Wokół pewnego sporu

Powstało w mediach trochę niepokoju po tym, jak wicepremier Roman Giertych zażądał od Unii Europejskiej ni mniej, ni więcej, tylko respektowania praw moralnych odnoszących się do życia rodziny ludzkiej. Dziennikarze specjalizujący się w sianiu terroru medialnego i zamętu w opinii publicznej oskarżali ministra Giertycha o to, że „zniesławia dobre imię Polski” i wróżyli rychłe jego ustąpienie ze stanowisk rządowych. Początkowo zapowiadała się poważna awantura polityczna, ponieważ pan premier Jarosław Kaczyński stwierdził, że wypowiedź ministra Giertycha nie wyrażała opinii rządu polskiego.

W odpowiedzi wicepremier Giertych wyjaśnił najpierw, że w Heidelbergu wyraził swoją opinię, a nie stanowisko rządu jako takiego. Zaistniała jednak złożona sytuacja, skoro stanowisko ministra nie pokrywało się ze stanowiskiem rządu, i tym samym – stanowisko rządu nie mogło pokrywać się ze stanowiskiem własnego ministra. Obiektywnie mówiąc, tekst przemówienia ministra Giertycha (opublikowany w „Naszym Dzienniku”, 6 marca) odznacza się rzeczowym i poważnym spojrzeniem na sprawy rodziny, wychowania i Europy. Mimo to powstała wątpliwość, wobec której Roman Giertych skierował do rządu publiczne i oficjalne zapytanie, „jakie jest stanowisko rządu w sprawie propagowania homoseksualizmu i aborcji” (za: „Nasz Dziennik”, 5 marca). Chociaż jedno czy drugie radio mówiące po polsku zapowiadało udzielenie surowej reprymendy Giertychowi przez premiera, skończyło się na rzeczowej wymianie zdań i uzgodnieniu stanowisk bez żadnego politycznego trzęsienia ziemi. W istocie przedmiotem sporu było nie to, że wicepremier Giertych ma swoje poglądy, ale że swej wypowiedzi na forum europejskim nie uzgodnił z premierem i ministrem spraw zagranicznych.

Po spotkaniu, na którym wyjaśniono sobie istotę różnicy zdań, wicepremier Giertych podtrzymuje nadal swoje prawo do wypowiadania się na forum publicznym w sprawach o istotnym znaczeniu dla Polski. Już wcześniej stwierdził, że Polska, a także Polacy in concreto, mają obowiązek mówić głośno to, co jest przemilczane i deformowane na forum Europy, zwłaszcza w sprawach dotyczących fundamentalnych wartości (zasad) etycznych. Można więc zrozumieć, że z tego punktu widzenia nie było żadnego obowiązku pytać się, czy rząd polski zgadza się, aby przykazania Boże (prawo naturalne) uważać za obowiązujące nie tylko w sercu, ale i w Europie. Nie muszę ukrywać, że osobiście uważam stanowisko wicepremiera Giertycha, przedstawione w Heidelbergu, za uzasadnione i godne poparcia.

Pytanie o stanowisko rządu

Żądanie wicepremiera Giertycha, aby rząd jasno zadeklarował swoje stanowisko w tak poważnej sprawie, niezwykle doniosłej dla życia i kultury polskiego Narodu, posiada szerszy kontekst, przypomniany w tym samym numerze „Naszego Dziennika” (z 5 marca) przez senatora Jana Szafrańca. Okazuje się bowiem, że pomimo zmiany rządu i zmiany programu w stosunku do poprzedniego lewicowego rządu, pani Kluzik-Rostkowska (wiceminister pracy i pomocy społecznej) jest skłonna kontynuować politykę pani Środy, która (polityka) polega na uległości i bezkrytycznej „spolegliwości” wobec wymagań stawianych przez agendy ONZ, jak i Unii Europejskiej w sprawie likwidacji tradycyjnego modelu rodziny i szerzenia propagandy oraz mentalności antykoncepcyjnej z wszystkimi jej niemoralnymi implikacjami. Budzi się w sposób naturalny wątpliwość, czy poglądy pani Kluzik-Rostkowskiej są zgodne ze stanowiskiem rządu, ewentualnie, czy stanowisko rządu jest zgodne z prawdziwym dobrem Polski, i czy ewentualnie nie należy traktować polityki prowadzonej przez panią Kluzik-Rostkowską jako dywersję sterowaną z jakiegoś ośrodka europejskiego. Z tego punktu widzenia owa pani minister byłaby czymś w rodzaju konia trojańskiego w rządzie polskim (względnie – zgodnie z postulatami feministek – „klaczą trojańską” – według trafnej poprawki pani Gronkiewicz-Waltz). W tym kontekście żądanie jednoznacznego sprecyzowania stanowiska rządu polskiego w sprawach tak żywotnych dla rodziny i Narodu wydaje się głęboko uzasadnione.

