„Aktion Saybusch” na Żywiecczyźnie

8 października 1939 r. na obszarze pokrywającym się mniej więcej z przedwojennym województwem śląskim utworzona została – na podstawie dekretu Hitlera o aneksji zachodnich ziem polskich z tego samego dnia – nowa niemiecka rejencja z siedzibą w Katowicach. Wraz z rejencjami opolską, legnicką i wrocławską weszła w skład prowincji śląskiej zarządzanej przez nadprezydenta i okręgowego przywódcę NSDAP Josefa Wagnera.

Już od pierwszych dni września Niemcy wprowadzali w życie opracowany już częściowo przed wojną plan zagłady polskich elit. Na horyzoncie pozostawały tymczasem wysiedlenia oraz konfiskata mienia. W obu ostatnich przypadkach chodziło o przedsięwzięcia zakrojone na tak wielką skalę, że pewne poczynione już przed wojną prace koncepcyjne uzupełnione musiały zostać kolejnymi studiami, przede wszystkim zaś działaniami o charakterze ewidencyjnym.
Stąd jesień 1939 r. przynosi powołanie do życia Komisariatu Rzeszy ds. Umacniania Niemczyzny (Reichskommissar für die Festigung des deutschen Volkstums – RKF), a także Głównego Urzędu Powierniczego Wschód (Haupttreuhandstelle Ost – HTO). Oba organy, pierwszy działający pod nominalnym kierownictwem Heinricha Himmlera, drugi zaś nadzorowany przez Hermanna Göringa, zbierały w kolejnych latach szczegółowe dane na temat stosunków narodowościowych i własnościowych na ziemiach wcielonych, tworząc tam swoje terenowe przedstawicielstwa. Funkcję pełnomocnika RKF na Górnym Śląsku objął wyższy dowódca SS i policji SS-Gruppenführer Erich von dem Bach-Zalewski – przez polskiego odbiorcę kojarzony głównie z faktem dowodzenia zgrupowaniem wojskowym tłumiącym Powstanie Warszawskie pięć lat później. Szybko też doszło do multiplikacji spółek odpowiedzialnych za zajęcie poszczególnych kategorii mienia polskiego.
HTO skoncentrował się na przejmowaniu majątku w obrębie strategicznych z punktu widzenia bieżących interesów III Rzeszy sektorów gospodarki. Na Górnym Śląsku zaliczano do takich głównie zakłady przemysłu ciężkiego, zwłaszcza huty i kopalnie węgla kamiennego z przewagą kapitału polskiego. Do jesieni 1941 r. zewidencjonowano tutaj niemal 42 tys. zakładów przemysłowych, handlowych i rzemieślniczych, spośród których do Polaków należało przed wojną niemal 13 tys., do Żydów zaś ok. 5 tysięcy. HTO zajmował również majątek samorządów i państwa, a także banków i instytucji finansowych.
Na początku 1940 r. do została powołana życia tzw. Wschodnioniemiecka Spółka ds. Zarządzania Terenami Rolniczymi z o.o. (Ostdeutsche Landbewirtschaftungsgesellschaft mbH – Ostland). Spółka Ostland, na Górnym Śląsku kierowana przez Waltera Rupperta, stanęła przed zadaniem zewidencjonowania polskiego majątku rolnego. Pomocy udzielała jej Śląska Spółka Rolna z o.o. (Schlesische Langesellschaft mbH – SLG) – analogiczne podmioty funkcjonowały w Kraju Warty na Pomorzu Gdańskim i w prowincji Prusy Wschodnie – odpowiedzialna za wspieranie niemieckiego osadnictwa chłopskiego na ziemiach anektowanych.
Do kwietnia 1942 r. w prowincji śląskiej zajęto ponad 123 tys. gospodarstw rolnych należących do ludności polskiej (i w niewielkim stopniu żydowskiej) o łącznej powierzchni ponad 522 tys. ha (średnia wielkość gospodarstwa to 4,3 ha), spośród ok. 150 tysięcy (ok. 630 tys. ha), które w ogóle planowano skonfiskować.

