„Serce Kecharitomene” – kobiety na wzór Maryi

Wzrastanie w „Sercu Kecharitomene” to szukanie odpowiedzi, jaką być kobietą w dzisiejszym świecie. Wspólnota pomaga, żeby w mojej codzienności – w tych moich pieluchach, dresie, nieuczesaniu – zobaczyć, że ja też mogę zostać święta. Do tego każda z nas dąży. Maryja była otwarta na to, co Pan Bóg względem Niej miał zaplanowane. I my jako kobiety na Jej wzór też chcemy tak żyć – wskazuje Lucyna Kuśmirek, żona, mama i koordynator wspólnoty „Serce Kecharitomene”, do której należy już ponad tysiąc kobiet.

***

„Serce Kecharitomene” to dość młoda wspólnota w Kościele. W jakich okolicznościach powstała i do kogo jest skierowana?

Wspólnota zawiązała się 5 sierpnia 2023 roku w Medjugorje podczas rekolekcji małżeńskich. Inicjatorką „Serca Kecharitomene” (Kecharitomene – Pełna Łaski) jest s. Bartłomieja Sobczyk. Pierwsze grupy zaczęły spotykać się na przełomie lutego i marca 2024 roku. Na dziś mamy ponad trzydzieści grup, z czego jedna jest w Wiedniu. Już teraz jest ponad tysiąc kobiet. „Serce Kecharitomene” powstało w odpowiedzi na potrzeby kobiet, które szukały w Kościele miejsca, gdzie mogłyby odbywać tzw. formację stałą, czyli nie chodzi o to, żeby spotkania były raz w miesiącu i na tym koniec. U nas jest tak, że dziewczyny otrzymują materiały i nad daną tematyką pracują przez cały miesiąc aż do kolejnego spotkania – to jest moja praca samej ze sobą w obecności Pana Boga i Maryi. Wspólnota jest skierowana do każdego stanu kobiety. Każda kobieta – czy to mężatka, kobieta stanu wolnego, osoba zakonna, wdowa, czy kobieta, która jest po rozwodzie – każda może formować się u nas we wspólnocie. Jesteśmy otwarte na każdą kobietę.

Czym wyróżnia się wspólnota? Jaki jest jej charyzmat?

„Serce Kecharitomene” to wspólnota maryjna. Matka Boża była Pełna Łaski, otwarta na to, co Pan Bóg względem Niej miał zaplanowane. Ona była przepełniona obecnością Boga. I my jako kobiety na wzór Maryi chcemy też tak żyć w codzienności. Tak jak Maryja żyła w swoim Nazarecie jako matka, żona, kobieta, tak my też chcemy w naszych rodzinach, w naszych domach, w naszej pracy realizować ten właśnie charyzmat. Spotykamy się raz w miesiącu, ale formacja trwa cały czas w – jak mówimy – naszym Nazarecie, czyli tam, gdzie aktualnie jesteśmy.

„Serca” często widać w towarzystwie „Wojowników Maryi”.

Żyjemy w tym samym charyzmacie. Faktycznie mamy bardzo dużo wspólnego z „Wojownikami Maryi” przez to, że wiele z nas ma mężów Wojowników. Ja też mam męża „Wojownika Maryi”. To idzie w spójności i to idzie w jedności, ale nie mamy tych samych formatorów (…). Naszym duchowym opiekunem jest ks. Artur Fura. Nasze wspólnoty „łączą się” właśnie ze względu na to, że jesteśmy małżeństwami, ale to jest tylko tyle, a może aż. My skupiamy się bardzo mocno na kobietach. Skupiamy się też na małżeństwach. Bardzo mocna jest u nas modlitwa za rodziny, za małżeństwa i za kapłanów – to jest dla nas bardzo ważne.

Jaka powinna być kobieta wpatrzona w Maryję, podążająca za Nią?

Po pierwsze, powinna kochać siebie, bo została stworzona przez Boga. I to jest fundament. Po drugie, kobieta powinna przyjmować to, co dzieje się w jej życiu i rozeznawać w obecności Boga i Maryi to, że mam takie życie, a nie inne, to, że chcę żyć sakramentami i jestem otwarta na życie. Kobieta, która nie jest otwarta na życie już ma ogromny problem sama ze sobą, z akceptacją siebie. Ja powinnam być otwarta na życie. Ja chcę to życie przyjmować. Chcę dawać to życie. Maryja była normalną kobietą z Nazaretu, ale myślę, że gdybyśmy dzisiaj Ją spotkali tutaj na ziemi, zarażałaby nas swoim pokojem i szczęściem. Ona była przepełniona obecnością Boga. I my jako kobiety formujące się w „Sercu Kecharitomene” mamy pokazywać światu, że jesteśmy przepełnione obecnością Boga, jesteśmy szczęśliwe. Nie potrzebujemy nie wiadomo jakich dóbr. One są potrzebne, bo trzeba żyć i funkcjonować, ale jeżeli mam poukładane wartości, jest Bóg, jest rodzina, jest małżeństwo, jestem ja, to uważam, że nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne.

