fot. flickr

KE chce narzucić wysokość płacy minimalnej krajom członkowskim UE

Przymusowe podwyższenie płac minimalnych w państwach Unii Europejskiej zniszczy konkurencję gospodarczą – mówią ekonomiści. Komisja Europejska dalej pracuje nad wspólnymi zasadami ustalania płacy minimalnej w krajach członkowskich Unii Europejskiej. Możliwe jest ustalenie płacy na poziomie 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia poszczególnych państw.

W Polsce w przyszłym roku o 200 złotych wzrosnąć może płaca minimalna – ustalił wczoraj rząd. Kwota 2800 złotych to mniej, niż zapowiadane przed pandemią 3000 złotych – podkreślił minister finansów Tadeusz Kościński.

– Ten kij ma dwa końce. Z jednej strony pracownicy będą mieli więcej pieniędzy w kieszeni i będą mogli wydawać więcej, oczywiście częścią naszej strategii jest, żeby pobudzić konsumpcję, żeby naszą gospodarkę ciągnęła do przodu, a z drugiej strony, to są koszty dla pracodawców – powiedział Tadeusz Kościński.

To 53 procent średniej płacy w polskiej gospodarce. Polska zajmie drugie miejsce wśród krajów Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. To nieodpowiedni czas na podnoszenie płacy minimalnej – ocenił zastępca rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Jacek Cieplak.

 – My stoimy na takim stanowisku, aby ta płaca minimalna 2600 zł brutto została też na ten czas okresu pandemii – w którym się cały czas znajdujemy – zamrożona, czyli żebyśmy nie zwiększali tego wynagrodzenia – wyjaśnił Jacek Cieplak.

Tymczasem wysokość płacy minimalnej krajom członkowskim chce narzucić Unia Europejska. Ma to być 60 procent średniej krajowej. Cel jest szczytny – ocenił ekonomista Artur Beń.

– Aby w całej Europie nie było ubóstwa, aby pałce były adekwatne w całym kraju do potrzeb człowieka – akcentował Artur Beń.

Nie każde państwo ma ustaloną płacę minimalną. Zmiany oznaczałyby minimalne wynagrodzenie w Polsce na poziomie prawie 3200 złotych. To zwiększa koszty dla przedsiębiorców i w efekcie zaszkodzi polskim firmom – zauważył prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak.

– Jest to próba w dużej mierze eliminacji polskiej konkurencji, bo konkurencja w UE działa tam, gdzie ona jest korzystna dla Europy Zachodniej, ale na rynku usług czy pracowników delegowanych – gdzie ona jest korzystna dla Europy Wschodniej – już nie działa – podkreślił Cezary Kaźmierczak.    

Unijne zasady wynagradzania już teraz niszczą polskich przewoźników, którzy są liderem tej branży w Europie – podkreślił ekonomista dr Marcin Kędzierski.

– Na mocy dyrektywy o pracownikach delegowanych, polskie firmy utraciły swoją konkurencyjność, ponieważ muszą płacić polskim kierowcom przebywającym w Niemczech czy Francji podobne stawki, jak niemieckim czy francuskim kierowcom, nawet jeśli ci kierowcy na co dzień żyją w Polsce – wskazał dr Marcin Kędzierski.

Prace na unijną płacą minimalną krytykuje też opozycja. W Unii Europejskiej występują zbyt duże dysproporcje gospodarcze – ocenił rzecznik PSL Miłosz Motyka.

– W tych bogatszych miejscowościach ta płaca jest bezpodstawna, bo i tak tam pracodawcy płacą więcej, pensję minimalną powinny kształtować czynniki krajów suwerennych –  ocenił Miłosz Motyka.   

Podniesienie płacy minimalnej możliwe jest dzięki pomocy antykryzysowej polskiego rządu.

– Polska bardzo płytko przechodzi tę recesję, jak na razie jesteśmy w czołówce OECD – zauważył Cezary Kaźmierczak.

Każdego roku wysokość minimalnego wynagrodzenia i minimalnej stawki godzinowej rząd ustala wraz z Radą Dialogu Społecznego. Rozmowy o propozycji przyszłorocznego wzrostu ruszą w przyszłą środę.

TV Trwam News

drukuj