Dylematy narodowościowe
Równolegle do organizowania się instytucji mających za zadanie przejęcie polskiego mienia prowadzone były studia nad narodowościowym, demograficznym i przestrzennym obliczem okupowanego kraju. Punktem wyjścia dla przyszłych działań administracji niemieckiej na Górnym Śląsku stały się wyniki zrealizowanego w grudniu 1939 r. tzw. policyjnego spisu ludności (Polizeiliche Einwohnererfassung). Ujawniły one, że spośród blisko 2,3 mln byłych obywateli państwa polskiego zamieszkujących na terenie rejencji katowickiej, zaledwie ok. 930 tys. deklaruje narodowość polską, czyli mniej niż deklarujących narodowość niemiecką – niemal 1, 09 mln (prócz tego spis ujawnił niespełna: 50 tys. Czechów, 160 tys. Ślązaków i 90 tys. Żydów). W dodatku zdecydowana większość osób przyznających się do polskości znajdowała się na obszarze tzw. uprzemysłowionego pasa wschodniego (industrielle Ostgebieten) – były to zachodnie ziemie przedwojennych województw kieleckiego (w tym Zagłębie Dąbrowskie z miastem Sosnowiec) i krakowskiego (m. in. Zagłębie Jaworznicko-Chrzanowskie, Oświęcim i Beskid Żywiecki), które wcielone zostały do prowincji śląskiej pod naciskiem gospodarczych kół III Rzeszy (celem było wzmocnienie potencjału Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego).
Administracja niemiecka nie dała się jednak porwać euforii w związku wysokim odsetkiem „Niemców” na zdobytych ziemiach. Już tylko porównanie wyników spisu z danymi z okresu przedwojennego pozwalało przyjąć, że kilkaset tysięcy ludzi podało narodowość niemiecką z obawy przed grożącymi im sankcjami, w tym zwłaszcza konfiskatą mienia i wysiedleniem.
Zagmatwana sytuacja etniczna Górnego Śląska (dla której pewna analogia istniała na Pomorzu Gdańskim) skłoniła władze niemieckie do wprowadzenia w życie idei tzw. niemieckiej listy narodowościowej (Deutsche Volksliste – DVL). Celem była dywersyfikacja obywateli polskich wykazujących mniejsze lub większe związki z niemieckością na cztery grupy. Zakwalifikowanie do dwóch pierwszych (nieznacznie od siebie zróżnicowanych) oznaczało de facto przyzwolenie na integrację z narodem niemieckim. Dwie kolejne grupy, w tym zwłaszcza grupa III, zarezerwowane były dla domniemanych Niemców.
Zbieranie ankiet DVL rozpoczęło się na początku wiosny 1941 roku. Jesienią 1943 r. w rejencji katowickiej do grup I i II należało niemal 300 tys. osób, do III i IV blisko 1 mln, poza listą zaś pozostało prawie 826 tys. ludzi, głównie Polaków.
Równolegle do realizowania akcji wpisu na DVL na terenie przedwojennego województwa katowickiego przystąpiono do brutalnej germanizacji na wskroś polskiego tzw. uprzemysłowionego pasa wschodniego. Tutaj regionalny aparat SS otrzymał od władz w Berlinie carte blanche na urzeczywistnianie postulatów narodowosocjalistycznej ideologii. Na uwagę zasługuje przy tym fakt, że przez pierwszy rok wojny obszar prowincji śląskiej nie został właściwie objęty potężnymi operacjami wysiedleńczymi, realizowanymi wówczas na terenie Pomorza Gdańskiego (Okręg Gdańsk – Prusy Zachodnie) i Wielkopolski (tzw. Kraj Warty).

