MON planuje zakupić amerykańskie pociski „Tomahawk”
Ministerstwo Obrony Narodowej chce kupić od amerykanów 24 pociski manewrujące „Tomahawk”. Broń ta jest obecnie jedynie na wyposażeniu wojska Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Jeśli kongres USA zgodzi się na sprzedaż, pierwsze pociski trafią do Polski w 2022 roku.
Zaawansowane pociski manewrujące „Tomahawk” mają zasięg blisko 1600 kilometrów. Ich główną zaletą jest możliwość zmiany kursu pocisku już w trakcje jego lotu.
– Jest to broń, która jest zamontowana na okrętach podwodnych. Jeżeli okręty podwodne się zanurzą, są bardzo trudne do wykrycia i w związku z tym, my możemy odpowiedzieć ogniem na atak na nasz kraj, w momencie kiedy przeciwnik się tego najmniej spodziewa – tłumaczy kmdr. por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl.
MON chce zakupić 24 takie pociski od Amerykanów. Zgodę na sprzedaż musi jednak wyrazić kongres USA. Pierwsze osiem „Tomahowków” miałoby trafić do Polski w 2022 roku. Cena jednego pocisku to, co najmniej 1mln 600 tys. dolarów.
W nowoczesną broń MON chce wyposażyć nowe okręty podwodne, których zakup, jak zapewnia minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, ma być sfinalizowany do 2030 roku.
– Przygotowujemy się do postępowania na okręt podwodny nowego typu i jedną ze zdolności, co do których chcemy, żeby on posiadał, jest właśnie posiadanie pocisków manewrujących – informował Tomasz Siemoniak.
Jeśli pociski trafią do Polskiej armii, na pewno zwiększą możliwości obronne naszego kraju – ocenia kmdr. por. rez. Maksymilian Dura.
– Otrzymamy „broń odstraszania”. Otrzymamy typową broń, która pozwoli nam zapobiec ewentualnemu konfliktowi, dlatego że zagraża także tym, którzy podejmują decyzję o ewentualnym ataku na nasz kraj – tłumaczy ekspert.
Decyzja USA o sprzedaży Polsce nowoczesnych pocisków będzie niewątpliwie sprawdzianem: czy Waszyngton traktuje Warszawę jako bardzo ważnego sojusznika?
TV Trwam News/RIRM