Jak dotychczas – takie stanowisko jest niejasne i ambiwalentne, co widać jak na dłoni na tle debaty na temat projektu nowelizacji art. 38 Konstytucji RP, a więc w sprawie, w której nie powinna istnieć najmniejsza wątpliwość w łonie polskiego rządu. Cały problem ma charakter głębszy niż tylko różnica zdań między premierem a jednym z ministrów. Zagadnienie dotyczy po prostu etycznych podstaw państwa i jego polityki, a nadto wcale niebłahe pytanie odnosi się do specyfiki państwa polskiego i tej polityki, która powinna pozwolić naszemu Narodowi na odzyskanie jego tożsamości moralnej i kulturowej, zgodnej z jego tysiącletnią tradycją i w końcu pełnej suwerenności politycznej.

Na czym stoi państwo

Jeśli chodzi o pierwsze pytanie (dotyczące etycznych podstaw państwa), to wystarczy przypomnieć główne punkty nauczania Jana Pawła II na temat powołania ludzkiej rodziny. W popularnej opinii państwo istnieje po to, aby chronić prawa osoby ludzkiej. Głębsza przyczyna tkwi w tym, że świat stworzony przez Boga został powierzony rodzinie, a nie państwu, ponieważ wszelka władza nad światem jest podporządkowana misji budowania rodziny, której powołanie polega na służbie życiu przychodzącemu na świat z daru Stwórcy i Ojca, „od którego bierze początek wszelki ród na niebie i na ziemi” (Ef 3, 15). Z tego tytułu rodzinie przysługuje szczególny przywilej – wrodzony, a nie nadany – suwerenności, zakorzeniony w transcendencji osoby ludzkiej, stworzonej na obraz Boży. Ta suwerenność rodziny jest podstawą i źródłem wszelkiej innej suwerenności, jaka w sposób pochodny i podporządkowany przysługuje wszelkim innym społecznościom powołanym do ochrony i wspomagania rodziny, będącej fundamentem całej społeczności ludzkiej, budowanej według modelu rodziny (por. „List do Rodzin” nr 13; 17).

Wśród tych społeczności pełniących rolę pomocniczą w stosunku do rodziny, należy w pierwszym rzędzie wspomnieć państwo, które odnajduje swoje ostateczne powołanie w oddawaniu czci i uległości wobec Stwórcy poprzez respektowanie i ochronę świętości rodziny i daru życia, oraz przez respektowanie i ochronę transcendentnej godności osoby ludzkiej we wszystkich relacjach i kontekstach życiowych, w których realizuje się powołanie człowieka do życia wiecznego. To zadanie państwa wiąże się nierozdzielnie z zadaniem tworzenia i wspomagania prawdziwej kultury społecznej, której niezbędną podstawą jest cała hierarchia wartości moralnych wpisanych przez Stwórcę w wewnętrzną prawdę stworzonego bytu – to jest człowieka, ludzkiej wspólnoty, miłości i życia. To wymaga także stworzenia takiego porządku prawnego, który chroniłby prawa osoby i prawa rodziny przed jakimkolwiek naruszeniem w publicznej sferze odniesień międzyludzkich i społecznych.

Te postulaty wiążą się ściśle również z tym, co Jan Paweł II w „Liście do Rodzin” zawarł na temat etycznej struktury dobra wspólnego i z tym, co w „Evangelium vitae” mówi na temat tworzenia autentycznej kultury opartej na afirmacji świętości i nietykalności daru życia. Otóż to dobro wspólne jest właśnie tworzone w rodzinie mocą miłości będącej główną siłą realizującą powołanie rodziny (por. „Familiaris consortio” nr 17), a prawdziwa kultura rodzi się z kontemplacji „wielkiej tajemnicy”, w której Bóg dzieli się z człowiekiem swoim spojrzeniem na istotę stworzenia i wprowadza człowieka w uczestnictwo w „pięknej miłości? („List do Rodzin” nr 20).