Deportacje, wysiedlenia, przesiedlenia
Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, co było głównym powodem opóźnienia akcji deportacyjnej w prowincji śląskiej. Nie ulega wątpliwości, że pewną rolę odegrały tarcia kompetencyjne pomiędzy administracją publiczną – w tym zwłaszcza organami podległymi ministrowi wyżywienia i rolnictwa – a SS, a także konflikt personalny pomiędzy Wagnerem a von dem Bachem na tle osadników niemieckich, którzy mieliby zastąpić wysiedlanych Polaków. Do przełomu listopada i grudnia 1939 r. Wagner był przekonany, że zostanie wprowadzony w życie jego plan pozyskiwania kolonizatorów w obrębie jego prowincji (zwłaszcza z terenu przeludnionych okolic Kotliny Kłodzkiej). Gdy jednak jesienią 1939 r. III Rzesza podpisała z ZSRS bilateralne umowy o wzajemnej wymianie ludności, okazało się, że Górny Śląsk będzie musiał przyjąć kontyngenty przesiedleńców niemieckich pochodzących z tzw. Galicji Wschodniej (m.in. z okolic Lwowa) i Wołynia. Nadprezydent uważał ich tymczasem za Niemców drugiej kategorii, podkreślając, że już sam fakt obcowania przez nich z Polakami w okresie II RP, w tym nasiąknięcie polskimi obyczajami i kontakt z językiem polskim, nie czyni z nich właściwego materiału na pionierów kolonizacji.
W ciągu 1940 r. na skutek walki politycznej Wagner usunięty został jednak z funkcji nadprezydenta, a jego sukcesor Fritz Bracht nastawiony był wobec lokalnego establishmentu SS bardziej koncyliacyjnie. Przygotowania do wysiedlenia Polaków nabrały tempa, gdy latem 1940 r. obowiązki szefa sztabu von dem Bacha, jako pełnomocnika RKF, przejął młody antropolog SS-Obersturmbannführer dr Fritz Arlt. Przez kolejne niespełna trzy lata będzie on głównym teoretykiem w sferze kolonizacji i szeroko pojętej polityki narodowościowej na Górnym Śląsku.
Kilka tygodni po jego przybyciu do Katowic rozpoczęła się pierwsza i zarazem największa akcja deportacyjna przeprowadzona podczas wojny przez okupanta na terenie prowincji śląskiej. „Aktion Saybusch”, bo tak brzmiał jej kryptonim, objęła teren powiatu żywieckiego i częściowo bielskiego. Od września 1940 do stycznia 1941 r. w jej ramach w 19 transportach pociągowych deportowano – via Łódź – do Generalnego Gubernatorstwa niemal 18 tys. ludzi, głównie kobiety, dzieci i starców. Kolejnych ok. 8 tys. osób, zwłaszcza rodzin, których członkowie zatrudnieni byli w miejscowym przemyśle, przesiedlono w obrębie wsi, dokwaterowując ich do innych pozostawionych na miejscu Polaków. W tym samym mniej więcej czasie na teren obu powiatów, głównie jednak na Żywiecczyznę, napłynęło blisko 4 tys. osadników niemieckich z Galicji Wschodniej. Kilkukrotna dysproporcja pomiędzy liczbą wysiedlonych i osadników wynikała z nowej polityki rolnej okupanta, polegającej na komasacji polskich karłowatych, często jedno-, względnie dwuhektarowych, gospodarstw w majątki kilkunastohektarowe.
Akcja prowadzona była wedle ściśle określonych wytycznych, których szkice powstały w kierowanym przez SS-Hauptsturmführera Adolfa Eichmanna referacie 4 w wydziale D Tajnej Policji Państwowej (Geheimestaatspolizei – gestapo) w Berlinie. Szczegóły dopracowano w siedzibie placówki gestapo w Katowicach, skąd do Żywca delegowano na czas akcji specjalną grupę operacyjną. Wraz z funkcjonariuszami SS, RKF i NSDAP grupa ta koordynowała działania 83. i 82. batalionów policji, odpowiedzialnych odpowiednio za wysiedlenie Polaków i wprowadzenie na gospodarstwa Niemców.
„Aktion Saybusch” była przedsięwzięciem eksperymentalnym, w ramach którego doszło do przetestowania zdolności organizacyjnych regionalnych struktur NSDAP, SS, a także administracji ogólnej (starostwo) i specjalnej (organy resortu wyżywienia i rolnictwa). Do powielenia wypracowanego wówczas schematu deportacji nigdy już jednak nie doszło, gdyż w marcu 1941 r. z inspiracji Hansa Franka, tłumaczącego się przeludnieniem rządzonego przez siebie GG, wstrzymane zostały dalsze transporty Polaków na wschód.
Tymczasem na początku 1941 r. doszło do wydzielenia z prowincji śląskiej nowej, składającej się w przeważającej mierze z ziem polskich, prowincji górnośląskiej. Zarządzający tutaj Bracht postawiony został przez władze centralne przed koniecznością przyjęcia kolejnych fal przesiedleńców niemieckich, tym razem pochodzących z Rumunii.
Do początku 1943 r. w prowincji górnośląskiej osiedlono ok. 38 tys. Niemców. Do tego samego momentu ze swoich domów wysiedlonych zostało niemal 81 tys. Polaków – najwięcej w powiatach żywieckim, bielskim i kolonizowanym intensywnie od 1941 r. blachowniańskim. Na skutek zablokowania granicy z GG wysiedleńców kwaterowano początkowo u sąsiadów we wsi (tzw. przesiedlenie wewnętrzne), komasując nawet po kilka rodzin w jednym gospodarstwie, od lata 1942 r. zaś umieszczano ich w tzw. Polenlagrach, których na terenie prowincji urządzono co najmniej 23. Z obozów tych w komandach roboczych wysyłano ludzi do pracy w okolicznych majątkach ziemskich, niekiedy zaś deportowano do fabryk w głębi Rzeszy.

Epilog
Wkroczenie Armii Czerwonej na Górny Śląsk nie zakończyło dramatu wysiedlonych. Wielu z nich nie miało do czego wracać. Najtragiczniejsza była sytuacja na wsiach. Realizowana tam przez Niemców komasacja gruntów niosła za sobą wyburzenie nawet do kilkudziesięciu procent zabudowy (głównie drewnianej) i pozostawienie do dyspozycji osadników jedynie obiektów najlepszej jakości (głównie murowanych). Na Żywiecczyźnie dzieła zniszczenia dopełnił zalegający tam przez ok. dwa miesiące 1945 roku front.

Mirosław Sikora, IPN Katowice
drukuj