Ewangelia

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.
Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”
Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.
Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!”
Wtedy odszedł od Niej anioł.
Oto słowo Pańskie.

 

Łk 1,26-38

 

* * *

 

Drogi kręte i proste

Nasz Dziennik

Miejsce, gdzie Jan udzielał chrztu nawrócenia, znajduje się na pustyni niedaleko Jerycha, na terenie jednej z największych depresji na świecie: 300 m poniżej poziomu morza. Dziś, gdy pielgrzymi podążają tam autostradą z Jerozolimy (położonej blisko 800 m n.p.m.), praktycznie cały czas jadą w dół. To robi wrażenie. Patrząc na ten fakt w kontekście biblijnym, da się dostrzec jego głębokie znaczenie symboliczne: aby dokonało się w człowieku nawrócenie, musi zejść w „depresję” swojej egzystencji – do jego nizin, skrzętnie na co dzień skrywanych, skutecznie maskowanych, wyznać grzech, dostrzec własną nędzę i niewystarczalność. To konieczny warunek nawrócenia.

Czy słuchacze Jana – „Głosu wołającego na pustyni”, byli świadomi konieczności owej przemiany? Raczej tak. Czy my, udając się do swoich świątyń, aby wziąć udział w rekolekcjach adwentowych, przystąpić do sakramentu pokuty, jesteśmy gotowi, by zejść z piedestału pychy, rutyny, zacząć „prostować ścieżki swojego życia” dla Niego? Zasypywać doliny mające chronić twierdze własnego „ja”? Burzyć mury? Karczować zarośnięte, niedeptane ścieżki?…

Bóg daje nam kolejną szansę. Wykorzystajmy ją. Zbyt wiele jest poplątanych ścieżek w naszej rzeczywistości. Zbyt wiele cierpienia i ludzkiej krzywdy, coraz większe góry i doliny – a pomiędzy nimi przepaście nie do przebycia. Po ludzku nie da się ich zasypać, może to stać tylko wtedy, gdy oddamy inicjatywę Chrystusowi. W Nim wszystko jest możliwe.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj