W ramach katechezy artykuł ks. prof. Jerzego Bajdy „Czy państwo może być moralne?”


Pobierz Pobierz

Prześladuje mnie ten temat, nie dlatego, że jestem moralistą, ale głównie dlatego, że jakiś czas temu szef obecnego rządu zapowiedział, iż nie pozwoli, aby do parlamentu dostali się ludzie – krótko mówiąc – niemoralni. W związku z tym zaproponował, aby odsunąć od kandydowania osoby obciążone wyrokiem karnym. Jednak głębiej patrząc, nie ma znaku równości pomiędzy ludźmi niemoralnymi a ludźmi podlegającymi wyrokom sądowym.

W czasach tak zwanych minionych epok mieliśmy wielu ludzi, na których ciążyły wyroki sądów PRL, a byli to ludzie nieskazitelni moralnie, tylko niewygodni dla systemu politycznego, który od korzeni był skażony zbrodnią. Wielu oficjałów tamtego systemu sądowniczego, obciążonego przestępstwami wobec Narodu Polskiego, nadal żyje bezpiecznie i w nagrodę za wierną służbę dla Związku Sowieckiego pobiera wysokie emerytury, choć powinni byli otrzymać surowe wyroki za zdradę Polski. Ale tak czy inaczej trzeba inicjatywę premiera odnotować jako zdrowy odruch w organizmie politycznym Rzeczypospolitej, jeśli w ogóle do głosu doszedł taki czynnik jak moralność.


Karygodne przeoczenie


Prawdopodobnie dla potwierdzenia autentyczności tej „etycznej orientacji” władzy zaczęto energiczniej finalizować ciągnący się ślamazarnie proces w tak zwanej seksaferze. Kiedy słuchało się serwisów informacyjnych w wielu rozgłośniach radiowych, to ten temat panował niepodzielnie jako królewskie danie w ramach informacyjnego „menu”, którym karmiono zgłodniałe smakowitych kęsków społeczeństwo. Temat okazał się na tyle dominujący, że wyczerpał całą energię twórczą spikerów i komentatorów radiowych, którzy już nie byli w stanie nadać odpowiedniej rangi informacji na temat odejścia do wieczności największego filozofa całej naszej epoki, śp. ojca prof. Mieczysława Alberta Krąpca. Historia takiego wspaniałego człowieka, filozofa, Polaka, myśliciela, który wskrzesił w Polsce ten kierunek myślenia, uśmiercony, zdawało się, przez wyznawców Marksa i Lenina, to żaden temat medialny wobec takiego ewenementu, iż jakiś polityk pewnej partii konkurencyjnej dla PO ośmielił się molestować pewną panią z tej samej partii. To dopiero historia!

Jest to fakt naprawdę zastanawiający z punktu widzenia profilu kultury w państwie, że nałożono całun śmiertelnego milczenia na człowieka, którego myśl i cała nauka powinny być rozgłoszone przez wszystkie głośniki radia i telewizji. Jest to także pośredni dowód na to, iż wśród większości polityków, którzy dostali się do władzy w ubiegłym roku (i nie tylko), większym uznaniem cieszy się ideologia Marksa i Lenina, przepuszczona przez subtelny filtr „Gazety Wyborczej”, niż normalna, ludzka filozofia, licząca się z obiektywnym wymiarem rzeczywistości. Gdyby nasi politycy choć trochę „liznęli” tej filozofii, jakiej nauczał ojciec Krąpiec, a która była bardzo bliska nauce Karola Wojtyły (pomimo pewnych subtelnych różnic metodologicznych), to zrozumieliby lepiej, jaka jest więź między etyką i kulturą, etyką i polityką, narodem i państwem, osobą a suwerennością, człowiekiem i moralnością, etyką i prawem i tak dalej. Wtedy być może Platforma Obywatelska zdobyłaby się na samodzielną samokrytykę z punktu widzenia kryteriów etycznych decydujących o dopuszczeniu kandydatów do władzy w sferze publicznej. Mogłoby się okazać, że cała kampania wyborcza polegająca na kłamstwach, oszczerstwach, bezpodstawnych zarzutach pod adresem rządu „Kaczorów” (którym to przezwiskiem sponiewierano honor głowy państwa), na pustych obietnicach, była jednym wielkim przestępstwem, z powodu którego ta partia nie powinna być w ogóle dopuszczona do władzy. Jeżeli jednak wszystko odbyło się „legalnie” i „demokratycznie”, to ta legalność i demokratyczność procedur jest tyle warta, co mierzwa i wiecheć rzucony bydłu pod nogi.


Pogrzebano dobro


A przecież rząd Jarosława Kaczyńskiego miał dobry program i założenia: przywrócić Polsce suwerenność, odbudować jej tożsamość kulturową i prawną, uwolnić od kajdan założonych przez spisek agentów zwany „umową Okrągłego Stołu”, a więc uwolnić od niewidzialnych dla oka zwykłego obserwatora więzów poprawności politycznej, tak bronionych przez pewne media i polityczne centra Unii Europejskiej. Program ten nie był do końca doskonały i sami przywódcy PiS popełnili pewne błędy, ale mądrość polityczna kazałaby właśnie podjąć pracę nad udoskonaleniem programu i korygowaniem błędów, a nie decydować się na brutalne burzenie IV Rzeczypospolitej, aby wrócić do kontynuacji PRL. Szkoda, że zniszczono to, co usiłowali zbudować tacy ludzie jak Zbigniew Ziobro, Antoni Macierewicz, Roman Giertych. Już widać tragiczne tego skutki dla Polski. Agenci tajnych służb są nadal obecni w organach władzy publicznej, premier zdaje się bardziej dogadzać życzeniom państw ościennych, niż dbać o interes publiczny, majątek narodowy jest konsekwentnie oddawany na sprzedaż, wśród młodzieży szkolnej szerzy się dramatycznie niemoralność, nie tylko seksualna, co widać po statystyce dotyczącej ciąż uczennic. Rząd nic nie robi, aby obronić Polskę przed uzurpacjami organów Unii Europejskiej w dziedzinie prawnej i ekonomicznej, a także obyczajowej (między innymi próby narzucenia prawa proaborcyjnego i totalnej demoralizacji z tym związanej), rząd nic nie robi, aby potwierdzić nietykalność Polski wobec bezczelnych żądań Niemców i Żydów w sprawie tak zwanych odszkodowań powojennych, w ogóle nie broni honoru Polski wobec oszczerstw Jana Tomasza Grossa, które stanowią zamach na naszą kulturową suwerenność, nie mówiąc o tym, że są potwornym zamachem na naszą opinię wobec świata. Wydaje się po prostu, jakby Platforma Obywatelska współpracowała ze wszystkimi antypolskimi organizacjami na świecie w celu zlikwidowania Polski i zredukowania jej do grupki „obywateli Europy”. Ponadto rząd naiwnie (a może z premedytacją?) popiera legalizację zapłodnienia pozaustrojowego (tzw. in vitro), do lamusa odesłano wszelkie projekty uzdrowienia polityki rodzinnej, nic się nie czyni, aby postawić tamę naciskom ideologicznym propagującym różne zboczenia moralne i antropologiczne pod pretekstem obowiązującej „nowej” ideologii gender, nic się nie robi, aby postawić tamę pornografii, prostytucji i innym plagom panoszącym się wśród młodzieży. Owszem, Platforma chętnie popiera tak zwane marsze tolerancji propagujące zuchwale i bezczelnie wszelkie dewiacje i wszelką obrzydliwość moralną, popiera się zwyrodnienie sztuki przez wciskanie znaków zezwierzęcenia człowieka w kontekst liturgicznego „sacrum”. Trudno wszystko wyliczać, cała polityka zabrnęła tragicznie w bagno niemoralności i niszczy wszystko, co jeszcze ocalało z potopu komunistycznego, deformując sumienia, gasząc wszelką wrażliwość na dobro, prawdę i piękno. W szkołach, jak z troską zwrócono uwagę na ten fakt, pomija się w ogóle wymiar wychowania, a zwłaszcza patriotyczny kierunek wychowania, zajmując młodzież tematami kosmopolitycznymi i zabijając myślenie za pomocą wciągania umysłów na ścieżkę automatycznych testów.


Kogo boi się zły duch


Na tym już i tak smutnym tle politycznym wyróżnia się swoim szczególnie brutalnym charakterem permanentny atak na Radio Maryja i ojca Tadeusza Rydzyka, kierowany zarówno ku osobie, jak i dziełom inspirowanym przez założyciela Radia Maryja i Telewizji Trwam. Od początku rządów Platformy Radio Maryja, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej i inne dzieła nie mają dnia spokoju. Uderzenia prawne, finansowe, prasowe czy w ogóle medialne, kierowane przez różne instancje rządowe, usiłują zniszczyć, a przynajmniej sparaliżować inicjatywy kulturalne, społeczne i ekonomiczne, tak bardzo pożyteczne dla Polski. Szuka się pretekstów lub stwarza się fikcyjne preteksty, by złamać uroczyste umowy, kwestionować podstawy prawne, podawać w wątpliwość kompetencje i sens pewnych przedsięwzięć, sprawdzonych przecież przez najlepszych fachowców Europy. Wygląda to tak, jakby rząd Tuska nie miał nic do roboty, tylko realizował programy antykatolickie i antypolskie, podsunięte przez organizacje zagraniczne wątpliwego pochodzenia, zwłaszcza masońskie, które prezydent Kaczyński nieopatrznie wpuścił do Polski.

Jednak na tle całej tej kampanii, godnie wcielającej wzory leninowskie i stalinowskie, szczególnym stopniem barbarzyństwa wyróżnia się akcja medialna i dyplomatyczna posła Janusza Palikota, który nie kryje nienawiści do ojca Tadeusza Rydzyka i w sposób oszczerczy zarzuca mu różne rzekome przestępstwa, domagając się dla niego więzienia lub innych kar. Równolegle z akcją podjazdową prowadzoną przez Palikota pewne jednostki ukrywające się za barierą internetu żądają wprost zamordowania ojca Rydzyka. Nie wiadomo, kto stoi za tą całą akcją, choć dobrze wiadomo, kto stoi za awanturniczymi wystąpieniami Palikota. Jest to przecież człowiek Platformy, ceniony i popierany przez rząd, a wszystkie udzielane mu rzekome nagany mają najwyżej charakter zakamuflowanej pochwały. Bo gdyby Platforma kierowała się prawem obowiązującym w Rzeczypospolitej, to obywatel Palikot ani dnia nie pozostałby na urzędzie, który mu przydzielono. Platforma wie, co robi: te grzeczne upomnienia są tylko zasłoną dymną, za którą ukrywa się prawdziwy cel: zniszczenie Radia Maryja i ojca Rydzyka. A jeśli ktoś podejmie bardziej energiczną akcję przeciw potwarcy i oszczercy, to platformersi zawsze będą mogli „umyć ręce”, zasłaniając się faktem rzekomego ograniczenia odpowiedzialności moralnej delikwenta, powołując się na jakieś tam „wariackie papiery”, o których pewni dziennikarze dyskretnie przebąkują. W każdym razie akcja wywrotowa Janusza Palikota, wraz z wyskokiem niedoszłego zamachowca, który wzywa do morderstwa, tworzą pewną moralną jedność, będącą psychologicznym przygotowaniem do użycia gwałtu przeciw ojcu Rydzykowi i jego dziełom. Jest to dokładna kopia akcji przygotowawczych, jakie poprzedzały w systemie mniej lub więcej „naukowego” socjalizmu fizyczny atak na duchownych lub na instytucje kościelne. Klasyczny przykład dała rewolucja francuska, potem za tym szła rewolucja bolszewicka, hitlerowska, teraz znów rewolucja hiszpańska. Ze względu na tę moralną – i psychologiczną, a także polityczną jedność, charakteryzującą rządową agresję na Radio Maryja, Platforma Obywatelska nie obroni się przed odpowiedzialnością moralną, nawet gdyby nie doszło do bezpośredniego fizycznego ataku na ojca Rydzyka. Nie pomogą żadne faryzejskie wykręty i obłudne gesty pod adresem niektórych wyższych duchownych. To, co już się stało, zapisuje się na konto Platformy jako pełen nienawiści, podstępów i obłudy atak na najwspanialsze dzieło ewangelizacyjne w Polsce od czasów odzyskania niepodległości w roku 1918.