Wspomniana otwartość kobiet na życie we wspólnocie „Serce Kecharitomene” to także podejmowanie konkretnych działań – rozpoczynacie współpracę z Fundacją Małych Stópek, która na co dzień jak mało kto chroni dzieci, których życie pod sercami matek jest zagrożone.

Jako kobiety, które modlą się za rodziny, modlą się o życie, nie wyobrażamy sobie, żebyśmy na tym polu nie działały. Mamy już oddelegowaną koordynatorkę, która będzie łącznikiem między Fundacją a nami. Myślę, że ta współpraca będzie piękna. Idziemy w tym samym duchu – walczymy o życie. Ja jestem matką, która urodziła czwórkę martwych dzieci. Mówiono mi, że mam je usunąć, bo to nie ma sensu i tak dalej. Nie wyobrażam sobie, bym któreś ze swoich dzieci miała zabić. Każde z nich urodziłam. Takich kobiet u nas we wspólnocie jest więcej. Wiemy, co to znaczy walczyć o życie. Nie nam decydować o ludzkim życiu.

Dziś kobiety chcą nie tylko decydować o ludzkim życiu, ale kładą też akcent na niezależność, czy wręcz walczą o dominację w wielu aspektach. Z czego to wynika?

Od paru lat widzę, że jeśli kobiety krzyczą, jeśli „walczą o swoje prawa”, to tak naprawdę jest to ich krzyk po to, żeby powiedzieć: „Kochajcie nas, my chcemy być kochane!”. Kobiety są dzisiaj bardzo mocno zranione i próbują być niezależne, ale ta niezależność to przykrywka tego, że chcą być kochane, chcą być ważne. Kobiety mają problem (uogólniam), żeby zaakceptować samą siebie. I to często wychodzi w rozmowach, także na formacji w naszej wspólnocie. Kobiety nie potrafią powiedzieć nic dobrego o sobie. A jeżeli ja nie kocham siebie, to jak będę kochać innych? Nie chodzi o to, żeby wpaść w samouwielbienie, ale zaakceptować siebie, swoje miejsce, sytuację, powołanie, przyjąć trudności. Jeżeli będę mieć to wszystko poukładane w obecności Boga, to będzie to miało sens. I będę rozumieć, dlaczego dzisiaj jestem w takim, a nie w innym miejscu. Nie muszę dzisiaj walczyć na ulicy, bo mam swoje wartości. Wiem, gdzie jest moje miejsce w świecie i nie muszę nikomu udowadniać, czy jestem dobra czy nie. Nie muszę nikogo prosić o tę miłość, bo ją dostaję. A świat dzisiaj pokazuje kobietom: bądź niezależna, masz prawo do aborcji, masz prawo do eutanazji, masz prawo żyć wyzwolona, nie musisz żyć w sakramentach. To tylko udowadnia – ta przykrywka – że ty kobieto potrzebujesz miłości! Nic więcej, a może aż? Te wszystkie marsze to jest krzyk kobiet, które zapewne się do tego nie przyznają, bo powiedzą, że im nic więcej nie potrzeba, ale im po prostu potrzeba miłości.

W jaki sposób „Serce Kecharitomene” pomaga wzrastać w wierze?

Odpowiem głosem kobiet, które się u nas formują. Same mówią, że są wśród kobiet, które żyją tymi samymi wartościami; nie boją się rozmawiać, nie boją się mówić o swoich problemach, szukać odpowiedzi. „Serce Kecharitomene” pomaga otwierać się na drugiego człowieka, na to, że jestem we wspólnocie, mam siostrę obok mnie, która może mi pomóc, a może przeszła podobne doświadczenie jak ja. Słuchamy, jesteśmy ze sobą i – co ważne – wszystkie idziemy w tym samym duchu. Wzrastanie w „Sercu Kecharitomene” to szukanie odpowiedzi, jaką być kobietą w dzisiejszym świecie, na kim się wzorować. W pierwszym roku formacji skupiamy się na cnotach Maryi, ale drugi rok to błogosławione i święte Kościoła. Chcemy uczyć się, jak żyły kobiety, które zostały wyniesione do świętości. Chcemy od nich czerpać wiedzę, praktykę. Ta wspólnota pomaga, żeby w mojej codzienności – w tych moich pieluchach, w moim dresie, w moim nieuczesaniu – zobaczyć moją świętość; że ja też mogę zostać święta. Do tego każda z nas dąży.

fot. Monika Tomaszek

Artykuł ukazał się w miesięczniku „W Naszej Rodzinie”.

Monika Tomaszek

drukuj