Co się stało z Europą

Niestety w historii Europy w ostatnich – przynajmniej dwóch stuleciach, obserwujemy wielkie pomieszanie pojęć filozoficznych i moralnych, co burzy, względnie odwraca cały porządek na szarym końcu całej hierarchii wartości głoszonej w salonach Europy, a na szczycie piramidy znalazł się egoizm jednostki lub grupy (partii, mafii itd.), wspomagany przez zespół namiętności czyniących człowieka niewolnikiem materii i ciemnych sił duchowych, ubiegających się o władzę nad człowiekiem. W tym szalonym procesie budowania świata antychrześcijańskiego zamiast wiary głosi się niewiarę, zamiast miłości – nienawiść jako zasadę panowania nad światem, a zamiast czci dla świętości – pogardę i zbezczeszczenie wszystkiego, co w człowieku i w rodzinie święte, i co jest choćby słabym śladem Stwórcy, a zwłaszcza, co wskazuje na tajemnicę Ojcostwa Bożego.

I to na takim fundamencie, czyli na gruzach fundamentu, jaki zbudowało chrześcijaństwo, szaleńcy, uchodzący za „oświeconych”, chcą zbudować Europę Zjednoczoną. Czy można zbudować jakiekolwiek zjednoczenie na bazie tego, co człowieka rozbija od wewnątrz i przeciwstawia go jemu samemu w jego najgłębszej istocie? Czy można budować jedność na gruncie tego, co dzieli, co oznacza antagonizm, dialektykę, na kulcie zakłamania, na tym, co jest buntem przeciw prawdzie bytu i zaprzeczeniem miłości jako jedynej siły pozwalającej stworzyć więź osób? Czy może istnieć jedność (zjednoczenie) na płaszczyźnie państwa czy związku państw, które odrzuciwszy Prawo Boże, stały się „magnum latrocinium”? Jak można stworzyć coś zjednoczonego, skoro odrzuciło się fundament wszelkiej jedności społecznej, którym jest wewnętrzna jedność małżeństwa i rodziny zjednoczonej wokół misterium rodzącego się życia? Skoro życie ludzkie, po wykreśleniu relacji do Stwórcy, zredukowano do poziomu prostego rezultatu procesów fizjologicznych, społeczeństwo może się stać jednością jedynie na tym poziomie, na którym mówimy o jedności stada i hodowlanej trzody: tu wszędzie czynnikiem scalającym jest głód ciała i poszukiwanie żeru napędzane żywiołem nieujarzmionego popędu. To ma być Europa? Jeśli kultura moralna upada do tego stopnia, że nie można zdefiniować różnicy między mężczyzną i kobietą, między małżeństwem a nie-małżeństwem, między rodziną i spółką osób, które „się potrzebują”, to znaczy, że ci ludzie już nie wiedzą, czym się różnią od „czworonogów i płazów” (por. Rz 1, 23).

<br>Pytanie o rolę Polski

I w tym momencie pojawia się pytanie o rolę Polski i kierunek jej polityki w aktualnej sytuacji Europy. Polska miała własną historię i tożsamość kulturową, w której zostały zachowane istotne wartości chrześcijańskiej kultury. Tymczasem w tak zwanej Europie narodziły się ideologie burzące prawdę o człowieku i niszczące istotę życia społecznego. Czy to nie w Europie wymyślono rasizm i kolonializm, eugenizm i darwinizm społeczny, uzasadniający przemoc wobec słabych, ateizm, materializm, socjalizm, hitleryzm, nihilizm postmodernizmu i cały bolszewizm, który pod różnymi postaciami odżywa w Europie rzekomo demokratycznej, a w gruncie rzeczy tonącej po uszy w nowych wysublimowanych formach totalitaryzmu ubranego w szaty liberalizmu? Czy Polska musi iść w tym samym korowodzie i naśladować wszystkie bezeceństwa i obrzydliwości nowoczesnej Sodomy i kłaniać się całemu „panteonowi” nowoczesnych bożków i mitów? Czy naprawdę musimy poddawać się presji nowego pogaństwa ubranego w szaty oświeceniowe i udawać, iż nic nie wiemy na ten temat, że król jest nagi?