Dziękujmy Bogu za Radio Maryja


Dzieło ojca Tadeusza Rydzyka, widziane w swej logicznej, charyzmatycznej i pragmatycznej jedności, zmierza konsekwentnie do odbudowania tożsamości duchowej Polskiego Narodu poprzez uaktywnienie powołania ewangelizacyjnego, ofiarowanego każdemu katolikowi. Jest to równocześnie praca u podstaw Polski widzianej w jej najgłębszej tożsamości, praca dla odbudowania suwerenności każdej osoby, każdej rodziny i całego Narodu: tej suwerenności niszczonej i deptanej przez wszystkie rządy socjalistyczne i postsocjalistyczne, a teraz także – postmodernistyczne i „liberalne”. Radio Maryja pragnie zbudować to, o czym wielokrotnie mówił Jan Paweł II: aby Polska była Polską, czyli aby była sobą poprzez odrodzenie wiary i przyjęcie prawa Bożego. Bo jakże inaczej zrozumieć słowa Wielkiego Papieża skierowane do Polaków: „W czasie moich odwiedzin w Polsce za każdym razem podkreślałem, że suwerenność państwa tylko wówczas odpowiada pełnej prawdzie o osobie i społeczeństwie, jeśli w państwie tym naród odnajduje swoją suwerenność, jeśli czuje się, i jest, prawdziwym podmiotem stanowienia o tym, co 'wspólne’, o wspólnym dobru. W tym samostanowieniu nikt społeczeństwa nie może wyręczyć ani go w tym zastąpić. Jeśli zaś usiłuje się społeczeństwu narzucić jakieś dobro wspólne, jako program społeczny to, co nie odpowiada świadomości ani sumieniom, przyjdzie się w końcu przekonać, że działanie takie jest na szkodę społeczeństwa i swoją własną” (Rzym, 19 grudnia 1987 r.). Otóż w świetle prawdy o osobie i o społeczeństwie Polacy mają prawo czuć się suwerennymi podmiotami w zakresie działań kulturalnych, społecznych, politycznych, także motywowanych najwyższymi przesłankami, jakimi są miłość Boga i odpowiedzialność za godność człowieka i zbawienie wieczne. Takie działania mają miejsce wokół Radia Maryja i są dowodem wyciągania prawidłowych wniosków z całego nauczania Jana Pawła II o godności i suwerenności osoby, o prawie do niepodległości przez kulturę, o powołaniu Narodu Polskiego na podstawie chrztu świętego i bierzmowania dziejów, jakiego dokonał Papież Polak, o prawie do wolności religijnej, o prawie do prawdy, które przysługuje każdemu człowiekowi. Jest to prawo do pełni Prawdy, która obejmuje sobą kontemplację tajemnicy Boga i Jego nieskończonej miłości. To właśnie prawo udostępnia każdemu człowiekowi Radio Maryja i wszystkie instytucje powstałe wokół niego służą lepszemu urzeczywistnieniu tych podstawowych praw ludzkich i praw całego Narodu.

W państwie, które chce uchodzić za demokratyczne, tego rodzaju prawa powinny być respektowane. Natomiast co powiedzieć o takiej sytuacji, kiedy w państwie, gdzie większość ludzi wierzy w Chrystusa, a miliony zapłaciły najwyższą cenę za to, aby Polska mogła istnieć, jakaś organizacja polityczna usiłuje niszczyć to, co jest najpiękniejszym darem Boga dla całej Polski, a nawet dla świata? Co powiedzieć o rządzie, który zamiast ochraniać dobre dzieła, a ograniczać działania przestępcze, stosuje politykę całkowicie przeciwną, to jest niszczy to, co dobre, a popiera i faworyzuje przestępców? Żaden myślący człowiek, żaden Polak, w którym tkwi jeszcze iskra szlachetności niezgaszonej przez liberalizm czy ateizm, nie może zgodzić się na to, aby państwo polskie przerodziło się – jak to określił św. Augustyn – w „bandę złoczyńców”. Oby Bóg ocalił Radio Maryja, bo będzie to znak, że chce ocalić także całą Polskę. Oby nawrócił także serca i umysły, które znalazły się w matni zła, aby nie szkodziły w niczym temu, co służy prawdziwemu dobru Ojczyzny.


Ks. prof. Jerzy Bajda

drukuj