Chrystus Zmartwychwstał!
Prawdziwie Zmartwychwstał. Alleluja!
Prawdziwie Zmartwychwstał. Alleluja!
Weselcie się! Raduj się, ziemio! Przeżywamy Zmartwychwstanie Pańskie, które jest fundamentem naszej wiary. To właśnie teraz z całą mocą wybrzmiewają słowa: Chrystus Zmartwychwstał! Prawdziwie Zmartwychwstał. Alleluja!
Zwycięstwo Jezusa nad śmiercią daje każdemu z nas pewność, że życie nie kończy się wraz z ostatnim tchnieniem. To również przypomnienie, że każdy dzień jest szansą na nowy początek, na powstanie z duchowej śmierci do życia w łasce. Wielka Noc to nie tylko triumf życia, ale i odpowiedź na ciemność Wielkiego Piątku. Po czasie zadumy, milczenia i bólu męki Chrystusa, przychodzi czas nowej nadziei. Grób, który zdawał się końcem, staje się miejscem początku – pustym znakiem zwycięstwa życia nad śmiercią. Ta prawda przemienia wszystko. Pokazuje, że cierpienie, choć trudne i bolesne, nie jest ostatnim słowem Boga wobec człowieka.
W najświętszą noc Wigilii Paschalnej światło Chrystusa rozproszyło ciemności grzechu i śmierci. To właśnie wtedy zapalony Paschał – znak Zmartwychwstałego – jako światłość świata wchodzi w mrok ludzkiego życia. W tej nocy rozbrzmiało radosne „Exsultet” – wezwanie do radości, bo Chrystus zwyciężył!
Niech radość płynąca z pustego grobu napełnia nasze serca pokojem, miłością i nadzieją. W tym szczególnym czasie dzielmy się tą radością z innymi – uśmiechem, dobrym słowem, obecnością.
Alleluja! Jezus żyje!
radiomaryja.pl
Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: Witajcie. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą. Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.
(Mt 28,8-15)
Spróbujmy przynajmniej rozważyć wydarzenia dnia Zmartwychwstania Pańskiego w kontekście nadziei (bo w innym raczej nie sposób).
Kiedy Maria Magdalena idzie do grobu, jest jeszcze ciemno. To tak, jakby Wielki Piątek wciąż trwał – ze swoim klimatem beznadziei, rozpaczy po śmierci Jezusa. Nawet pierwsza myśl, która się pojawia, czyli wyjaśnienie tajemnicy pustego grobu, jest prozaiczna: „Ktoś zabrał ciało Jezusa” („Zabrano Pana z grobu…”, por. J 20, 2). Wszystko na to wskazuje. Nie ma strażników pilnujących grobu, kamień u wejścia jest odsunięty. Nie wiadomo, gdzie znajduje się ciało. Nie pojawia się nawet przypuszczenie, że może rzeczywiście zmartwychwstał. Tą wiadomością – pogłębiającą jeszcze smutek i brak nadziei – Maria Magdalena biegnie podzielić się z uczniami.
Podobnie bywa nieraz w naszym życiu. Wiele, jeśli nie wszystko, zdaje się wskazywać na to, że to koniec naszych planów, zamiarów, projektów. Po prostu – brak nadziei. Leżymy na „marach” beznadziei, bez – wydawałoby się – jakiejkolwiek możliwości ratunku.
Następnie do pustego grobu przychodzą uczniowie. Po wejściu do jego wnętrza Piotr stwierdza, że nie ma tam ciała Jezusa. Zostały tylko ślady Jego śmierci – płótno, w które było owinięte Jego ciało, oraz chusta zakrywająca twarz zmarłego Mistrza. Ciała, dowodu Jego śmierci, już nie ma.
Warto w tym miejscu zastanowić się, czym jest nadzieja. To nie jest zwykłe stwierdzenie: „jakoś to będzie” albo „będzie dobrze”, czy też jakiś hurraoptymizm, który nie ma pokrycia w rzeczywistości – czyli tylko i wyłącznie pozytywne myślenie.
Nadzieja to coś więcej. To stan, który nie pozwala się poddać, załamać – nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone, albo nawet tak właśnie jest, bo straciliśmy wszystko: zdrowie, kogoś bliskiego, czyjąś miłość. Ktoś, kto ma nadzieję, cierpi – ale nie popada w załamanie czy totalną rozpacz, która niekiedy prowadzi do odebrania sobie życia albo życia w poczuciu bezsensu, pustki, jakiegoś braku, którego – wydaje się – nikt i nic, nawet Bóg, nie potrafi wypełnić.
Co jest źródłem nadziei? Wiara. Wiem, brzmi to „kościółkowo”, może nawet banalnie. Ale nie chodzi o wiarę rozumianą jako przekonanie o istnieniu Boga, regularne modlitwy i chodzenie do kościoła. Chodzi o taką wiarę, która pozwala zrozumieć Boga i Jego wszechmoc. A Jego wszechmoc polega na tym, że potrafi ze zła, którego doświadczamy, wyprowadzić dobro – i to jeszcze większe niż nasze cierpienie.
Dopiero kiedy drugi uczeń wchodzi do grobu, dostrzega coś więcej niż brak ciała Jezusa. Pomaga mu w tym budząca się wiara, wypływająca ze słów Jezusa, które dopiero teraz zrozumiał. Ujrzał i uwierzył, że Chrystus żyje, że pokonał śmierć.
Słowo „zmartwychwstanie” można podzielić tak, by zabrzmiało: „z mar twych wstań”. Jako pierwszy w tym fragmencie Ewangelii „wstał” ten drugi uczeń. Jednak to wydarzenie, które wspominamy dzisiaj, zachęca każdego, kto wierzy w Chrystusa, by powstał ze swoich „mar”: grzechu, braku nadziei, latami trwającej żałoby – czyli niepogodzenia się ze śmiercią bliskiej osoby.
Mama, która straciła swoje kilkuletnie dziecko, powiedziała kiedyś: „Gdyby nie miała w sobie wiary na spotkanie ze swoją zmarłą córką w niebie, to oszalałaby z rozpaczy”.
Zmartwychwstanie Chrystusa daje nadzieję. Nie tylko na to, że tu, na ziemi, może być lepiej, że cierpienie kiedyś się skończy – ale przede wszystkim nadzieję na życie z Nim w wieczności.
Dzisiejsza uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego po raz kolejny zaprasza nas do tego, byśmy przez wiarę przekroczyli próg nadziei.
Przewodniczący Episkopatu w życzeniach na Wielkanoc 2025: Zmartwychwstały...