, ale nie usłyszeli nawet zwykłego ludzkiego słowa „przepraszamy”. Nadal cierpią osamotnieni w bólu, pozbawieni możliwości przyklęknięcia i zmówienia modlitwy nad grobem swoich ojców i dziadków. Pozostaje jedynie bolesna pamięć, ta, która od lat współtworzy naszą polską tożsamość. Osierocone dzieci Golgoty Wschodu cierpią najbardziej.

Naszą pamięć co rusz konfrontuje szokująca rzeczywistość. Żądanie od Polski zwrotu niemieckich dóbr kultury (nazywanych pokrętnie ostatnimi wojennymi jeńcami), które zastaliśmy na Ziemiach Odzyskanych, przy równoczesnym kompletnym milczeniu w sprawie odszkodowania za planowe, barbarzyńskie zniszczenie 90 proc. polskich dóbr kultury (a gdzie odszkodowanie za 6 mln wymordowanych Polaków), musi szokować. Tak barbarzyńskiego, złodziejskiego, antycywilizacyjnego pojmowania kwestii poszanowania własności chyba nikt się w Polsce nie spodziewał. Podpalić, zniszczyć cudze mienie i jak gdyby nigdy nic domagać się zwrotu własnego.

To jeszcze jeden z negatywnych efektów naszego wstąpienia do Unii Europejskiej. Szkoda, że w ramach UE i jej pokojowego prawa stanowionego przez wszystkich członków Wspólnoty nie pojawia się postulat, by przywrócić te elementy międzynarodowego ładu, które mogą budować wzajemne zaufanie na prostym poczuciu sprawiedliwości. Niestety, ostatnie niemieckie żądania, ale i wcześniejsze désintéressement rządu niemieckiego w sprawie działalności Powiernictwa Pruskiego domagającego się od Polski zwrotu pozostawionego mienia czy odszkodowania, weryfikują nasze tradycyjne myślenie o pamięci.

Wojciech Reszczyński
drukuj