Stwierdzam z całą otwartością i powagą: nie wolno nam na nowo poddawać się pod władzę nowoczesnego totalitaryzmu, skoro tak wiele nas kosztowało wyzwolenie z wiekowej niewoli. Nie wolno nam wchodzić w system polityczny, który polega na odrzuceniu chrześcijaństwa i całego przesłania moralnego wynikającego z Ewangelii i potwierdzonego powagą Chrystusa i świętością Jego Ofiary. Nie wolno wchodzić w układ, który z konieczności narzuca nam sytuację moralnego współdziałania w czynach złych, niszczących człowieka, przekreślających świętość małżeństwa i rodziny. Polska jest zbyt wiele winna Chrystusowi i Jego Matce Królowej za wielokrotne ocalenie naszego narodowego bytu i duchowej więzi z Kościołem Chrystusowym. Nie wolno nam teraz lekkomyślnie zgadzać się na sytuację, w której zasady postępowania moralnego będą nam dyktować ludzie zaprzedani w służbę księcia tego świata. Już zbyt wiele złego stało się w Polsce, abyśmy mogli sobie pozwolić na dalsze nadużywanie daru wolności i niepodległości. Jeżeli Bóg Miłosierny trzyma nas przy życiu, to po to, abyśmy chcieli jeszcze, pomimo wielu grzechów, stać się czynnikiem odrodzenia Europy przez ukazanie jej Chrystusa i naszej wierności Jego prawom, spełniając testament zostawiony nam przez Jana Pawła II.

Wymaga to zdecydowanego sprzeciwu wobec prób narzucania nam programów i zasad sprzecznych z wiarą oraz godnością osoby ludzkiej.

Wkład Polski w budowę cywilizacji

Od końca XVIII wieku sytuacja Polski była odmienna od pozostałych krajów Europy i – syntetycznie mówiąc – wysiłek Narodu szedł w innym kierunku niż państw sąsiednich, zwłaszcza zaborczych. Podczas gdy zaborcy doskonalili elementy władzy służące zniewoleniu i bogacili się kosztem Polski, Polacy zostali skazani na to, by we wspólnocie rodziny podtrzymywać płomień patriotyzmu, gwarantujący w jakimś czasie odzyskanie niepodległości. Powstańcze zrywy i niezliczone ofiary skazanych na wygnanie, tortury i śmierć, gromadziły niewidzialny kapitał duchowy, który ukazał – w ogromnym kontraście w stosunku do spoganiałej Europy – heroiczne męstwo Polaków gotowych podjąć walkę po prostu w obronie godności człowieka i godności narodu. Była to walka dosłownie „o wolność naszą i waszą” – przeciw tyranii dławiącej wszystkie zdobycze cywilizacji europejskiej. To szczególne duchowe piękno postawy polskiego Narodu ujawniło się nie tylko w walce o niepodległość w czasie I wojny światowej; jeszcze bardziej dało znać o sobie w oporze przeciw najazdowi bolszewickiemu w 1920 roku. Te same moralne cechy ujawniły się w czasie II wojny światowej, w wielu bitwach o historycznym znaczeniu, kiedy tak zwany „Zachód” myślał tylko o swoich ekonomicznych i imperialnych interesach i handlował prawami narodów. Wtedy jeszcze tylko Polacy rozumieli, co to jest wolność i godność narodu ozdobionego łaską Sakramentu i żyjącego w świetle nadziei Zmartwychwstania. Historia Polski jest inna i inne jest nasze wyposażenie duchowe, za które jesteśmy odpowiedzialni w skali Europy i świata.

Dlatego, podobnie jak największy z Polaków przedstawił w ONZ (5 października 1995) pogłębiony program reorganizacji tej już mocno zmanierowanej instytucji światowej, nawołując do przyjęcia prawa naturalnego i na jego gruncie deklaracji praw narodów, tak dzisiaj polski rząd ma szansę i prawo zaproponować Europie nowe zasady współdziałania wolnych i suwerennych narodów w oparciu o zasady respektujące prawdę o człowieku i o Chrystusie, bez którego ani człowiek nie może rozumieć siebie, ani żaden naród i cała Europa nie może osiągnąć prawdziwej kultury, ani odzyskać swojej autentycznej tożsamości. Z tego punktu widzenia wystąpienie ministra Giertycha ma głęboki sens i może stanowić początek procesu odrodzenia Europy i oczywiście równocześnie odrodzenia Polski. Wymaga to oczywiście podjęcia odpowiednich decyzji uwalniających Polskę definitywnie od poniżającego dziedzictwa pozostałego po wrogiej Bogu i człowiekowi okupacji komunistycznej. Wymaga to odważnych decyzji budujących podstawy rzeczywistego odrodzenia Narodu w wymiarze demograficznym, ekonomicznym, moralnym i kulturowym. Konieczną przesłanką takiego odrodzenia Narodu jest reforma Konstytucji i włączenie do korpusu ustawy zasadniczej pełnej treści Karty Praw Rodziny ogłoszonej przez Stolicę Apostolską w 1983 roku. Ufam, że rząd polski to zrozumie i podejmie to niepowtarzalne historyczne wyzwanie.

ks. prof. Jerzy Bajda
drukuj